Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
czwartek, 28 lutego 2013

 

Myślałam, że o maślanych wypiekach wiem już wszystko... Że po wielokrotnym rozkoszowaniu się maślanymi ciasteczkami z dobrych cukierni lub tymi najprostszymi domowymi, maślanymi tartaletkami i babeczkami, maślanymi tartami wytrawnymi, maślanymi sosami i kremami, maślanym pieczywem czy też maślanym ciastem francuskim - w postaci tart bądź croissantów, dotarłam już w sferze kulinarnej na najwyższy level "maślaności".

Ale jednak - myliłam się. Dzisiejszy wypiek bowiem jest tak genialny, perfekcyjnie po prostu dopracowany - i niebiańsko wręcz pyszny, że nawet zbędny dzisiaj będzie jakikolwiek wstęp do notki.

Klasyczny, maślany shortbread - czyli najgenialniejsze, najpyszniejsze maślane paluszki świata. Zawsze myślałam, że najlepszy przepis na taki wypiek to 3 części mąki, 2 części masła i 1 część cukru - ot, tak, po prostu. Jednak gdy zobaczyłam ten oto wpis na Moich Wypiekach, jako rasowa miłośniczka masła nr 1 musiałam oczywiście wypróbować tę recepturę. Efekt? Po prostu... niebo! *___* I nie przesadzam tu ani troszkę. Masło - jest go tu oczywiście bardzo dużo :>. Do tego cukier puder - więcej niż przy najprostszych ciasteczkach maślanych (które jednak również bardzo polecam!, np. klik) oraz mąka - ale w połączeniu: klasyczna pszenna + ziemniaczana - dzięki czemu naprawdę, DOSŁOWNIE, uwierzcie - ciasteczka rozpływają się w ustach. Od siebie dodałam szczyptę soli - dla wzbogacenia smaku. Dorotka podaje, aby dodać ekstrakt waniliowy lub skórkę z cytryny, ja jednak chciałam uzyskać klasyczny, maślany smak, bez żadnych dodatków. Polecam bardzo, bardzo, bardzo!

P.S. Pod koniec notki dodaję swoje uwagi co do przepisu - myślę, że mogą się komuś przydać, aby shortbread był jeszcze genialniejszy! Zapraszam do przeczytania ;).

 

Przepis z Moich Wypieków, jedyne co zmieniłam, to dodałam szczyptę soli, pominęłam wanilię czy cytrynę oraz użyłam skrobi ziemniaczanej a nie ryżowej (aby paluszki rozpływały się w ustach, a nie były chrupiące). Podaję po zmianach.

 

Składniki (forma ok. 25x35 cm):

  • 250 g masła, zimnego i pokrojonego w kostkę
  • 140 g cukru pudru
  • 225 g mąki pszennej
  • 100 g mąki (skrobi) ziemniaczanej
  • szczypta soli

Dodatkowo:

  • cukier puder do oprószenia

Cukier puder, mąkę pszenną, sól i skrobię wymieszać i przesiać. Następnie dodać masło i siekać ciasto nożem, a potem szybko zagnieść ręcznie, formując między palcami kruszonkę, a później gładką kulę ciasta. Ciasto rozwałkować na prostokąt wielkości formy.

Foremkę wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia. Przenieść do niej kruche ciasto, rozłożyć w foremce, następnie wyrównać. Ponakłuwać widelcem. Schłodzić w lodówce przez 20 minut.

Używając ostrego noża naciąć ciasto (do samej blachy), formując 20 kruchych paluszków. (Ja uważam, że to zbędne - ciasto z tak dużą ilością masła i tak nie utrzyma nacięć podczas pieczenia - N.).

Piec w temperaturze 180ºC przez ok. 35 minut do złotobladego koloru. Wyjąć z piekarnika, pozostawić w formie przez 20 minut (ja zdecydowanie polecam zachować ciasto w formie do całkowitego wystygnięcia - tylko wtedy uda nam się bez szwanku wyjąć bardzo kruche ciasteczka! - N.). Następnie pokroić, delikatnie wyjąć z formy, oprószyć cukrem pudrem.

 

Uwagi co do przepisu (moje - Nashelly):

  • używając skrobi ziemniaczanej, uzyskamy shortbread wprost rozpływający się w ustach, gdy zamienimy ją zaś na mąkę ryżową - ciasteczka będą lekko chrupiące
  • shortbread możemy rozwałkować cienko i upiec w nieco większej formie - wtedy ciut się przypiecze i będzie lekko chrupiący, jeśli zaś rozwałkujemy ciasto grubiej (nie skracamy wtedy i tak czasu pieczenia!) - będzie jasny, miękki i rozpływający się w ustach
  • wyjmujemy ciasteczka z formy dopiero wtedy, gdy całkowicie ostygną - są bowiem bardzo kruche i delikatne, jeśli więc spróbujemy wyjąć je wcześniej, jeszcze ciepłe, po prostu się rozpadną
  • do ciasteczek dodawać możemy dodatki smakowe - np. cynamon, skórkę cytrynową, ekstrakt waniliowy - w zależności od tego, jaki efekt chcemy uzyskać
  • takie idealne maślane ciasteczka możemy również upiec z ulubionymi dodatkami - np. posypać je przed wstawieniem do piekarnika rodzynkami, orzechami, płatkami owsianymi czy też ziarenkami słonecznika - można je po upieczeniu np. polać karmelem lub czekoladą - możliwości jest wiele ;)
  • jeśli natomiast posypiemy rozwałkowane ciasto przed upieczeniem grubym cukrem - utworzy on na wierzchu ciasteczek pyszną, chrupiącą skorupkę, która cudownie kontrastować będzie z maślaną miękkością ciastek ;).

 

Smacznego! *__*

 

wtorek, 26 lutego 2013

 

Pisałam już kiedyś o swoim stosunku do kaszy gryczanej - nigdy za nią nie przepadałam. Sytuacja zmieniła się nieco przy okazji wypróbowania tych oto pysznych placuszków (klik). Jeśli chodzi o kaszę jako "dodatek" np. do gulaszu czy pieczeni, nadal nie lubię takiego zestawu. Paradoksalnie, uświadomiłam sobie, że jedynym przypadkiem, kiedy naprawdę lubię kaszę, jest ten, gdy stanowi ona... główny składnik dania.

Kasza smażona z cebulką i szynką, zapiekana z pomidorami i serem, okraszona masłem. Pyszności. Ostatnio bowiem doszłam również do zaskakującego dość wniosku: ja po prostu uwielbiam... kuchnię polską! Zaskakującego dlatego, że zawsze uważałam siebie za miłośniczkę głównie potraw włoskich. Owszem, uwielbiam je nadal! Jednak nasze tradycyjne, rodzime dania mogę w swoim rankingu z czystym sumieniem postawić z włoskimi w jednej linii ;).

Kocham masło, ziemniaczki, mięsne gulasze, potrawy mączne i dużo smażonego ;). Dlatego też, gdy usłyszałam o tradycyjnym daniu z Lubelszczyzny zwanym pirogiem biłgorajskim, wiedziałam, że prędzej czy później zagości na moim stole.

Niedawno właśnie wykonałam wspomniane wyżej danie - i wyszło naprawdę pyszne! Krucho-drożdżowe ciasto i bardzo smakowity farsz z kaszy gryczanej, ziemniaków i twarogu. Całość upieczona i podawana najchętniej z gęstą, kwaśną śmietaną. Przepis pochodzi ze sprawdzonego źródła - bowiem jest autorstwa Roberta Makłowicza. Gorąco polecam!

 

Przepis pochodzi z książeczki Makłowicza i Bikonta pt. Potrawy z kaszy i ryżu z serii Nowoczesna kuchnia polska Makłowicza i Bikonta. Ja zmieniłam nieco proporcje – zmniejszyłam ilość ciasta i zmodyfikowałam nieco przepis na nie, zamiast rolady zaś ułożyłam je na dole i na górze piroga. Zmniejszyłam też ilość ziemniaków w farszu. Podaję za Makłowiczem po moich zmianach.


Ciasto krucho-drożdżowe (keksówka):

  • 200 g mąki + do podsypywania
  • 80 g śmietany  18 %
  • 40 g masła
  • 7 g drożdży instant
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko, roztrzepane

1/4 jajka odstawić do posmarowania ciasta z wierzchu. Resztę jajka oraz wszystkie pozostałe składniki zagnieść razem na gładkie ciasto. Wyrabiać je kilka minut, w razie potrzeby podsypując mąką. Następnie zostawić w ciepłym miejscu na godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie podzielić je na dwie części i rozwałkowywać na prostokąty wielkości formy. Foremkę natłuścić, wysypać bułką tartą. Umieścić na dnie jedną część rozwałkowanego ciasta.

Farsz:

  • 100 g kaszy gryczanej
  • 100 ml mleka
  • 150 g ziemniaków
  • 200 g twarogu tłustego
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka masła
  • sól, pieprz

Ziemniaki obrać, ugotować w osolonej wodzie, odcedzić i rozgnieść praską na gładkie puree. Rozgnieść również twaróg, dodać go do ziemniaków. Kaszę zaparzyć wrzącym mlekiem. Zagotować na małym ogniu, aby całkowicie wsiąknęło, a wtedy dodać ją do masy ziemniaczano-twarogowej i utrzeć. Dodać roztopione masło, jajko, doprawić solą i pieprzem do smaku (polecam dodać sporo pieprzu! - N.), wyrobić. Tak przygotowany farsz wyłożyć na wcześniej przygotowany spód. Wyrównać, przykryć drugim płatem ciasta. Posmarować je pozostałym jajkiem.  Piec ok. 50 minut w 200 stopniach. Następnie kroić piroga na grube kawałki, podawać na ciepło lub zimno – z sosem grzybowym bądź też z kwaśną śmietaną, popijając kwaśnym mlekiem lub kefirem. Znakomicie smakują również plastry piroga odsmażane na maśle.

 

Smacznego!!! :))

 

niedziela, 24 lutego 2013

 

Pamiętam, jak kilka (albo i trochę więcej ;)…) lat temu, w szkole podstawowej, często gościłam u mojej ówczesnej przyjaciółki. Zawsze częstowała mnie czymś dobrym: kolorowymi kanapkami, ciasteczkami lub ciastem domowej roboty, ale jako najlepszy specjał jej mamy pamiętam ciasto marchewkowe. Wtedy jeszcze nie było tak szeroko znane i popularne (?) jak dzisiaj – wiele osób, np. w szkole, nie chciało nawet próbować tego smakołyku, uważając go za „zbyt dziwny”:  „blee, ciasto z marchewki?”. Ja zawsze lubiłam dziwne rzeczy, wypieku spróbowałam więc z ciekawością: i zasmakowało mi baaardzo ;). Później, na dobre kilka lat zapomniałam o cieście marchewkowym – dopóki nie zaczęło pojawiać się wszędzie: na blogach, stronach, w postaci muffinek wśród kucharek-amatorek ;)... A mnie przypomniała się przyjaciółka z podstawówki i jej pyszne marchewkowe ciasto.

Robiłam je już parę razy. Na początku wypróbowałam jeden z przepisów krążących szeroko w sieci, który był kiedyś chyba bohaterem Weekendowej Cukierni. Zrobiłam to ciasto i… wyszedł mi w środku totalny zakalec. Myślałam, że po prostu zrobiłam coś nie tak. Później jednak, przeglądając blogi, na których pojawiało się ciasto z tego właśnie przepisu, zauważyłam, że… praktycznie większość z nich ma taką właśnie gliniastą, zakalcowatą strukturę. Tego przepisu więc nie polecam. Na szczęście niedługo po tym trafiłam na genialny przepis Dorotuś, udoskonaloną recepturę na marchewkowe ciasto. I to był strzał w dziesiątkę. Wilgotne, mięsiste, ale jednocześnie puszyste – i bez śladu zakalca czy „gliniastości”. Z dużą ilością bakalii – dodałam swoje ulubione. Ten przepis naprawdę polecam.

A więc dziś prezentuję ciasto marchewkowe idealne – z orzechami włoskimi, migdałami, rodzynkami, ananasami i dużą ilością korzennych przypraw – z przepysznym waniliowym kremem z kremowego serka, słono-słodkim, tak jak lubię... Polecam gorąco!

 

Przepis pochodzi z Moich Wypieków (klik), ja jednak część orzechów zastąpiłam migdałami, dodałam cukier waniliowy, ponadto zamiast części ananasów dodałam rodzynki. Do kremu dałam stosunkowo więcej masła – i zrobiłam go nieco więcej. Podaję po zmianach.

 

Składniki (tortownica 20 cm):

  • 2/3 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki drobnego cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/4 łyżeczki zmielonych goździków
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki ziela angielskiego
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/3 szklanki oleju
  • 2 jajka, roztrzepane
  • 1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich
  • 1/2 szklanki posiekanych migdałów bez skórek
  • 1/4 szklanki posiekanych, odsączonych ananasów
  • 1/4 szklanki rodzynek
  • 1 szklanka startej na średnich oczkach marchewki, odsączonej

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

W jednym naczyniu wymieszać składniki suche: mąkę, cukry, sól, proszek, sodę, przyprawy.

W drugim naczyniu roztrzepać jajka z olejem.

Połączyć zawartość obu naczyń, dodać marchewkę, bakalie i ananasy, wymieszać łyżką.

Formę o średnicy 20 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Do formy wyłożyć ciasto, wyrównać. Piec w temperaturze 175ºC przez ok. 45 minut, do tzw. suchego patyczka. Wystudzić w formie, następnie wyjąć i wystudzić na kratce. Przekroić na dwa równe blaty.

Waniliowy krem serowy:

  • 300 g serka kremowego (np. Twój Smak, Philadelphia)
  • 100 g miękkiego masła
  • 1,5 szklanki przesianego cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • cynamon

Wszystkie składniki muszą mieć temp. pokojową.

Masło utrzeć z cukrem pudrem na puch. Następnie po łyżce dodawać serek, cały czas miksując. Dodać wanilię, zmiksować. Gotowym kremem przełożyć wystudzone ciasto, pokrywając również wierzch. Posypać ozdobnie cynamonem.

 

Smacznego!!! :))

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

piątek, 22 lutego 2013

 

Dzisiaj miała być zupełnie inna notka… Ale jakoś tak wyszło, że po uszy zakopałam się w obowiązkach, więc nie zdążyłam nawet napisać nic sensownego. A nie chcę się spieszyć. Nie chcę też publikować ciekawych, moim zdaniem, potraw, które bardzo mi smakowały, o tak późnej godzinie, że już z góry mogę założyć ich znikomą oglądalność – co przy niewielkiej popularności mojego bloga daje smutny rezultat.

Dlatego też publikuję wpis dość nietypowy, nie będzie to bowiem kolejny przepis – a przynajmniej nie przepis sensu stricte. Postanowiłam bowiem podzielić się z Wami szczegółowym, uporządkowanym zestawieniem najsłynniejszych włoskich past, zestawieniem, które sporządziłam sama jakiś czas temu.

Korzystałam z wielu źródeł, głównie z Internetu oraz paru książek kucharskich, jednak ostateczną formę przygotowałam sama. Trochę z wewnętrznej potrzeby porządkowania rzeczywistości, trochę z ciekawości i „żądzy wiedzy” ;)).

Teraz jestem bogatsza o nowe wiadomości – i bardzo mnie to cieszy. Do każdej włoskiej nazwy sosu dopasowałam rodzaj makaronu, jakiego najczęściej się w danej potrawie używa, bazę sosu, główne składniki oraz esencjonalne przyprawy. O znacznej większości dań słyszałam – część to oczywiste klasyki, jak Carbonara, Alfredo czy Aglio, Olio…, część – dosyć mnie zaskoczyła (patrz np. Con la Pajata – uch!). Ponadto, dowiedziałam się, jak NAPRAWDĘ powinny wyglądać prawdziwe klasyki w stylu Bolognese czy Napoli – a nie tak, jak postrzega je większość zwykłych zjadaczy chleba ;)).

Te najbardziej znane i klasyczne zaznaczyłam przy nazwie gwiazdką (*), reszta nie jest może aż tak powszechna, jednak wybrałam je albo ze względu na szczególny skład bądź też dodatki, albo ze względu na ich włoski rodowód.

Podsumowując – mam nadzieję, że komuś przyda się to moje zestawienie albo chociaż ktoś zerknie okiem. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się skosztować ich wszystkich :>. Polecam!



Zestawienie wykonane na podstawie Internetu oraz książek i czasopism kulinarnych, opracowanie: Nashelly.

 

Najsłynniejsze włoskie pasty

 

Nazwa sosu

Powszechnie używany rodzaj makaronu

Baza sosu

Główne składniki

Charakterystyczne przyprawy

Aglio, olio e pepperoncino * 

spaghetti

oliwa z oliwek

czosnek

chilli

Al Nero Di Seppia

spaghetti

oliwa z oliwek

atrament kałamarnicy, białe wino, pomidory, ew. owoce morza

pietruszka, czosnek, ew. chilli

Al Pangrattato

zazw. długi makaron (spaghetti, tagliatelle etc.)

oliwa z oliwek

okruszki czerstwego chleba (bułka tarta), skórka cytrynowa, parmezan, ew. anchovies

czosnek, pietruszka, pieprz czarny

Alfredo *

fettuccine

maślany

parmezan, śmietanka kremówka

ew. pieprz, gałka muszkatołowa

Alla Vodka *

penne

pomidorowo-śmietanowy

wódka, ew. boczek, parmezan

cebula

Alle Vongole

spaghetti

pomidorowy lub oliwa z oliwek

małże, ew. białe wino lub śmietanka kremówka

czosnek, pietruszka, pieprz czarny

Allo Scoglio *

spaghetti, linguine

pomidorowy lub oliwa z oliwek

owoce morza, sok z cytryny

czosnek, pietruszka, chilli

Amatriciana *

spaghetti, bucatini

pomidorowy

boczek (guanciale), pecorino

czosnek, pieprz czarny lub chilli

Arrabbiata *

penne

pomidorowy

czosnek

chilli

Bolognese *

spaghetti, tagliatelle, cannelloni, lasagne

pomidorowy

mielone mięso wołowe, boczek, marchew, seler, białe wino, parmezan, ew. trochę mleka lub śmietanki

cebula, czosnek

Boscaiola

pappardelle, tagliatelle, fettuccine

śmietanowy

grzyby, boczek (pancetta), cebula, parmezan lub pecorino lub grana padano

czosnek, rozmaryn, pietruszka, ew. szałwia

Bottarga

spaghetti

oliwa z oliwek

bottarga (zasuszona ikra tuńczyka lub cefala), ew. skórka z cytryny

czosnek, czerwony pieprz

Cacio e pepe *

vermicelli, spaghetti

woda z gotowania makaronu

pecorino

pieprz czarny

Carbonara *

spaghetti, fettuccine

surowe jajka

boczek (pancetta), pecorino, ew. śmietanka kremówka

pieprz czarny, ew. czosnek

Carrettiera

spaghetti

pomidorowy

pomidory, bez sera, ew. tarta bułka

czosnek, chilli, pietruszka

Ciceri e tria (E Ceci)

tagliatelle

oliwa z oliwek

ciecierzyca, cebula, seler, marchew, ew. pomidory koktajlowe

pietruszka, czosnek, liście laurowe

Con la Pajata

rigatoni

pomidorowy

cielęcina (wraz z niestrawionym pokarmem w środku), białe wino

nieokreślone konkretnie przyprawy

Di Noci

długi makaron (zazw. linguine, spaghetti, też fettuccine, tagliatelle, pappardelle), ale też trofie

oliwa z oliwek

orzechy włoskie, śmietanka kremówka, parmezan lub ricotta

czosnek, pieprz czarny

Fagioli

macaroni, ditalini

oliwa z oliwek

fasola (cannellini, borlotti), pomidory lub bulion, cebula

czosnek, przyprawy nieokreślone ściśle

Fiesolana (lub: Speck)

penne, rigatoni, pappardelle

śmietanowy

prosciutto (lub: speck – wędzona szynka), parmezan lub pecorino, ew. pomidory

pieprz czarny

Marinara

spaghetti, manicotti lub jako dodatek do dań

pomidorowy

dowolne zioła, ew. owoce morza, warzywa

bazylia, oregano, czosnek, duża dowolność w porównaniu do Napoli

Napoli (Neapolitana) *

spaghetti

pomidorowy

czosnek, cebula, czerwone wino, parmezan

oregano, dużo bazylii

Norma *

zazw. penne, spaghetti (lub dowolne)

pomidorowy

bakłażan, ricotta

czosnek, bazylia, ew. chilli

Pesto *

zazw. trofie, trenette, cavatappi, spaghetti, lecz używane do wielu innych dań

oliwa z oliwek

zawsze: parmezan lub pecorino; Pesto Alla Genovese – piniole, bazylia; Pesto Alla Siciliana (Rosso) – suszone pomidory, migdały; Pesto Calabrese – pieprz i papryka; istnieje obecnie ogrom różnych wariacji – z różnymi gatunkami orzechów, ziaren, różnymi ziołami i warzywami (np. Pesto z rukoli, pietruszki, a nawet buraków etc.)

bazylia, czosnek, inne przyprawy (w zależności od rodzaju)

Primavera *

zazw. krótki makaron (penne, far fale, rigatoni etc.), ale też spaghetti

oliwa z oliwek, (rzadziej: śmietanowy)

świeże, „wiosenne” warzywa (zazw. zielone), ew. mięso, parmezan

świeże zioła

Puttanesca *

spaghetti, linguine

pomidorowy

anchovies, czarne oliwki, kapary

chilli, czosnek, pietruszka

Quattro Formaggi *

zazw. krótki makaron (macaroni, penne, farfale etc.), ale też spaghetti lub jako dodatek do dań

serowy

masło, sery (parmezan, pecorino, grana padano, gruyere, fontina, mozzarella, gorgonzola, taleggio etc.), mleko lub śmietanka kremówka

pieprz czarny, ew. czosnek, pietruszka, gałka muszkatołowa

Rosa

spaghetti, gnocchi

pomidorowo-śmietanowy

pomidory, cebula, parmezan, ew. łosoś wędzony

czosnek, bazylia, ew. szczypiorek

Salmone Affumicato

zazw. spaghetti, linguine, ale też farfalle, penne (dowolność)

śmietanowy, (ew. śmietanowo-pomidorowy)

łosoś wędzony, alkohol, parmezan, ew. serek kremowy

czosnek, pieprz czarny

Sorrentina

spaghetti, penne, bucatini

pomidorowy

pomidory, mozzarella

świeża bazylia



 

Smacznego!!! :)

środa, 20 lutego 2013

 

Kiedy podczas ferii miałam mieć gości w postaci dwóch małych kuzynek, wiedziałam, że muszę zrobić jakiś słodki wypiek, który może nie będzie smakował obłędnie ani wyrafinowanie - miał po prostu uroczo wyglądać i słodko smakować ;). Postawiłam więc na kruche ciasteczka z kolorowymi M&M'sami - połowę zrobiłam w wersji jasnej, waniliowej, połowę zaś w kakaowej. Ot, takie sobie zwykłe, śliczne, słodkie drobiażdżki ;). Co ciekawe, korzystałam z przepisu ze Złotej Księgi Czekolady na czekoladowego piegusa. Bardzo dziwna sprawa - autor podaje, jakoby przepis miał zawierać ok. 16 porcji - podczas, gdy mi wyszło ponad 50 średniego rozmiaru ciasteczek ;O. Cóż. Dziwne.

 

Przepis pochodzi ze Złotej Księgi Czekolady wyd. Olesiejuk, ja jednak zamiast jednej dużej „piegowatej tarty” zrobiłam pojedyncze ciasteczka. Ponadto, pominęłam czekoladę oraz orzechy, a także zastąpiłam cukier brązowy zwykłym (i dałam go nieco więcej), dałam też o wiele więcej M&M'sów. Ponadto, połowę ciasteczek zrobiłam w wersji kakaowej. Podaję po zmianach.

 

Składniki (ok. 50 ciasteczek):

  • 310 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki sody
  • spora szczypta soli
  • 150 g miękkiego masła
  • 20 g cukru waniliowego
  • 180 g cukru
  • 1 duże jajko
  • 200 g M&M'sów (lub innych czekoladowych groszków w kolorowej skorupce)
  • 1,5 łyżki kakao
  • 1 czubata łyżka cukru pudru

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

Mąkę, sól i sodę wymieszać w misce. W innym naczyniu utrzeć masło z cukrami na puch, a następnie dodać jajko. Kontynuować miksowanie, aż do otrzymania puszystej masy. Następnie dodać suche składniki i zmiksować do połączenia się składników. Następnie rękami zagnieść gładką kulę ciasta. Podzielić ciasto na dwie równe części. Jedną zostawić, do drugiej zaś dodać kakao oraz cukier puder i zagnieść do uzyskania gładkiej, brązowej masy.

Przygotować blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Kolejno formować z ciasta niezbyt duże kulki, lekko je spłaszczać i układać na blasze. Następnie do każdego ciasteczka wkładać po 4-6 M&M'sów. Piec ok. 13 minut w 180 stopniach. Delikatnie zdejmować z papieru do pieczenia i studzić na kratce, a następnie przekładać do pojemnika.

 

Smacznego :)

 

poniedziałek, 18 lutego 2013

 

Już dawno, dawno marzyłam o przyrządzeniu prawdziwego, tradycyjnego sosu bolońskiego - ragu alla Bolognese. Oczywiście, na pewno muszę jeszcze wykonać go w tej najpowszechniejszej wersji - w towarzystwie spaghetti (i to nie raz! :)), ale tym razem zrobiłam cannelloni z sosem bolońskim - zapiekane z beszamelem. Przepyszne.

Z reguły spaghetti po bolońsku, jeśli w ogóle ktoś wie, o co chodzi, uznawane jest po prostu za makaron z sosem pomidorowym i mielonym mięsem. Właściwie z grubsza tak to właśnie wygląda. Ale - diabeł tkwi w szczegółach, więc tym razem postarałam się o szczegółową recepturę.

Skorzystałam z przepisu umieszczonego na Kwestii Smaku, gdzie podawany jest jako oryginalny, włoski. Oliwa, pomidory z puszki, cebula, pancetta, mielone mięso wołowe, bulion, białe wino. Do tego marchewka i naciowy seler. Choć w tradycyjnym przepisie nie używa się czosnku, Asia uznaje jednak jego dodatek - ja również tak zrobiłam. Lekko przyprawiony bazylią (w przeciwieństwie do mocno bazyliowego ragu alla Napoletana). I to jest właśnie prawdziwy, boloński sos.

Jako, że użyłam go do nadziania makaronu cannelloni, potrawę przyrządzaną w ten sposób podałam, tradycyjnie, zapieczoną z sosem beszamelowym z dodatkiem parmezanu. Było przepyszne. Uwielbiam wręcz takie dania. Niestety, mało fotogeniczne - jak chyba większość przepisów z mielonym mięsem - ale przecież liczy się głównie smak. Gorąco polecam!

 

Przepis na oryginalny sos boloński pochodzi z Kwestii Smaku (klik), skąd też podaję, z moimi drobnymi modyfikacjami. Autorka jednak, przyrządzając cannelloni, używa moim zdaniem zdecydowanie za mało beszamelu - przyrządziłam go więc według własnego uznania.

 

Składniki na 4 porcje

Sos boloński (ragu alla Bolognese):

  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 marchewka
  • 150 g pancetty lub boczku (np. krojonego w paski, lekko wędzonego)
  • 500 g mielonego mięsa wołowego
  • 1 szklanka białego wina
  • 140 g koncentratu pomidorowego
  • 1 szklanka gorącego bulionu wołowego
  • 400 g pomidorów z puszki
  • sól i pieprz
  • 1/2 łyżeczki suszonej bazylii

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Cebulę posiekać, zeszklić na oliwie. Następnie dodać zmiażdżony czosnek oraz pokrojone w drobną kosteczkę seler naciowy oraz marchewkę. Obsmażyć, następnie przesunąć warzywa na bok i w wolne miejsce włożyć pokrojony w kosteczkę boczek. Zrumienić, co jakiś czas mieszając, na koniec wymieszać zawartość patelni. Przesunąć wszystko na bok garnka i dodać mielone mięso. Dokładnie je obsmażyć, tak, aby stało się brązowe, wymieszać z warzywami i boczkiem. Smażyć do zezłocenia mięsa.

Następnie wlać wino i gotować na średnim ogniu przez 3 minuty, dodać koncentrat pomidorowy uprzednio rozprowadzony w 3 łyżkach gorącego bulionu, dokładnie wymieszać. Wlać resztę gorącego bulionu, zagotować, dodać zmiksowane pomidory z puszki. Doprawić solą, pieprzem i bazylią. Przykryć i gotować na małym ogniu ok. 2 godziny. Od czasu do czasu zamieszać.

Uwaga (przyp. N.) - sos do nadziewania cannelloni nie może być tak gęsty jak zwyczajny sos do makaronu - musi doprowadzić do zmięknięcia pasty oraz przetrwać pieczenie. Dlatego też, jeśli wyjdzie bardzo gęsty, należy trochę rozcieńczyć go gorącą wodą.

Sos beszamelowy:

  • 50 g masła
  • 4 łyżki mąki pszennej
  • 2 szklanki mleka
  • spora szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
  • 4 łyżki tartego parmezanu

W rondelku stopić masło, dodać mąkę i krótko zasmażyć. Następnie wlewać partiami mleko, wciąż mieszając i gotując na niewielkim ogniu do zgęstnienia sosu - należy przy tym uważać, aby nie zrobiły się grudki. Doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Ponadto:

  • 16 rurek makaronu cannelloni
  • sól
  • masło do natłuszczenia formy

W garnku zagotować osoloną wodę, podgotowywać rurki przez ok. 2 minuty, wykładać na talerz - należy bardzo uważać, aby się nie posklejały.

Formę żaroodporną wysmarować masłem, na dnie umieścić odrobinę rzadkiej części sosu. Następnie kolejno nadziewać rurki cannelloni (mój sposób - stawiać rurkę na dłoni pionowo, tak aby farsz nie mógł wylecieć, a drugą ręką, małą łyżeczką, nadziewać makaron - N.). Następnie układać je w formie. Jeśli rurka będzie ułożona na innej rurce, oddzielać je niewielką warstwą sosu. Na koniec wylać na nadziane rurki resztę sosu - każdy fragment makaronu musi być nim otoczony, aby odpowiednio zmiękł. Całość polać równomiernie sosem beszamelowym. Piec ok. 30 minut w 180 stopniach.

 

Smacznego! *_*

 

sobota, 16 lutego 2013

 

Czasem tak niewiele potrzeba, żeby z w miarę stabilnej, drewnianej, wąskiej kładki spaść z powrotem do brudnej, czarnej, głębokiej i zimnej wody. Czasem niekiedy oznacza prawie zawsze.

Lubię bawić się słowami. Łączyć, przekładać i patrzeć jak płynnie przechodzą z jednego sensu w drugi. Kiedy nie ma treści, forma może treść dorobić. Ale czy ona nie jest prawie zawsze?

Może niektórzy zrobieni są ze szkła. Może niektórzy w którymś momencie życia takimi się stają. Ciągle spadając, roztrzaskując się na kawałki – i, niemożliwe, a może niestety, wciąż składając się z powrotem w całość. A odłamki szkła na swej drodze ranią wielu innych ludzi.

Chciałabym. Ale nie potrafię.

*****************

Tak, mogę to z czystym sumieniem powiedzieć: teraz już, piekąc, gotując czy tworząc inne „kulinarne dziełka”, posługuję się głównie… własną inwencją, smakiem, wyobraźnią… ;).

Długo szukałam idealnej receptury na zjawiskowy tort kokosowy. Przeglądałam strony, książki, gazety, ale ciągle coś mi nie pasowało. Znalazłam wiele przepisów na wypiek w stylu pina colada – z dodatkiem alkoholu, lekkiego kremu oraz ananasa. Ale to nie było to – nie chodziło mi o ten orzeźwiający, tropikalny smak – a raczej o coś cięższego, słodszego, bardziej klasycznego i wyrafinowanego. Ponadto, większość receptur, jakie widziałam, opierała się na jasnym biszkopcie – który przekładany był lekką, kokosową masą. Tego również nie chciałam. Wtedy wymyśliłam sobie, ze chcę, aby w moim torcie właśnie blaty wykonane były w całości z… kokosowych wiórków. Nie chciało mi się nawet szukać odpowiedniego przepisu, skonstruowałam więc przepis na biszkopt sama: stworzone w całości z wiórków kokosowych! Dodałam dosłownie malutką szczyptę proszku do pieczenia, a blaty wyrosły piękne! Byłam z siebie dumna ;).

Teraz pozostawała jeszcze kwestia kremu. Myślałam najpierw o klasycznym, jasnym kokosowym kremie na bazie śmietanki lub mascarpone – ale wtedy pomyślałam, że takie lekkie, kremowe desery już robiłam: np. trufelki a`la Raffaello lub też krem kokosowy a`la ta sama pralinka. Przypomniałam sobie więc o innym kokosowym przysmaku, który również wielbię: o Bounty. Smak zupełnie odmienny. Soczysty, słodki kokos i gruba warstwa czekolady. O tak. Tego właśnie chciałam. Zrobiłam więc autorski krem. Bardzo czekoladowy, gęsty, ciężki – i słodki. Wyszedł po prostu niebiański.

Dla przełamania słodyczy postanowiłam dodać warstwę malinowego musu, tort nasączyłam ponczem z malinówki a na wierzchu – umieściłam dekoracje z malin oraz sowitej porcji kokosowych wiórków.

Tak właśnie powstał Walentynkowy Tort – kokosowo-czekoladowy z akcentem malinowym. Bardzo słodki, dekadencki… Pyszny. Zrobiłam go właśnie tak, jak sobie umyśliłam. I jestem z siebie zadowolona! ;).

No i , przede wszystkim – wiem, że fanką batoników Bounty i kokosa generalnie jest moja Mama – a walentynki to przecież święto miłości. Mam nadzieję, Mamo, że tort smakował Ci naprawdę… To więc mój sposób na Walentynowy prezent – dla Ciebie ;).

 

Przepis całkowicie autorski.

 

Blaty kokosowe (tortownica 18-20 cm):

  • 4 jajka (niewielkie, „M”)
  • 160 g cukru
  • 120 g wiórków kokosowych
  • szczypta soli
  • szczypta proszku do pieczenia

Białka oddzielić dokładnie od żółtek. Żółtka przełożyć do miseczki i odstawić, białka zaś ubić ze szczyptą soli na sztywno, pod koniec ubijania dodając 100 g cukru i miksować do uzyskania sztywnej, lśniącej piany. Następnie dodać żółtka i krótko, lecz dokładnie wszystko zmiksować.

Do innej miski wsypać wiórki kokosowe, pozostałe 60 g cukru oraz szczyptę proszku do pieczenia. Wymieszać. Następnie składniki suche dodawać w trzech partiach do ubitych jajek, dokładnie, lecz delikatnie mieszając wszystko drewnianą szpatułką (ew. mikserem na najniższych obrotach). Chodzi o to, żeby jak najmniej naruszyć delikatną strukturę piany, lecz jednocześnie wszystko dokładnie ze sobą połączyć.

Masę podzielić na równe trzy części. Kolejno (lub jednocześnie – gdy mamy takie same tortownice) przelewać 1/3 masy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy (boków tortownicy nie wykładamy ani niczym nie smarujemy – wtedy biszkopt mógłby opaść). Piec ok. 20 minut w 200 stopniach. Lekko przestudzić, a następnie usunąć obręcz tortownicy. Zostawić do całkowitego przestudzenia i usunąć delikatnie papier do pieczenia.

Można również piec blaty w dwóch partiach – najpierw 1/3, potem zaś resztę masy – i ten drugi biszkopt przekroić na równe dwie części. Nie radziłabym piec jednego dużego biszkoptu, przy wypiekach z orzechami/wiórkami/migdałami zamiast mąki istnieje ryzyko opadnięcia. W każdym bądź razie, mają nam wyjść trzy równe kokosowe blaty.

Krem czekoladowy (gęsty, maślany):

  • 170 g gorzkiej czekolady
  • 130 g miękkiego masła
  • 1 czubata łyżka kakao
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki mleka
  • 160 g cukru pudru

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, zostawić do przestudzenia. Jajko ubić z połową cukru pudru na jasny krem, a następnie zalać gorącym mlekiem – nie przerywając miksowania. Ucierać przez chwilę do uzyskania gładkiej masy (zrobi się dość płynna – nic nie szkodzi, tak właśnie ma być). Przestudzić, a następnie do jajek i mleka dodać roztopioną wcześniej czekoladę, kakao oraz resztę cukru pudru. Wszystko razem zmiksować.

Masło utrzeć mikserem na puch. Następnie, po łyżce, dodawać ostudzoną (lecz nie zimną – wtedy masa się zważy!) masę czekoladowo-jajeczną. Ucierać do uzyskania gładkiego kremu. Gotowy krem wstawić do lodówki do schłodzenia.

Mus malinowy:

  • 2/3 szklanki malin (świeżych lub mrożonych)
  • 1/4 szklanki wody
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej

Maliny dokładnie rozgnieść blenderem na puree. Dodać cukier puder. Umieścić w rondelku i zagotować. Skrobię ziemniaczaną rozpuścić w wodzie i dodać do malin. Ponownie zagotować i, mieszając, podgrzewać na niewielkim ogniu aż do zgęstnienia masy. Zostawić do całkowitego (!) wystudzenia, najlepiej do lodówki.

Ponadto:

  • 50 ml malinówki
  • 100 ml wody
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • 1/2 szklanki wiórków kokosowych
  • garść ładnych malin

Malinówkę wymieszać z wodą i cukrem pudrem – to będzie poncz.

Na paterze umieścić pierwszy blat ciasta. Nasączyć go 1/3 ponczu, pokryć połową malinowego musu i warstwą czekoladowego kremu (uwaga, krem jest dość gęsty i ciężko się rozsmarowuje). Następnie umieścić drugi biszkopt, nasączyć połową pozostałego ponczu, przykryć warstwą musu malinowego i kremu czekoladowego. Przykryć ostatnim blatem. Nasączyć pozostałym ponczem. Wierzch i boki tortu pokryć kremem czekoladowym, wyrównać. Boki obłożyć wiórkami kokosowymi. Wierzch udekorować wiórkami oraz malinami. Przechowywać tort w lodówce.

 

Smacznego!!!  *____*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

czwartek, 14 lutego 2013

 

Walentynki. Czerwone serduszka, róże, czekoladki i romantyczne filmy. Albo inaczej: czerwone wino, koronki, świece i miłosna chemia.

Tak bardzo pragniemy miłości. Tak bardzo jej brakuje.

Ale można jeszcze w ten sposób: miłość - przywiązanie, troska, akceptowanie wad, stanie murem w najtrudniejszych sytuacjach. Może tak jest najtrudniej. Ale może tak musi być.

***************************

Z okazji walentynek upiekłam dla rodziny tort... Autorski, pyszny *__* Ale - o tym kiedy indziej, więc na razie nie zapeszam! :)

Dziś natomiast publikuję elegancki quiche. Rzadko robię quiche w czystej postaci, tzn. raczej wybieram zwykłe, wytrawne tarty bez polewy śmietanowo-jajecznej - która właśnie jest cechą charakterystyczną jej francuskiej wersji. Tym razem jednak miałam ochotę na coś kremowego - i coś innego. Quiche wykonałam na bazie najlepszego, maślanego kruchego ciasta. Na to położyłam plasterki sera camembert oraz kawałki podsmażonego, chrupiącego boczku. Do tego - maliny w sosie miodowo-balsamicznym. Jajka, śmietana. Oraz dużo czarnego pieprzu.

Tak. Uwielbiam wszystko, co maślane, kocham sery i słodko-słone połączenia. Jestem z siebie zadowolona. Quiche to idealna propozycja na romantyczną, walentynkową kolację we dwoje - jeszcze tylko świece, lampka czerwonego wina... Polecam gorąco!!!

 

Przepis autorski.

 

Kruchy spód maślany (tartownica 26 cm):

  • 200 g mąki pszennej
  • 100 g masła
  • spora szczypta soli
  • 4-5 łyżek zimnej wody

Mąkę, sól i pokrojone w kawałki masło umieścić w misce. Posiekać całość nożem, a następnie palcami uformować krótko "kruszonkę". Zagnieść gładką kulę z ciasta, jeśli potrzeba, dodając zimną wodę. Następnie rozwałkować ciasto i wylepić nim natłuszczoną i wysypaną bułką tartownicę. Ponakłuwać widelcem. Podpiekać z obciążeniem w 180 stopniach przez ok. 10 minut. Następnie wyjąć, usunąć obciążenie.

Nadzienie:

  • 120 g sera camembert
  • 80 g wędzonego boczku
  • 100 g malin (świeżych lub mrożonych)
  • 1-2 łyżeczki miodu
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 40 g płatków migdałowych
  • sól
  • świeżo zmielony czarny pieprz
  • 1 jajko
  • 200 g śmietany 12 %

Ser pokroić w plastry, ułożyć na podpieczonym spodzie. Płatki migdałowe podprażyć na suchej patelni. Jajko wbić do miseczki, wymieszać ze śmietaną i dobrze rozkłócić. Doprawić solą i pieprzem. Boczek pokroić w kostkę, zrumienić na patelni i smażyć, póki stanie się chrupki i wytopi się tłuszcz. Następnie odsączyć z tłuszczu. Posypać nim spód.

Maliny rozgnieść widelcem na puree i umieścić w garnuszku. Dolać trochę wody, zagotować, dodać 2 łyżki octu balsamicznego i miód do smaku. Gotować kilka do kilkunastu minut, do osiągnięcia konsystencji dość gęstego musu. Dodać ostatnią łyżkę octu balsamicznego.

Na spód z serem wylać równomiernie masę jajeczno-śmietanową. Następnie dodać kleksy musu malinowo-balsamicznego. Całość wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok. 25-30 minut. Po tym czasie wyjąć, posypać migdałami i podpiekać jeszcze 3-5 minut.

 

Smacznego!!! :)))

 

 

Ten wpis bierze udział w akcjach:

wtorek, 12 lutego 2013

 

Mus ten robiłam wieki temu, na spotkanie z koleżanką. Nie pamiętam nawet dokładnie, z jakiej okazji to było. Pamiętam jednak, że smakował po prostu OBŁĘDNIE.

Bazuje na prawdziwej, gorzkiej czekoladzie. Jest bardzo mocno czekoladowy. Nie lekki i piankowy – gęsty, ciężki, boski. Do tego – z kawałkami czekolady wewnątrz. Dodane kakao zaś dodaje mu pięknego, ciemnego koloru. Jest także … naprawdę słodki! Bo taki właśnie smakuje mi najbardziej. Można nasycić się niewielką jego porcją – ale, gwarantuję, efekt wprost wynosi pod niebiosa. Można do niego dodać ulubione owoce, sos, bitą śmietanę – lub po prostu delektować się czystym smakiem czekolady. Idealna propozycja na nadchodzące walentynki. I co z tego, że oklepane. Często prostota jest właśnie najlepszym rozwiązaniem ;). Polecam gorąco!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (2 porcje):

  • 120 g gorzkiej czekolady
  • 1 łyżeczka kakao
  • 1 żółtko
  • 1 białko
  • 1/2 szklanki śmietanki kremówki 30 lub 36 %, bardzo zimnej
  • 80 g cukru pudru
  • 1 łyżka masła
  • szczypta soli

Z czekolady odłożyć 4 kostki, resztę roztopić w kąpieli wodnej z masłem, wystudzić. Do wystudzonej czekolady dodać żółtko, przesiany cukier puder i wszystko dobrze zmiksować. Pozostawioną czekoladę posiekać.

Białko ubić na sztywno ze szczyptą soli, zimną kremówkę również ubić. Do masy czekoladowej dodać ubite białko i delikatnie, lecz dokładnie wymieszać, tak samo postąpić z ubitą śmietanką. Dokładnie połączyć. Dodać przesiane kakao, wmieszać również posiekaną czekoladę. Przełożyć do szklanych pucharków i wstawić do lodówki do schłodzenia na co najmniej 2 godziny.

 

Smacznego! :*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

poniedziałek, 11 lutego 2013

 

Tradycyjny włoski sos Carbonara to chyba jedna z najbardziej oszukiwanych i "przekombinowywanych" potraw na świecie :>. Ser żółty, śmietanka, szynka, cebula - to tylko kilka składników, które powszechnie dodaje się, robić "ten" sos, a które w ogóle się w nim nie znajdują.

Moja Mama też zawsze robiła makaron "carbonara". W jej wersji był to zazwyczaj makaron farfalle, podany z gęstym sosem śmietanowo-maślano-serowym i podsmażaną szyneczką. Uwielbiam wprost tę potrawę, och, jest naprawdę przepyszna! Ale... to nie jest prawdziwa pasta alla Carbonara... ;)

Oryginalna włoska receptura na ten sos zawiera tylko trzy główne składniki: surowe jajka (czasem jajka + żółtka lub z przewagą żółtek), wędzony boczek (zazw. pancetta) oraz tarty ser Pecorino Romano. Do tego świeżo zmielony, czarny pieprz i opcjonalnie czosnek. Wiedziałam, że już po usłyszeniu składników tej receptury, bez spróbowania nawet, moja rodzina nie będzie chciała słyszeć o prawdziwej Carbonarze. Któregoś razu więc zrobiłam porcję tylko dla siebie.

Choć niektórzy sądzą, że jest inaczej, niektóre przepisy nie wykluczają dodania niewielkiej ilości słodkiej śmietanki kremówki - i tak też zrobiłam. Ponadto, zastosowałam się do klasycznego przepisu na sos. Powiem tylko: potrawa... totalnie mnie zaskoczyła! Byłam bardzo sceptyczna co do tego, że z surowych jajek może wyjść apetyczny sos. Ale tak właśnie się stało! Oczywiście, najważniejsze to stosować się do reguł i działać zgodnie z wyczuciem: absolutnie nie wolno dopuścić do zrobienia się jajecznicy. Jajka mają lekko ściąć się w kontakcie z ciepłym makaronem i utworzyć kremowy sos. Naprawdę, coś pysznego! Do tego spore ilości pysznego pecorino, podsmażony boczek (pycha!), pieprz - u mnie również czosnek. Do tego makaron - u mnie spaghetti, często podaje się także z fettuccine.

I choć moim faworytem nadal są tłuste, przepyszne sosy śmietanowo-serowe i nieziemski makaron Mamy, to prawdziwa Carbonara jest tylko jedna - i również smakuje wyśmienicie!

 

Przepis jest wypadkową wielu znalezionych w Internecie oraz książkach o włoskiej kuchni - na klasyczną Carbonarę.

 

Składniki (2 porcje):

  • 160 g makaronu spaghetti
  • 2 jajka
  • 3 łyżki śmietanki kremówki 30 %
  • 80-100 g wędzonego boczku (lub pancetty)
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 ząbek czosnku, zmiażdżony
  • 4 łyżki tartego sera Pecorino Romano (oryginalnie - lecz z uwagi na to, że jest on drogi, można zastąpić innym tartym serem typu włoskiego)
  • sól
  • świeżo zmielony czarny pieprz

Jajka wbić do miseczki, dodać śmietankę, czosnek i dokładnie wszystko rozkłócić widelcem. Następnie doprawić solą do smaku i pieprzem. Należy pamiętać, że ser i boczek są słone same w sobie - nie należy więc przesolić. Boczek lub pancettę pokroić w kostkę. Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić boczek. Podsmażyć, aby stał się rumiany, a tłuszcz się wytopił.

Makaron ugotować w osolonej wodzie al dente. Następnie odcedzić i trzymać w cieple w garnku. Dodać do niego podsmażony boczek, tarty ser, wymieszać wszystko.

Do wciąż gorącego makaronu dodać sos jajeczny i wymieszać dokładnie - należy bardzo uważać i działać na wyczucie - absolutnie nie można dopuścić, aby zrobiła się jajecznica! Jajka mają jedynie lekko się ściąć, formując gładki, kremowy sos. Przekładać ciepłe na talerze, posypując świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

 

Smacznego!!! :>>

 

 
1 , 2