Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
piątek, 30 listopada 2012

 

Ostatni dzień listopada. Dla niektórych to "andrzejki" - święto wróżb i zabaw. Dla innych - Ostatni dzień miesiąca deszczu, wiatru, spadających i pływających w błocie liści. Refleksji nad tym, co przemija, co kiedyś było, a nigdy już nie wróci. Czas, w którym ludzie okrywają swoje serca parasolami, a pośród jesiennej mgły tak łatwo schować mogą się dusze Nieobecnych.

Koniec miesiąca ciemności - której nie rozświetla nic prócz reflektorów zbyt szybko pędzącego samochodu. Chciałabym móc z czystym sumieniem powiedzieć, że to już jest koniec. Że teraz przychodzi grudzień - a z nim kolorowe lampki, choinki, ciepło kominka i kojący dźwięk kolęd - a to wszystko we wspólnym, rodzinnym oczekiwaniu na Święta. Może nie wszystko zmienia się ot, tak łatwo. Ale może czasem warto spróbować. Ze wszystkich sił chwytać to, co piękne i pełne miłości - bez narzekania na "kicz" czy "tandetę", bo to tylko marna prowokacja. Być. Czuć. Spróbować.

***************

To, że uwielbiam wręcz słodko-słone połączenia, mięsa w słodkich glazurach i sosach, wiedzą już chyba wszyscy. U mnie w domu Mama często robiła nóżki pieczone w miodowej glazurze - albo innej, równie cudownie słodkiej i lepkiej. Coś pysznego. Ja tym razem pokusiłam się o lekką wariację klasycznych, glazurowanych nóżek. Po pierwsze, użyłam nie tylko udek, ale także piersi kurczaka - bo nie wszyscy domownicy udka lubią. Zamiast zaś umieszczać mięso w marynacie, stworzyłam rodzaj gęstego, kleistego sosu, w którym piekło się mięso z dodatkami - sporą ilością skarmelizowanej cebulki i suszonymi śliwkami. I oczywiście dużo przypraw - czosnek, słodka papryka, cynamon, miód, sos sojowy... Coś pysznego. Cudownie aromatyczne, danie smakowało mi przeogromnie. Naprawdę, gorąco polecam!

Przepis z dodatku do magazynu Claudia: „48 apetycznych dań z kurczaka”. Ja jednak dałam udka i piersi zamiast tuszki, pominęłam morele – dając same suszone śliwki, dodałam sos sojowy, zmniejszyłam ilość octu i doprawiłam wg własnego uznania. Podaję po zmianach.

 

Składniki (na 4-6 porcji):

  • 750 g kurczaka (u mnie: dwa udka i 500 g piersi, ale szczególnie polecam udka)
  • 80 g suszonych śliwek
  • 2 cebule
  • 5 ząbków czosnku
  • 4 łyżki oleju
  • 3 łyżki miodu płynnego
  • 2 łyżki octu winnego
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki ketchupu
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 filiżanka ciepłej wody
  • sól, pieprz

Kurczaka umyć, oczyścić, pokroić na porcje. Następnie natrzeć solą i pieprzem i odstawić na 15 minut. Śliwki pokroić, cebulę i czosnek obrać, posiekać. W miseczce wymieszać składniki sosu: wodę, miód, ocet, sos sojowy, cynamon, paprykę, ketchup.

Na patelni rozgrzać olej i partiami smażyć na nim kurczaka, do zezłocenia. Na tym samym tłuszczu podsmażyć cebulę i czosnek. Następnie cebulę i czosnek przełożyć do naczynia żaroodpornego lub garnka żeliwnego, dodać podsmażone mięso, pokrojone śliwki i wymieszane składniki sosu. Zagotować na gazie, a następnie przykryć i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piec ok. 35 minut. Po tym czasie zdjąć pokrywkę i piec jeszcze 15 minut bez przykrycia. Podawać z dowolnymi dodatkami – np. pieczonymi ziemniaczkami lub puree.

 

Smacznego!!! *__*

 

środa, 28 listopada 2012

 

Pisałam już wiele o czekoladzie. Pisałam, jak to nie mogę się zdecydować, czy kocham ją czy zwyczajnie nie lubię, czy wobec czekoladowych ciast nigdy nie przejdę obojętna – czy może właśnie obojętna pozostanę. Tak, ten dylemat nadal pozostanie nierozstrzygnięty.

Ale to, co zaprezentuję dzisiaj, ZAWSZE będzie dla mnie na kocham i uwielbiam. Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z wykonaniem tego deseru. Ha, choć właściwie zważając na to, że czekoladę często uważam za przereklamowaną, można zrozumieć fakt, że gdzieś podświadomie to ciastko (?) za przereklamowane uważałam również.

Bo ileż to wszędzie można znaleźć ochów i achów, ileż opinii, że czekoladowy fondant jest czyimś bezsprzecznie ulubionym słodkim specjałem? Ale teraz przekonałam się na własny rachunek. To naprawdę jest COŚ pysznego. Uwielbiam kremy, musy, gęste, kremowe desery; uwielbiam wszystko, co niewyobrażalnie słodkie i aromatyczne. I choć czekoladowy fondant moim absolutnym faworytem może nie zostanie, to z pewnością robić go będę wiele, wiele razy. Dzisiaj nie muszę niczego długo opisywać. Wystarczy parę słów. Delikatne, miękkie, czekoladowe ciasto. A gdy zanurzymy łyżeczkę w jego cienkiej warstwie, zaleje nas prawdziwa czekoladowa lawa. Słodka chwila zapomnienia ;). A. Nie zmniejszać ilości cukru broń Boże – słodko być musi! :)

Przepis stąd. Dałam ciut więcej czekolady, przetłumaczyłam na j. polski i na nasze jednostki. Podaję po modyfikacjach.


Składniki (dla 2 osób):

  • 70 g gorzkiej czekolady
  • 60 g masła
  • 1/2 szklanku cukru pudru
  • 1 jajko
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki mąki

Piekarnik nagrzać do 230 stopni. Dwie kokilki (ramekiny) natłuścić i wysypać kakao.

Masło i czekoladę stopić w kąpieli wodnej. Dodać cukier puder, wymieszać dokładnie. Jajko i żółtko rozkłócić i wmieszać do ostudzonej masy czekoladowej. Ubić dobrze masę trzepaczką. Na koniec wmieszać dokładnie mąkę. Miksturę wlać po równo do dwóch ramekinów. Piec „płynące ciastka” przez ok. 10-11 minut (jednak czas pieczenia zależy głównie od piekarnika – liczy się każda minuta, w jednej ciastko może być płynne, a w następnej już całkiem ścięte – a tego absolutnie nie chcemy). Odczekać chwilę, a następnie nożem delikatnie okroić ciastka. Przewrócić foremki do góry nogami i „uwolnić” ciastka prosto na talerz. Podawać od razu, na ciepło, np. z bitą śmietaną lub kulką lodów dla kontrastu. Jednak i same stanowią przyjemność do kwadratu ;).

 

Smacznego! *_*

 

wtorek, 27 listopada 2012

Jest mi niezmiernie miło ogłosić, że otrzymałam moją pierwszą nominację do Liebster Blog Award od Bakino. A więc zaczynamy :)

Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera, dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje im swoje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

 

Pytania Bakino:

1. Dlaczego zdecydowałaś się zacząć prowadzić blog?

To było w zeszłym roku, jakoś na przełomie października i listopada. Moja kulinarna pasja trwała już od pewnego czasu, w głowie sporo już było wypróbowanych przepisów, a na dysku komputera - zdjęcia moich potraw ;). Nie chciałam, żeby to wszystko poszło na marne - chciałam jakoś utrwalić te swoje eksperymenty, a przy okazjCyi znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie.

2. Ulubiona przyprawa?

Cynamon. Kiedyś pogardzany, teraz przeze mnie uwielbiany. Do dań wytrawnych - aromatycznych korzennych mięs i gulaszy, ale też oczywiście w deserach. Nadaje aromat wszelkim puddingom, a z jabłkami i karmelizowanym cukrem stanowi nieśmiertelną wręcz parę.

Poza tym - oregano do pizzy i zapiekanek, bazylia do pomidorów, słodka papryka, karmelizowana cebulka. I mieszanki - garam masala oraz cudownie "ciepła" i domowa przyprawa do piernika.

3. Jaki był Twój ostatni kuchenny zakup, ale nie spożywczy (czyli np. nowa blacha do ciasta, foremki itp...)

Silikonowa mata do pieczenia i śliczny, różowy, gumowy zaparzacz do herbaty.

4. Ostatnia potrawa jaką ugotowałaś?

Kurczak pieczony w miodzie, z cebulką, sosem sojowym i śliwkami... Już niebawem na blogu ;).

5. Jak wg Ciebie wygląda idealne śniadanie?

Idealne śniadanie jest u mnie bardzo proste. Świeży, orkiszowy chleb z dużą ilością słonecznika, gruba warstwa prawdziwego masła i szczypta ziołowej soli. Do tego zielona herbata. Idealne w swej prostocie.

6. Ulubiony program kulinarny?

Lubię oglądać Buddy`ego Valastro - za jego bezpretensjonalność, ciepło i absolutną szczerość. Ponadto, świąteczne programy Nigelli. W sercu aż robi się ciepło ;).

7. Ulubiony i znienawidzony smak dzieciństwa?

Ulubiony - gulasz Mamy z puree ziemniaczanym, gulasz wołowy, rosół, sery pleśniowe (tak, tak ;)), pizza w ogromnych jak na dziecko ilościach... Tort makowy z kawowym kremem maślanym, pasta z makreli, makaron z twarogiem i cebulką, barszcz z uszkami... I dużo słodyczy. Wymieniać mogłabym i wymieniać ;)).

Znienawidzony - brukselka i wodniste zupy jarzynowe. A także sałatka z czerwonej kapusty. Fuj!

8. Kawa czy herbata?

Herbata. Zielona. Bardzo mocna, esencjonalna, wręcz cierpka w smaku.

9. Pomidorowa z ryżem czy z makaronem?

Z makaronem! Uwielbiam makaron. Ryż - nieszczególnie.

10.Największa kulinarna porażka?

Sporo ich było ;). Chyba najbardziej mi smutno, gdy już, już myślę, że wreszcie wyszło mi ucierane ciasto, a tu i tak na końcu przyplącze się zakalec :

11. I na koniec: ulubiony alkohol?

Mocno słodkie likiery. Czekoladowe, kawowe, jajeczne, orzechowe. O tak.

 

Blogi, które wyróżniam:

1. http://www.inspirowanesmakiem.pl/

2. http://mojeciacho.blox.pl/html

3. http://www.rogalikblog.pl/

4. http://wkuchni.usagi.pl/

5. http://dream-about-muffins.blogspot.com/

6. http://tastefully.bloog.pl/

7. http://kuchennearomaty.blogspot.com/

8. http://kuchennezapiski.blox.pl/html

9. http://mish-mash-mission.blogspot.com/

10. http://kulinarnapiniata.home.pl/autoinstalator/wordpress/

11. http://pao77.blox.pl/html

 

Moje pytania:

Podtrzymuję pytania Bakino ;).

 

Pozdrawiam ciepło!

niedziela, 25 listopada 2012

 

Mój stosunek do czekolady wędruje wciąż sinusoidalnie od całkowitego uwielbienia do wręcz zupełnego niezrozumienia jej fenomenu. Ja naprawdę nie potrafię powiedzieć, czy kocham ten słodki specjał, czy może uważam go za zupełnie przereklamowany :O.

Uwielbiam mleczną czekoladę. Uwielbiam gęstą, gorącą do picia. Do moich ulubionych należy klasyczny Nussbeiser z całymi orzechami laskowymi, czekolady nadziewane nugatem (niemieckim – czyli pastą z orzechów laskowych *__*), ale też gorzka czekolada Lindta z pomarańczą. No i oczywiście – mleczne pralinki Lindor – jeden z lepszych wynalazków ludzkości *__*. Poza tym, lubię pralinki, czekoladowe batony, pischingery, blok czekoladowy… Oj, w sumie już trochę się tego zebrało. Nieco inaczej sprawa ma się z czekoladami nadziewanymi – czasem mam na nie ogromną ochotę i wydają mi się najznakomitszym z przysmaków, a czasem stwierdzam, że są przesłodzone i zupełnie bez wyrazu.

No tak. Ale czasem nawet czekolady i czekoladki jakoś wcale mi nie smakują – za twarde albo za miękkie, za słodkie albo zbyt mało aromatyczne. Ciasta czekoladowe to jeszcze inna bajka. Generalnie – raczej za nimi nie przepadam. Ani za murzynkiem, ani za brownie, ani tymi typu „trufla” bądź „czekoladowa chmura”. Po prostu – smakują tak pospolicie. I tak nieciekawie. (?) Chyba preferuję wypieki z białej czekolady.

Generalnie.  Bo czasem nachodzi mnie ogromna ochota na coś ekstremalnie, do kwadratu wręcz czekoladowego. Czasem na czekoladowe ciasto z bakaliami. Czasem – na specjał przekładany pysznym kremem (choć na to akurat mam ochotę zawsze – ale to ze względu na krem). A czasem na brownie. Ciężkie, kremowe, przesiąknięte czekoladą. Idealne.

To ciasto robię nie po raz pierwszy. Ale pierwszy raz od czasu prowadzenia bloga, dlatego pojawia się dopiero teraz. Nie będę oryginalna z przepisem, jest on sławny już od dawna. Nie będę też oryginalna, jeśli powiem, że deser jest wręcz przepyszny. Warstwa ciężkiego, czekoladowego brownie z minimalną ilością mąki, masa serowa – również bosko słodka (bo sernik taki właśnie musi być), a dla przełamania słodyczy – kwaskowate maliny. Oczywiście teraz – mrożone ;). Sernikobrownie, coś cudownego. Trudno powiedzieć, czy to ciasto jest letnie, czy może raczej jesienno-zimowe. Czekolada, słodycz, gęsty sernik – to raczej smaki na chłodne wieczory, do gorącej, korzennej herbaty. Ale maliny – to smak lata. Mimo wszystko jednak obstawiam za drugą opcją. Bo któż nie miałby ochoty na ten deser w listopadowe popołudnie? Ale jeszcze nie zimowo, potraktujmy więc to ciasto jako końcowe propozycje przed sezonem bożonarodzeniowymi i magicznym grudniem. Gorąco polecam. ;)

A tak poza tym – właśnie nachodzi mnie ochota na potwornie ciężkie, słodkie i czekoladowe brownie. Takie, jak warstwa z tego tutaj – bez proszku do pieczenia, z masłem i niewielką ilością mąki. Wymyślę swoją recepturę idealną. I dam wtedy znać ;).

Przepis zaczerpnęłam z White Plate (klik), cytuję.

 

Składniki (na formę ok. 25x30 cm):

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 200 g masła
  • 400 g cukru pudru
  • 5 jajek
  • 100 g mąki
  • 500 g sera kremowego na serniki (z wiaderka lub trzykrotnie mielonego)
  • cukier waniliowy lub 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 200 g malin (świeżych lub mrożonych)

Blaszkę wysmarowac masłem i wyłożyć papierem.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, ostudzić.

Masło i 250 g cukru pudru zmiksować na gładką masę. Następnie dodać 3 jajka - wbijając po jednym i dobrze miksując przed dodaniem kolejnego. Wlać roztopioną czekoladę, dalej miksować. Następnie dodać mąkę.

3/4 mikstury wlać do blaszki.

W drugiej misce utrzeć ser, resztę cukru, jajka i cukier waniliowy. Masa powinna mieć gładką konsystencję. Wylać masę serową na masę czekoladową. Na wierzch wyłożyć resztę masy czekoladowej i ułożyć owoce.

Piec 45-60 minut w 180 stopniach. Studzić deser w otwartym piekarniku.

 

Smacznego! *_*

 

piątek, 23 listopada 2012

 

Nigdy nie przepadałam za ryżem i kaszami. Oczywiście – uwielbiam kremowe, słodkie, aromatyczne ryżowe puddingi, kaszę mannę ze śmietanką kremówką czy też mleczne zupy. Co do kaszy – pisałam już o niej przy okazji placków gryczanych z parmezanem i sosem grzybowym. Ryż natomiast w daniach wytrawnych lubię tylko w kilku przypadkach: uwielbiam go z wszelkimi daniami chińskimi, to oczywiste. Przepysznie smakuje również ze słodko-kwaśnymi, hawajskimi potrawami z kurczaka. Mam również kilka sałatek z ryżem (i oczywiście obowiązkowym majonezem ;)), w których się lubuję, np. ta oto z kurczakiem, ananasem i kukurydzą (klik).

Risotto przyrządzałam (i jadłam ;)) właściwie tylko raz – mowa o tym tu risotto z pieczarkami i warzywami (klik). Było dobre, nie powiem, że nie, ale nie stał się to jakiś mój szczególny przysmak.

Ten przepis na risotto zaznaczyłam sobie „do wykonania” już jakiś czas temu. Nie spodziewałam się cudów, ale połączenie składników zdawało się  bardzo pasować moim kubkom smakowym. I nie myliłam się – mogę nawet powiedzieć, że mile się zaskoczyłam. Danie naprawdę bardzo mi posmakowało. Kremowy, wyczuwalnie czosnkowy ryż, spory chlust oliwy z oliwek, pokrojony w kółka por i paseczki konserwowej szynki. Do tego musztarda francuska z ziarnami gorczycy i starty parmezan – dodatki, które stanowią tutaj niezbędny wręcz element. Naprawdę pyszne danie. Polecam – nie tylko dla miłośników risotto!

Przepis z magazynu Kuchnia (maj 2006), podaję po moich zmianach.

 

Składniki (na 3 porcje):

  • 210 g ryżu krótkoziarnistego (np. Arborio lub Carnaroli)
  • 50 ml oliwy
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 por
  • 100 ml białego wina
  • 900 ml lekkiego bulionu drobiowego
  • 1 łyżka musztardy francuskiej (z całymi ziarnami gorczycy)
  • 170 g szynki konserwowej, pokrojonej w paseczki
  • 25 g startego parmezanu
  • pieprz

Bulion wlać do rondla, zagotować i trzymać na gazie cały czas, aby był gorący podczas dolewania.

Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić zmiażdżone ząbki czosnku i podsmażać przez 2 minuty. Pora oczyścić, pokroić w plastry (kółka), wrzucić na patelnię i dusić kilka minut, aby zmiękł. Po tym czasie dodać ryż, wymieszać, aby wszystkie ziarenka pokryły się tłuszczem i połączyły z porami. Dodać wino. Następnie wlać pierwszą chochelkę bulionu i gotować, mieszając, aż ryż „wypije” cały płyn. Dolewać stopniowo po jednej chochli, wciąż mieszając i czekając do wchłonięcia porcji przed dodaniem następnej, w sumie gotowanie ryżu powinno trwać ok. 30 minut, po tym czasie ryż musi być miękki i kremowy.

Dodać musztardę, szynkę, podsmażyć jeszcze przez chwilę, wrzucić parmezan i pieprz do smaku, wymieszać. Zostawić pod przykryciem na kilka minut, aby risotto odpoczęło. Serwować na ciepło.

 

Smacznego! :))

 

poniedziałek, 19 listopada 2012

 

To ciasto wykonać miałam już dawno temu. Uwielbiam wręcz karmel, mleczną czekoladę, wszystko co niewyobrażalnie słodkie i klejące - a do tego jeszcze mielone migdały zamiast mąki, karmelowo-maślane, chrupiące Daimy i pyszna czekoladowo-kakaowa polewa... Omg, to musiało smakować obłędnie. Okazja do upieczenia tego przysmaku nadarzyła się, gdy chciałam przygotować coś dla chorej przyjaciółki, która właśnie Daimy uwielbia. Mnie ciasto smakowało bardzo. Nie jest ono miękkie ani też gliniaste - a raczej chrupiące od pysznych kawałków batoników, które do końca się nie rozpuszczają. Przy tym obłędnie słodkie, karmelowe i czekoladowe. Polecam gorąco! ;).

Przepis z Moich Wypieków, ja jedynie część mąki migdałowej zastąpiłam zwykłą pszenną. Podaję po moich zmianach.

 

Składniki (na tortownicę ok. 20 cm):

  • 75 g batoników Daim
  • 75 g mlecznej czekolady, połamanej na kostki
  • 50 g masła
  • 150 g mielonych migdałów
  • 50 g mąki pszennej
  • 2 łyżki kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 3 jajka
  • 200 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego

Batoniki Daim drobno posiekać wraz z połamaną czekoladą i masłem umieścić w niedużej miseczce i roztopić w kąpieli wodnej. Masa czekoladowa powinna być gładka, z kawałkami karmelu (karmel z batoników raczej się nie roztopi). Lekko przestudzić.

Migdały, mąkę, kakao, szczyptę soli, proszek do pieczenia - wymieszać.

W misie miksera ubić jajka z cukrem i ekstraktem z wanilii na puszysty krem. Do ubitej w ten sposób masy wlać przestudzoną czekoladę, cały czas miksując. Wsypać suche składniki i delikatnie, acz dokładnie wymieszać.

Formę wyłożyć papierem do pieczenia, przelać do niej surowe ciasto. Piec w temperaturze 180 stopni przez około 50 - 60 minut. Upieczone ciasto powinno lekko odchodzić od ścianek formy, na włożonym patyczku nie powinno być śladów surowego ciasta - nie może być jednak przesuszone.

Ponadto:

  • 100 g mlecznej czekolady
  • 50 g masła
  • 1 łyżka kakao
  • 2 posiekane batoniki Daim

Czekoladę, masło i kakao umieścić w miseczce i roztopić w kąpieli wodnej  (uważając przy tym, aby masa się nie rozwarstwiła - nie może ulec przegrzaniu - N.). Lekko przestudzić.

Przestudzoną polewą polać ciasto, posypać batonikami Daim.



Smacznego!!! ;)

 

sobota, 17 listopada 2012

 

I stało się…

Z jednej strony, wydaje mi się to naprawdę niedawno. Z drugiej – wydarzyło się tyle potwornie istotnych rzeczy. W większości niestety niekoniecznie dobrych. Ale było ich tak dużo , że początek jest jakby `milion miles away`…

Bo dokładnie dwa dni temu mój blog obchodził pierwsze urodziny ;).

Nie będę pisać patetycznych frazesów o tym, jak to bloggowanie zmieniło moje życie. Nie będę silić się na sztuczną sentymentalność ani wymuszoną poetyckość, bo nie muszę niczego nikomu udowadniać.

Powiem tylko kilka słów… Przez ten rok nauczyłam się w dziedzinie kulinarnej więcej niż przez całą resztę swojego życia. Zarówno, szczególnie na początku, wypróbowywałam wiele ciekawych przepisów z książek czy z Internetu, jak i, z biegiem czasu, zaczęłam tworzyć własne kompozycje – oparte na doświadczeniach, ulubionych smakach, na swojej inwencji twórczej. I to właśnie teraz daje mi największą radość – nie odwzorowywanie, bo to potrafi każdy. Ale tworzenie – i mogę powiedzieć, że jestem z tego dumna ;). Chociaż, oczywiście, o wiele więcej jest rzeczy, których muszę się jeszcze nauczyć, recept to wypróbowania, technik do doskonalenia. Ale mam czas, mam też chęci. Mam więc nadzieję, że z czasem będę ulepszać swój warsztat coraz bardziej i bardziej ;).

44 przepisy. Ten jest 45. Ciasta, ciasteczka, desery, przekąski i dania wytrawne. Setki zdjęć i miliony słów. Bo to pisanie notek, składanie zdań – to również jest rzecz, która sprawia mi ogromną radość. I w którą wkładam swoje serce.

Tylko trochę smutno, że tak mało komentarzy, mało wiadomości, tak niewiele spraw „społecznych”. I właśnie to chyba jest ta rzecz, która mam nadzieję najbardziej, że się odmieni przez rok następny. Żeby się „odbić”, wystartować. Żeby coś z tego może wynikło… ;).

***********

A z okazji urodzin – przygotowałam makaroniki. Część do domu, część do szkoły – muszę się pochwalić, że chyba wszystkim smakowały ;). Zrobiłam aż trzy rodzaje.

Pierwsze klasyczne, migdałowe, z obłędnym, przeboskim wręcz kakaowym kremem. Przez długi czas, naprawdę, szukałam tego smaku – smaku z czekoladowych markiz, kremów do babeczek – słodkiego, tłustego, mocno kakaowego, ciemnego kremu. A receptura okazała się taka prosta! Nie pamiętam już, gdzie znalazłam ten pomysł, później zaś dopracowałam go według własnego smaku. Masło, cukier puder i kakao. Tak niewiele – a efekt taki cudowny ;).

Następna propozycja to makaroniki czekoladowe, przekładane masłem orzechowym i wiśniowym dżemem. Peanut butter & Jelly, jedna z obowiązkowych amerykańskich pozycji. Oczywiście musiałam wzbogacić je o akcent czekoladowy – do masła orzechowego dodatek idealny. Wyszły pyszne – słodko-słone, a takie połączenia przecież uwielbiam.

I trzeciemakaroniki z połączenia migdałów z orzechami włoskimi, posypane cynamonem – a do tego aksamitny krem – bardzo miodowy i bardzo, bardzo cynamonowy. Bo uwielbiam zarówno miód, orzechy, jak i korzenne przyprawy. I delicja kolejna ;).

Tak więc, po tym bardzo długim wstępie, zapraszam na urodzinową ucztę. Makaroniki. Rok blogowania. Zapraszam gorąco ;).

Bazowy przepis na makaroniki z Moich Wypieków, podawałam go tutaj (klik). Podaję wagi bardzo dokładnie, bo jest to istotne przy wypiekach bezowych.

Dodatki orzechów, przypraw i kakao do bezików – autorskie, przepisy na kremy – autorskie, koncepcja makaroników – również własna.

 

Makaroniki klasyczne (migdałowe) z kremem kakaowym:

Składniki na makaroniki:

  • 1 białko
  • 17 g drobnego cukru
  • 67 g cukru pudru
  • 37 g zmielonych migdałów (bez skórek)

Białka do makaroników powinny być  starsze – oddzielone od żółtek con. 24 godziny przed przystępowaniem do pracy, trzymane w temperaturze pokojowej.

Białko ubić na sztywno, pod koniec dodając drobny cukier – cały czas miksując. W oddzielnej misce wymieszać cukier puder i zmielone migdały, a następnie przesiać do masy białkowej. Dokładnie, lecz delikatnie połączyć drewnianą szpatułką.

Przygotować rękaw cukierniczy z okrągłą nasadką, masę makaronikową przełożyć do rękawa. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wyciskać na blachę niewielkie makaroniki, pozostawiając między nimi spore odstępy. Po zapełnieniu całej blaszki odstawić ją na 1 godzinę, by makaroniki się wysuszyły. Dobrze wysuszone nie będą się kleiły przy dotyku, a na ich powierzchni utworzy się skorupka.

Piec w piekarniku rozgrzanym do 150 stopni przez ok. 10 minut, a następnie jeszcze 3 minuty na dolnej półce piekarnika. Poczekać do lekkiego przestudzenia, przenieść na kratkę. Idealne makaroniki mają chrupiącą skórkę i są mięciutkie, lekko ciągnące w środku, nie mogą  się również zarumienić.

Krem kakaowy (boski):

  • 100 g miękkiego masła
  • 50 g cukru pudru
  • 4 płaskie łyżeczki kakao
  • 1 łyżka mleka

Masło utrzeć z cukrem pudrem na gładką pastę, następnie dodać kakao, mleko do otrzymania odp. konsystencji, ponownie utrzeć. Gotowym kremem przekładać makaroniki, łącząc je po dwa. Schłodzić w lodówce.

 

Makaroniki czekoladowe z masłem orzechowym i dżemem wiśniowym (P&J):

Składniki na makaroniki:

  • 1 białko
  • 17 g drobnego cukru
  • 67 g cukru pudru
  • 32 g zmielonych migdałów (bez skórek)
  • 1 łyżka kakao

Białko ubić na sztywno, pod koniec dodając drobny cukier – cały czas miksując. W oddzielnej misce wymieszać cukier puder, zmielone migdały i kakao a następnie przesiać do masy białkowej. Dokładnie, lecz delikatnie połączyć drewnianą szpatułką.

Następnie postępować identycznie jak w przypadku klasycznych makaroników.

Ponadto:

  • 3 łyżki masła orzechowego (słonego, z fistaszków, nie w typie Nutelli!)
  • 2 łyżki dżemu wiśniowego

Na jeden makaronik nakładać trochę masła orzechowego, na drugi zaś odrobinę dżemu i składać po dwa. Schłodzić w lodówce.

 

Makaroniki z orzechów włoskich z cynamonem i kremem miodowo-cynamonowym:

Składniki na makaroniki:

  • 1 białko
  • 17 g drobnego cukru
  • 67 g cukru pudru
  • 17 g zmielonych migdałów (bez skórek)
  • 20 g zmielonych orzechów włoskich (ze skórkami)
  • 1 czubata łyżeczka cynamonu

Białko ubić na sztywno, pod koniec dodając drobny cukier – cały czas miksując. W oddzielnej misce wymieszać cukier puder, zmielone migdały i orzechy, a następnie przesiać do masy białkowej. Dokładnie, lecz delikatnie połączyć drewnianą szpatułką.

Przygotować rękaw cukierniczy z okrągłą nasadką, masę makaronikową przełożyć do rękawa. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Wyciskać na blachę niewielkie makaroniki, pozostawiając między nimi spore odstępy. Wyciśnięte makaroniki oprószyć cynamonem.

Następnie postępować identycznie jak w przypadku klasycznych makaroników.

Krem miodowo-cynamonowy:

  • 40 g miękkiego masła
  • 3 łyżeczki miodu płynnego
  • 2 łyżeczki cynamonu

Masło, miód i cukier puder utrzeć w miseczce na gładką pastę. Przygotowanym tak kremem przekładać wystudzone makaroniki, składając je po dwa. Schłodzić w lodówce.

 

Smacznego… !!! ;))

wtorek, 13 listopada 2012

 

Śmieszą mnie te wszystkie znajdywane w internecie przepisy na "grillowanego bakłażana/bez dodatku tłuszczu/na sucho/tak, żeby nie chłonął oliwy". Cóż... Można i tak, z tymże wtedy całkowicie traci się specyfikę i smak tego niezwykłego warzywa ;).

Jak już kiedyś pisałam, chyba przy okazji publikacji Moussaki, właśnie to jest najlepsze w bakłażanach - że chłoną jak gąbka dobrą oliwę z oliwek, dzięki czemu (podczas smażenia czy też pieczenia) robią się cudownie miękkie, mięsiste i aromatyczne. Tak, szczególnie po pobycie w Egipcie (gdzie bakłażan właśnie z dużą ilością oliwy był przyrządzany - a chyba "miejscowi" najbardziej znają się na przygotowywaniu swojego krajowego warzywa ;)) bakłażan pieczony lub smażony z oliwą z oliwek z dodatkiem aromatycznych przypraw stał się jednym z moich ulubionych dodatków czy przekąsek. Tym razem doprawiłam go cynamonem - jego korzenny smak genialnie zgrywa się z orientalną nutą warzywa. Do tego sól i szczypta cukru do smaku, opcjonalnie do posypania słona feta. Czego chcieć więcej? ;)

Przepis autorski.

 

Składniki:

  • 1 średni bakłażan
  • 1/2 szklanki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka cukru
  • sól
  • do posypania: ser feta

Bakłażana umyć, osuszyć, pokroić w plastry. Następnie umieścić na durszlaku, posypać solą, przemieszać i zostawić na ok. 30 minut, aby puścił soki. Po tym czasie dokładnie opłukać, osuszyć i jeszcze raz posolić (należy jednak uważać, żeby nie przesadzić!).

Na patelni rozgrzewać partiami oliwę z oliwek. Wkładać plastry bakłażana, mieszając, aby całe pokryły się tłuszczem. Smażyć z obu stron po kilka minut, w trakcie dolewając w razie potrzeby oliwę - tak, aby oberżyna zmiękła i nasiąknęła aromatem oliwy. Następnie przekładać do miski. Po usmażeniu bakłażany osłodzić, rozłożyć na półmisku. Posypać cynamonem i jeśli chcemy, także pokruszoną fetą. Danie jest doskonałe zarówno na ciepło, jak i na zimno, np. z dodatkiem chrupiących grzanek.

 

Smacznego! :)

 

poniedziałek, 12 listopada 2012

 

To ciasto było na mojej liście "do zrobienia" już od bardzo, bardzo, BARDZO dawna. Nie wiem doprawdy, dlaczego zabrałam się za nie dopiero dwa tygodnie temu, pewnie z tego samego powodu, co zawsze - nikt nie chciał ciasta, a z kremem to już po prostu grzech do potęgi n-tej. Cóż. Tym razem, z powodu przyjazdu gości, udało mi się wreszcie przekonać rodzinę do tego wypieku. Spodziewałam się, że będzie pyszne. Dwa blaty kruchego ciasta (które przecież uwielbiam), kwaskowaty dżem porzeczkowy dla złamania słodyczy, delikatna beza z chrupiącymi włoskimi orzechami (choć można użyć też np. migdałów) i przepyszny, maślany budyniowy krem. Zawsze mówiłam, że nie lubię budyniowych mas i kremów. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak było, bo ja takie kremy przecież bardzo lubię, uwielbiam wręcz :o. Oczywiście, że wolę tradycyjny krem na maśle i żółtkach (ewentualnie białkach), ale taki też bardzo mi smakuje. Weźmy chociażby Kremówkę (Napoleonkę) - przecież to ciastko genialne :o.

W każdym bądź razie, nie zawiodłam się na pewno. Nawet przeciwnie - aż się zdziwiłam, że Pani Walewska wyszła tak pyszna. Idealnie słodka, kremowa - no po prostu cudowna. Udało mi się nawet przenieść bez szwanku kruchy blat z bezą. I ciasto wizualnie również było nienaganne! Polecam gorąco!!!

Korzystałam z przepisu ze strony Kotlet.tv. Na stronie jednak zalecają zrobić bezę z 6, nie zaś z 4 białek (bo 6 akurat zostanie nam z ciasta i kremu) - ja tego nie polecam, taka beza wyjdzie za wysoka, w efekcie ciasto na dole już będzie upieczone, a ona nadal surowa i nie ścięta i całość może nie prezentować się tak dobrze. Dodałam jeszcze parę zmian, np. więcej masła do kremu, przepis podaję po modyfikacjach - z moimi uwagami w nawiasach.

 

Kruche blaty z dodatkiem proszku (forma ok. 25x40 cm):

  • 2 szklanki mąki pszennej z górką
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 200 g masła
  • 4 żółtka

W misce wymieszać mąkę, cukry, proszek do pieczenia i pokrojone w kostkę masło. Następnie siekać ciasto, aż nabierze konsystencji kruszonki. Dodać jajka, zagnieść gładką kulę. Podzielić ją na dwie części. Jedną schować do lodówki, drugą zaś rozwałkować na prostokąt i wylepić wyłożoną papierem do pieczenia (bardzo ważne! inaczej ciasto będzie bardzo trudno wyjąć i przekładać później blaty - N.) blaszkę.

Beza:

  • 4 białka
  • 1,5 szklanki cukru pudru
  • 2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej

Białka ubić na sztywno, pod koniec dodając po łyżce cukier puder. Gdy piana będzie sztywna i lśniąca, dodać skrobię. Dokładnie połączyć.

Ponadto:

  • 1 mały słoiczek konfitury porzeczkowej
  • 2 garści orzechów włoskich

Na cieście w blaszce rozsmarować połowę konfitury. Orzechy posiekać drobno, połową z nich posypać blat. Piec ok. 30 minut w 160 stopniach.

Gdy ciasto się upiecze, zostawić do wystudzenia, a następnie delikatnie wraz z papierem wyjąć z blachy. Formę wyłożyć nowym papierem i postępować identycznie z drugą częścią ciasta, aby upiec drugi blat. Jeśli mamy dwie identycznego rozmiaru formy do pieczenia, możemy oczywiście blaty piec jednocześnie.

Krem budyniowo-maślany:

  • 3 szklanki mleka
  • 4 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 250 g miękkiego masła

W misce umieścić żółtka i cukry, zmiksować na gładki krem. Następnie dodać połowę mleka i mąki, zmiksować tak, aby nie było żadnych grudek.

W garnku zagrzać drugą połowę mleka, a następnie dodać masę z miski i zagotować na małym ogniu, wciąż mieszając, aby nie było grudek. (Moja rada - dodajemy masę do ciepłego, a nie gotującego się mleka - wtedy mniejsze będzie ryzyko utworzenia grudek - N.). Mieszać i podgrzewać, aż całość zgęstnieje - budyń na krem musi być naprawdę gęsty. Następnie zostawić, aby masa całkowicie przestygła.

W misce utrzeć masło na puch, następnie dodawać po łyżce przestudzony budyń.

Jeden blat bardzo delikatnie oderwać od papieru do pieczenia (musi być dobrze wystudzony, wtedy będzie bardziej zwarty i mniejsze będzie ryzyko pokruszenia - N.). Ułożyć w formie. Przygotowany krem rozsmarować równomiernie na blacie. Drugi placek również delikatnie oddzielić od formy i bardzo ostrożnie ułożyć na warstwie kremu. Gotowe ciasto schłodzić w lodówce przynajmniej przez godzinę.

 

Smacznego!!!

 

piątek, 09 listopada 2012

 

Los zdecydowanie postanowił sobie ze mnie zakpić. Jako pierwsze pojawiły się problemy zdrowotne, w efekcie których w poniedziałek skończyłam w szpitalu, a resztę tygodnia spędziłam w domu - co dla mnie, pracoholiczki i naukoholiczki, jest potworną katorgą. A na dodatek, w ten sam dzień właśnie zepsuł mi się komputer - który odzyskałam dopiero dzisiaj. Podsumowując, przez te kilka dni wyspałam się chyba za następny miesiąc i tyle też przerobiłam dodatkowego materiału na zajęcia. Nawet nie chce mi się nic więcej pisać.

Publikuję więc od razu przepis na danie, które w zeszłą niedzielę gościło na naszym stole. Casserole, czyli potrawa, której wszystkie składniki gotują się, duszą i pieką razem w jednym, naczyniu. Ja nie mam co prawda klasycznego garnka do casserole, ale żeliwna brytfanka równie doskonale spełniła jego rolę. Pomysł na szybkie, niekłopotliwe (wystarczy przygotować składniki, wrzucić do garnka, nastawić minutnik... a reszta robi się sama;)), aromatyczne i bardzo smaczne danie. Piersi z kurczaka, słodka kukurydza, ziemniaki, czerwona cebula i akcent cytrynowy.... Naprawdę warto spróbować! Polecam gorąco.

Inspiracja: przepis z Kwestii Smaku, ja jednak zamiast udek użyłam piersi, a piwo pszeniczne zastąpiłam lekkim bulionem. Podaję po zmianach.

 

Składniki (na 4 porcje):

  • 600 g piersi z kurczaka
  • 2 łyżeczki kurkumy
  • spora szczypta cynamonu
  • 1/3 łyżeczki słodkiej papryki
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • sól, pieprz
  • 500 g ziemniaków
  • 1 czerwona cebula
  • 1 puszka kukurydzy
  • 2 łyżki oliwy do marynaty + 1 łyżka do smażenia
  • 1 łyżeczka cukru
  • 375 ml lekkiego bulionu drobiowego
  • 1/2 cytryny
  • 1 płaska łyżka skrobi ziemniaczanej

Piersi pokroić na mniejsze plastry. W misce wymieszać 2 łyżki oliwy, kurkumę, cynamon, paprykę, sok z cytryny, doprawić marynatę solą i pieprzem. Następnie włożyć do niej kurczaka, dobrze obtoczyć mięso w marynacie i odstawić na ok. 30 minut.

Ziemniaki obrać, pokroić na grube plastry. Cebulę obrać, pokroić na ósemki.

W dużym, żeliwnym garnku, który można wstawiać do piekarnika, rozgrzać łyżkę oliwy. Wrzucić cebulę i smażyć przez ok. 2 minuty, następnie włożyć ziemniaki, wymieszać, podsmażać przez 3-4 minuty. Wyjąć cebulę i ziemniaki na talerz, do garnka natomiast włożyć kurczaka z całą marynatą. Obsmażyć go z każdej strony przez kilka minut, a następnie dodać kukurydzę, posypać cukrem i wymieszać. Smażyć przez 2 minuty, wrzucić ziemniaki i cebulę, a także wlać bulion. Całość przemieszać, zagotować na dużym ogniu. Następnie przykryć i przełożyć do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piec przez ok. 1 godzinę.

Cytrynę wyszorować, pokroić na małe cząstki (wyszło mi 8 cząstek). Posypać cukrem. Garnek wyjąć z piekarnika, odkryć, włożyć cytryny i piec bez przykrycia jeszcze 10-15 minut. Następnie garnek wyjąć, jeśli to potrzebne, dolać trochę gorącej wody. Odlać łyżkę wazową wytworzonego sosu, rozprowadzić w nim skrobię i zagęścić sos, gotując go jeszcze przez chwilę.

 

Smacznego! :)

 

 
1 , 2