Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
poniedziałek, 31 grudnia 2012

 

Od rana na ulicach słychać fajerwerki - puszczane przez tych, którzy nie mogą już wytrzymać do północy. W sklepach kolejki kolosalne, wszyscy wykonują ostatnie zakupy przed wielką wieczorną imprezą. Śnieg stopniał już całkowicie, pozostawiając nam szare ulice, okazyjnie owiewane smętnym powiewem wiatru. Ostatni dzień roku 2012. Sylwester taki, jaki był cały rok? Być może.

Zaraz zabiorę się za przygotowanie przekąsek na wieczór, za chwilę. Przedtem muszę jeszcze zjeść jakiś dobry obiad - ostatni obiad w tym roku ;). Jeśli obiad sylwestrowy również ma być jak cały miniony rok, tym razem w sensie kulinarnym, to tu z kolei spodziewam się prawdziwych rarytasów ;). Potem odstać swoje w kolejce w sklepie, odwiedzić cmentarz. To niemożliwe, że już po raz trzeci. Sinusoidalnie poziom życia spada z każdym miesiącem? Głupio to brzmi. Nie będę rozstrzygać.

Ale jeszcze "zanim wszystko", muszę opublikować wreszcie mój cudowny Tort Bożonarodzeniowy. Zbyt dumna jestem z niego, by czekać z tym do Nowego Roku! Tort wykonałam całkowicie autorsko. Nie bez przyczyny publikuję go po makowcu i po indyku - to jest bowiem ta potrawa, z której dumna jestem najbardziej!

Długo, oj długo myślałam nad tym tortem. Wiedziałam, że musi być naprawdę epicki. I że nie chcę robić go z żadnego przepisu. Z początku miałam zamysł wykonania tortu rumuńskiego. Jednak finalnie pozmieniałam tak wiele rzeczy, że powstała moja totalnie autorska kompozycja ;).

A więc tak. Najpierw blaty. Wykonałam je na podobieństwo blatów ze stefanki, z tym, że sporą część mąki zastąpiłam mielonymi orzechami włoskimi. Upiekłam tych miodowo-orzechowo-maślanych kruchych blatów z cynamonem - pięć. Nasączyłam je ponczem z korzennej herbatki cynamonowej wymieszanej ze spirytusem. Jedną warstwę blatów przełożyłam konfiturą wiśniową, resztę zaś - KREMEM. Oj, ten krem... Po prostu poezja! Zrobiłam go naprawdę dużo. Krem był maślany, ze sporą dawką wanilii, ale także z akcentem śmietany - dzięki czemu nabrał naprawdę niezwykłego aromatu. Do tego trochę podprażonych, mielonych orzechów włoskich. Tym kremem więc przełożyłam blaty tortu. Boki obsypałam prażonymi, siekanymi orzechami włoskimi, wierzch zaś ozdobiłam połówkami prażonych orzechów, gwiazdkami z gorzkiej i białej czekolady oraz domowej roboty kandyzowanymi wiśniami (przepis, klik). Uff. Koniec! :). Pracy było co nie miara, ale chciałam zrobić wszystko dokładnie i perfekcyjnie. Na Sylwestra już tortu nikt przyrządzić nie zdoła, bo powinien postać trochę w lodówce, aby smaki się przegryzły, ale rekomenduję go z czystym sercem np. jako deser na Nowy Rok. Polecam gorąco, gorąco!

 

Przepis na blaty: wariacja nt. blatów ze Stefanki (klik), jednak zastąpiłam część mąki mielonymi orzechami włoskimi. Reszta i cała koncepcja tortu: autorskie.

 

Blaty kruche miodowo-orzechowo-maślane:

  • 2 jajka
  • 125 g masła
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 150 g naturalnego miodu (tylko taki uznaję! - N.)
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 150 g mielonych orzechów włoskich
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 torebka cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki cynamonu

W misce połączyć mąkę, mielone orzechy, cukry, cynamon i sodę. W rondelku umieścić masło oraz miód, a następnie podgrzać, aż masło się rozpuści, a składniki połączą. Przestudzić, a potem dodać do składników suchych. Dobrze połączyć. Wbić jajka, zagnieść gładką kulę ciasta.

Uwaga: ciasto będzie naprawdę klejące i rzadkie, dość ciężko się z nim pracuje. Trzeba być naprawdę dokładnym i cierpliwym ;). (N.)

Ciasto podzielić na 5 równych części (najlepiej użyć wagi kuchennej - N.). Każdą z nich po kolei wałkować na placek wielkości formy (tortownica 26 cm) -  i piec w temp. 180 stopni na rumiano (ok. 10 minut). Forma do pieczenia powinna być wyłożona pergaminem. Następnie placki wystudzić, postępować z nimi delikatnie, gdyż są bardzo kruche.

Poncz:

  • 3/4 szklanki mocnej herbaty korzennej, np. cynamonowej lub piernikowej
  • 1 kieliszek spirytusu
  • 2 łyżeczki cukru

Herbatę osłodzić, ostudzić, dodać spirytus. Wymieszać.

Krem maślano-śmietanowy, waniliowo-orzechowy:

  • 400 g masła
  • 300 g cukru pudru
  • 50 g cukru waniliowego (lub więcej cukru pudru oraz 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii)
  • 50 g zmielonych orzechów włoskich, podprażonych
  • 2 jajka i 2 żółtka
  • 3/4 szklanki śmietany 18 % (gęstej, kwaśnej)

Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej.

Jajka i żółtka wbić do miski, dodać cukry, wymieszać. Następnie umieścić nad miską z gotującą się wodą i ubijać na parze do otrzymania gęstego, puszystego kremu. Trzeba jednak uważać, by masa nie podgrzała się zbytnio, aby nie wyszła nam jajecznica! Następnie krem wystudzić.

Masło utrzeć mikserem na puch. Następnie po łyżce dodawać wystudzony krem jajeczny, wciąż ucierając. Potem po łyżce dodawać śmietanę, nadal miksując. Na koniec wrzucić orzechy, połączyć masę.

Ponadto:

  • 1 słoiczek konfitury wiśniowej
  • gwiazdki z gorzkiej i mlecznej czekolady
  • 7 dużych połówek orzechów włoskich, podprażonych
  • 1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich, podprażonych
  • kilkanaście wiśni kandyzowanych (przepis, klik)

Na paterze umieścić pierwszy blat. Nasączyć go 1/5 ponczu. Przykryć dość cienką warstwą kremu. Następnie położyć drugi blat, postąpić podobnie jak z pierwszym. Przykryć trzecim blatem. Nasączyć kolejną 1/5 ponczu i rozsmarować konfiturę. Przykryć czwartym blatem. Nasączyć, posmarować kremem. Na to położyć blat ostatni, nasączyć. Rozsmarować resztę kremu na górze i na bokach tortu. Boki obsypać siekanymi orzechami. Wierzch udekorować połówkami orzechów, wiśniami kandyzowanymi i gwiazdkami z czekolady.

Tort włożyć do lodówki i zostawić con. na 1 dzień do przejścia się smaków. Przed podaniem ok. 30 minut wyjąć tort z lodówki. DELICJE!!!

 

Smacznego!!! *___*

 

 

A wszystkim życzę udanej zabawy sylwestrowej i szczęśliwego Nowego Roku! :)))

niedziela, 30 grudnia 2012

 

Czas leci, już jutro ostatni dzień roku. Fatalnego roku. Plusy? Jasne, że są. Jeden aż sam rzuca mi się w oczy. W dziedzinie sztuk kulinarnych podszkoliłam się tak, jak nigdy dotąd. Ale nie, dziś jeszcze nie czas na podsumowania. Myślę, że dużą, podsumowującą notkę sklecę jakoś jutro rano. I wstawię wreszcie mój pyszny tort bożonarodzeniowy, z którego jestem tak dumna!

A dziś taki niewielki wpisik, w którym zaprezentuję mój przepis na szybki, lecz naprawdę pyszny i aromatyczny chutney żurawinowo-pomarańczowy z mocnym akcentem ziaren kolendry. Chutney to rodzaj wytrawnej konfitury, której używa się zazwyczaj do serów bądź też mięs. Ja swój chutney przygotowałam z okazji Bożego Narodzenia. Jedliśmy z nim sery czy wędliny podczas świątecznego śniadania, ale głównie był on dodatkiem do prezentowanego wczoraj indyka faszerowanego bakaliami (polecam - klik!). Polecam serdecznie!!!

 

Przepis był wypadkową wielu znalezionych w gazetach czy internecie, efekt końcowy: autorski.

 

Składniki (na 1 niewielki słoiczek):

  • 80 g suszonej żurawiny
  • 1 niewielka pomarańcza
  • 2 łyżeczki ziarenek kolendry
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • sól, pieprz

Żurawinę umieścić w rondelku, zalać wodą. Zagotować, zmniejszyć gaz i gotować przez ok. 10 minut. W międzyczasie obrać pomarańczę, usunąć pestki i pokroić owoc na małe kawałki. Wrzucić do rondelka z żurawiną. Dusić przez ok. 8 minut. Następnie rozgnieść blenderem.

Kolendrę zmiażdżyć w moździerzu, dodać do rondelka z owocami. Doprawić miodem, pieprzem oraz solą. Chutney ma być słodkawy, lecz nie całkowicie słodki! W razie potrzeby dolać wody do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Gorącą konfiturę przełożyć do słoiczka. Jeśli wykonujemy ją z większych proporcji, należy ją zapasteryzować.

 

Smacznego!!! :)

 

sobota, 29 grudnia 2012

 

Pisałam już ostatnio, że nie chcę publikować moich wigilijno-świątecznych smakołyków na tyle późno, że cała atmosfera Gwiazdki opadnie i nikogo nie będą już one interesowały :(. Dlatego też dzisiaj, bez zbędnych wstępów, przedstawiam kolejne moje dzieło... A mianowicie: mięso na świąteczny obiad.

I znów muszę nieskromnie przyznać: jestem z efektu niezmiernie zadowolona. Wiedziałam od początku, że chcę przyrządzić indyka - bo uwielbiam jego mięso. Wiedziałam też, że zrobię go w mój ulubiony sposób: na słodko-korzenną, świąteczną nutę. Nie chciałam oczywiście robić niczego z przepisu. Przeglądałam po prostu strony, książki, aż w końcu w głowie pomysł mi się wykrystalizował. Wiedziałam, że musi to być moja i tylko moja kompozycja :).

Skorzystałam jedynie z receptury na marynatę znalezionej na stronie internetowej magazynu Kuchnia. Reszta to już moja inwencja :).

Jest więc pierś z indyka w bardzo aromatycznej, miodowo-korzennej marynacie. Z niego zaś zrobiłam roladę, nadziewając mięso suszonymi żurawinami, morelami i rodzynkami z dodatkiem migdałów. Do tego aromatyczny sos, stworzony głównie z soku wytworzonego podczas pieczenia. A do podania - domowy chutney żurawinowo-pomarańczowy z kolendrą (klik).

Tak. Jestem z siebie zadowolona. To było pierwsze takie wystawne danie, jakie w życiu wykonałam... I w gruncie rzeczy, nie było czego się bać :). Polecam bardzo, bardzo gorąco!

 

Przepis na marynatę z magazynu Kuchnia, podaję ze zmienionymi proporcjami. Reszta i cały przepis: autorskie.

 

Mięso i marynata:

  • ok. 1,8 kg filet z piersi indyka
  • 4 łyżeczki cynamonu
  • 6 łyżeczek curry
  • 5 ząbków czosnku
  • 2 łyżki słodkiej papryki
  • 7 łyżek oliwy
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • pieprz, sól

Indyka umyć, osuszyć i rozbić na cieńszy płat. Natrzeć solą.

Zrobić marynatę: wszystkie jej składniki utrzeć na pastę, doprawić solą i pieprzem. Mięso umieścić w brytfance i dokładnie z obu stron natrzeć całą marynatą. Przykryć i odstawić na noc do lodówki, do przeniknięcia się smaków.

Nadzienie:

  • 80 g suszonych żurawin
  • 100 g suszonych moreli
  • 50 g rodzynek
  • 80 g migdałów bez skórek
  • 2 łyżki dżemu pomarańczowego
  • 2 małe jajka
  • 1/2 szklanki soku pomarańczowego
  • 1 łyżka oliwy

Żurawiny, morele i migdały posiekać. Do rondelka włożyć wszystkie składniki nadzienia oprócz migdałów i jajka. Zagotować, wymieszać i odstawić do wystygnięcia. Następnie dodać jajka, migdały i dobrze połączyć.

Indyka wyjąć z marynaty na naoliwioną blaszkę do pieczenia. Marynatę zachować!

Na środku indyka położyć nadzienie zachowując kilkucentymetrowe wolne brzegi. Zwinąć ciasno roladę. Następnie umocować ją patyczkami do szaszłyków i związać grubą nicią - tu może się okazać niezbędna pomoc drugiej osoby. Jeśli całe nadzienie nie zmieściło się do środka, zachować je.

Ponadto:

  • 1,5 szklanki lekkiego bulionu drobiowego
  • 200 ml soku pomarańczowego

Bulion zagotować, wymieszać z sokiem.

Mięso wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika. Podpiekać przez 15 minut. Po tym czasie lekko podlać bulionem z sokiem. Po następnych 15 minutach natrzeć mięso częścią pozostawionej marynaty. Indyka piec w sumie ok. 1,5 godziny (zależy od wielkości mięsa!), co jakiś czas podlewając bulionem oraz sokami gromadzącymi się na dnie naczynia.

Upieczone mięso wyjąć, zostawić na chwilę, aby odpoczęło. Następnie pokroić na porcje.

Sos:

  • cały sos utworzony na dnie naczynia
  • cała marynata, w której leżało mięso
  • 1 szklanka wody
  • reszta bakalii, które nie zmieściły się w roladzie
  • 2 łyżki miodu
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

W rondelku umieścić wszystkie składniki sosu prócz soli, pieprzu, miodu i mąki. Zagotować. Doprawić miodem, solą i pieprzem. Następnie skrobię rozpuścić w minimalnej ilości wody. Zagęścić sos. Podawać do mięsa.

Opcjonalnie:

 

Smacznego!!! *___*

 

piątek, 28 grudnia 2012

 

No i masz. Miałam zacząć publikację wigilijno-świątecznych specjałów od tych mniejszych dań, dodatków - później zaś przechodząc do tych pozycji, z których jestem dumna najbardziej. Ale nie wytrzymałam. Zresztą, nie chcę publikować najważniejszych dla mnie dań wtedy, gdy już poświąteczna gorączka ucichnie i nikt nie będzie miał ochoty ich oglądać.

Więc dziś mam przyjemność zaprezentować Wam tę oto tartę. Na początku miałam zamiar upiec tradycyjną, drożdżową struclę z makiem. Okazało się jednak, że struclę chciała upiec Ciocia, nie było więc sensu wykonywać dwóch praktycznie takich samych ciast. Mogę jednak powiedzieć, że wyszło mi to na bardzo, bardzo dobre! :) Wiedziałam bowiem, że chcę zrobić coś z makiem - coś z jednej strony tradycyjnego, bezsprzecznie kojarzącego się ze Świętami. Z drugiej strony zaś, już dawno przestało mnie bawić "odwzorowywanie" przepisów. Pamiętam, jak w zeszłym roku piekłam wigilijne ciasto Nigelli i chałwowy tort. Nie odmierzałam oczywiście proporcji dokładnie co do jednego rodzynka, haha :). Ale ścisłą inspirację stanowiły dla mnie konkretne przepisy.

Teraz było, i jest już, zupełnie inaczej. Lubię wymyślać coś SAMA. Łączyć smaki, receptury, wspomnienia i dodatki... Tak, aby powstało coś, co dokładnie wymarzyłam sobie w głowie. Myślałam więc i myślałam, aż w końcu wykrystalizowały mi się pomysły na świąteczny tort i tartę - IDEALNE.

Dzisiaj - tarta. Kruche, maślane ciasto, na nim warstwa słodko-gorzkiej, aromatycznej pomarańczowej konfitury dla przełamania słodyczy. Później - warstwa marcepanowa. Nie chciałam, aby dominowała, lecz jedynie nadała wypiekowi charakterystycznego aromatu. I wreszcie meritum: domowa masa makowa z dużą ilością moich ulubionych bakalii: wilgotna, słodka. Pyszna. Na koniec jeszcze tylko marcepanowe gwiazdki, które ładnie się zrumieniły dzięki temu, że posmarowałam je żółtkiem.

Powiem nieskromnie: w tym roku jestem ze swoich świątecznych wypieków naprawdę zadowolona. Starałam się bardzo. Nie wyszedł mi więc żaden zakalec, wszystko dopracowałam do najdrobniejszego elementu. Ale najważniejsza pozostaje inna rzecz: że receptury stworzyłam zupełnie sama. Polecam więc gorąco!

Przepis autorski.

 

Kruchy spód maślany słodki z całym jajkiem (forma prostokątna ok. 25x40):

  • 270 g mąki
  • 150 g masła
  • 1 jajko
  • 120 g cukru pudru

W misce umieścić mąkę, cukier puder i posiekane na kawałki masło. Następnie siekać nożem do powstania "kruszonki". Wbić jajko i zagnieść gładką kulę ciasta. Schłodzić przez kilkanaście minut w lodówce. Potem ciasto rozwałkować i wylepić nim natłuszczoną i wysypaną bułką tartą formę. Ponakłuwać widelcem. Podpiekać przez ok. 15 minut w 180 stopniach, z obciążeniem z fasolek lub ryżu itp.

Warstwa pomarańczowo-marcepanowa:

  • 3 pełne łyżki konfitury pomarańczowej (słodko-gorzkiej, ze skórką pomarańczy)
  • 170 g masy marcepanowej (kupnej lub domowej, z tego przepisu)
  • 70 g miękkiego masła
  • 3 czubate łyżki cukru pudru

Podpieczony spód wyjąć z piekarnika, zdjąć obciążenie, rozsmarować na cieście cienką warstwę konfitury pomarańczowej. Masę marcepanową zagnieść z masłem i cukrem pudrem. Rozwałkować i rozprowadzić na konfiturze (nie będzie to jednolity płat marcepanu, masa powinna pomieszać się z konfiturą i stworzyć niezbyt równą warstwę na cieście). Piec w 180 stopniach przez kolejne 20 minut. Wyjąć z piekarnika.

Masa makowa:

  • 250 g maku
  • 2 szklanki mleka + 2 szklanki wody
  • 50 g masła
  • 160 ml miodu
  • 2 łyżki spirytusu
  • 1 szklanka posiekanych orzechów (u mnie głównie włoskie i migdały, ale też laskowe i nerkowce)
  • 1 szklanka wymieszanych: rodzynek, suszonych żurawin, kandyzowanej skórki pomarańczowej (lub innych ulubionych bakalii)
  • 2 jajka

Ponadto:

  • 30 g masy marcepanowej + 2 łyżki cukru pudru
  • 1 małe żółtko
  • srebrne kuleczki

Rodzynki i żurawiny umieścić w miseczce, zalać spirytusem wymieszanym z 2 łyżkami wody. Odstawić.

Mak umieścić w garnku, wlać wodę z mlekiem w proporcjach 1:1. Gotować przez ok. 35 minut. Następnie osączyć dokładnie na ściereczce i zostawić do całkowitego wystudzenia. Potem zmielić trzykrotnie w maszynce i wymieszać z orzechami, migdałami, skórką oraz bakaliami wraz z wodą ze spirytusem.

W rondelku rozpuścić masło z miodem, podgrzewać aż do połączenia składników. Następnie wymieszać z masą makową. Zostawić do wystudzenia.

Po tym czasie jajka ubić mikserem i wymieszać dokładnie z masą. Masę makową wyłożyć równomiernie na podpieczonym cieście.

Resztę masy marcepanowej wymieszać z cukrem pudrem. Rozwałkowywać i wycinać z niej gwiazdki. Rozkładać je na masie makowej i smarować żółtkiem. Piec przez ok. 30 minut. Gotowe ciasto ozdobić srebrnymi kuleczkami. Pychota!

 

Smacznego!!! *_*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

czwartek, 27 grudnia 2012

 

Witam po Świętach! :)

Śnieg stopniał już praktycznie w Wigilię, w ostatniej dosłownie chwili niszcząc marzenia wielu o białej Gwiazdce. Ale nie to się liczy, to przecież oczywiste. Trzy dni w kuchni od rana do nocy, przy przyrządzaniu świątecznych potraw nie wymęczyły mnie w ogóle, tak spędzać czas lubię bardzo. Lecz to też nie jest najważniejsze. Nie będę dzielić się tu moimi osobistymi refleksjami na temat Świąt i mojego ich spędzania, zbyt wiele osób, które mnie znają, ma adres mojego bloga.

Może tylko jedno, małe osobiste słowo. Nigdy w życiu tak bym nie pomyślała, ale gdy patrzę te kilka dni wstecz, wiem chyba, jaki był dla mnie najpiękniejszy moment tych Świąt. Nie, nie najpiękniejszy, to słowo nie pasuje. Może raczej: najważniejszy. Dzielenie się opłatkiem. Nie dlatego, że taka oto jestem sentymentalna i tak oto lubię się pławić w patosie. O nie. Dlatego zaś, że usłyszałam parę słów, które naprawdę we mnie utkwiły. I może parę takich wypowiedziałam.

*******************

A co się działo w kuchni i przy stole? Dużo, oj dużo :). Wspólnie z Mamą przygotowałyśmy tradycyjne wigilijne potrawy: większość robiła Mama zgodnie ze swoimi sprawdzonymi i uwielbianymi przez wszystkich recepturami, ja pokusiłam się o przyrządzenie wigilijnej fasoli - ale o niej będzie w którymś z następnych postów. Zrobiłam dwa ciasta - już nie mogę doczekać się ich opublikowania! O nich również powiem kiedy indziej! Sama upiekłam też jedno ze świątecznych mięs...

Jednak dzisiaj zaczynam skromnie: prezentuję w całości przeze mnie przygotowane wigilijne śledzie. Słodko-kwaśno, słone - naprawdę przepyszne! Śledź, nutka pomidorowa, podsmażona cebulka, olej, rodzynki, śliwki suszone, grzybki marynowane i włoskie orzechy... Koniecznie do spróbowania. Gorąco polecam!

Inspirowałam się powszechnie znanym przepisem na śledzie po kaszubsku, jednak wykonałam je autorsko - zamiast korniszonów wrzuciłam grzybki w occie, dodałam prócz śliwek również rodzynki oraz pokruszone włoskie orzechy. Proporcje wg mojego własnego uznania.

 

Składniki (na 1 słoik śledzi):

  • 270 g śledzi solonych (5 płatów matjasów)
  • 2 cebule
  • 1/2 szklanki oleju
  • 120 g koncentratu pomidorowego
  • 50 g śliwek suszonych
  • 50 g grzybków w occie
  • 50 g rodzynek
  • 2 garście włoskich orzechów
  • 1/4 łyżeczki imbiru
  • 3/4 łyżeczki cynamonu
  • pieprz, majeranek, sól

Śledzie namoczyć przez noc, a następnie opłukać. Pokroić na ok. 2 cm kawałki.

Cebule pokroić w piórka. Na patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulę i smażyć ok. 5 minut aż zmięknie. Śliwki posiekać, dorzucić na patelnię wraz z rodzynkami. Smażyć przez kolejne 5 minut. Następnie dodać koncentrat, posiekane grzybki oraz posiekane włoskie orzechy. Przesmażyć przez chwilkę i zostawić do wystygnięcia.

Do masy dodać śledzie. Doprawić pieprzem, majerankiem, cynamonem, imbirem, i ew. solą. Przełożyć do słoika i zostawić con. na noc, aby smaki się przegryzły.

 

Smacznego!!! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcjach:

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzę wszystkim ciepłych, rodzinnych Świąt, takich jak te pamiętane z dzieciństwa... Miłości - bo to najważniejsze, zdrowia - bez którego niewiele można zdziałać, siły - na realizowanie swych planów i pragnień, spełnienia najskrytszych marzeń - tych większych i tych mniejszych... Aby przyszły rok był lepszy od bieżącego, aby Wigilijna Gwiazdka zawsze świeciła pięknie i jasno, a także cudownych prezentów, szampańskiej, sylwestrowej zabawy oraz... przepięknych, znakomitych ciast, zawsze udanych potraw oraz, do bloggerów - spełniania się w kulinarnej pasji! :))

Nashelly :*

sobota, 22 grudnia 2012

 

To ciasto wykonać miałam już baardzo, bardzo dawno temu. Jest popularne i jadłam je już nie raz. Pyszne. Od razu wiedziałam, że prędzej czy później je wykonam. Korzystałam z dwóch przepisów, jednak finalnie zrobiłam ciasto tak, jak sama chciałam – w związku z czym wyszło po prostu wyborne. Miodowe placki przekładane maślanym kremem z kaszy manny, a na wierzchu pyszna kakaowa polewa. OMG. Geniusz. Może ktoś jeszcze zdąży wykonać na Święta – polecam gorąco!

Inspirowałam się tym i tym przepisem, jednak pozmieniałam je wg własnego gustu, tak, aby ciasto było dla mnie jak najlepsze. Dodałam nieco mniej mąki do spodów, zmieniłam sposób przyrządzenia, a nasączyłam je herbatą korzenną. Ponadto, zrobiłam bardziej maślany, a mniej „kaszkowy” krem – bo takie uwielbiam. Podaję po zmianach.

 

Składniki na miodowe placki:

  • 125 g masła
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 150 g miodu (uznaję tylko naturalny! – N.)
  • 450 g mąki pszennej
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 torebka cukru waniliowego

Przygotować średnią formę o wymiarach około 25 x 40 cm. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. W rondelku roztopić masło z miodem, a następnie dodać wymieszane wcześniej suche składniki. Dodać jajko i zagnieść gładkie ciasto. Podzielić je na 3 części, każdą część rozwałkować na placek o wymiarach formy, najlepiej bezpośrednio na papierze do pieczenia. Placki wkładać kolejno do formy i piec w nagrzanym piekarniku przez ok. 15 minut.

Krem maślany z kaszką manną:

  • 1/2 litra mleka
  • 4 płaskie łyżki kaszy manny
  • 1 torebka cukru waniliowego
  • 6 czubatych łyżek cukru pudru
  • 200 g miękkiego masła

Ugotować kaszę na mleku, dodać cukier waniliowy i cukier puder. Wymieszać i dokładnie ostudzić. Utrzeć masło i dodawać po łyżce ostudzoną kaszę, miksując, do uzyskania gładkiego kremu.

Ponadto:

  • 1 szklanka mocnej herbaty korzennej, np. cynamonowej lub piernikowej
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 3 łyżki kakao
  • 50 g masła
  • 3 łyżki mleka

W formie ułożyć pierwszy placek. Nasączyć go 1/3 herbaty, na to wyłożyć połowę kremu. Ułożyć kolejny placek, nasączyć 1/3 herbaty i rozsmarować resztę masy. Przykryć ostatnim plackiem, nasączyć resztą ponczu.

W rondelku roztopić masło, dodać cukier puder, kakao, mleko i podgrzewać ostrożnie, mieszając, aż do utworzenia się gładkiej polewy. Tak przygotowaną polewą pokryć ciasto.

Stefanka musi postać 2-3 dni, aby placki zmiękły, wtedy smakuje najlepiej.

 

Smacznego!!! *_*

 

czwartek, 20 grudnia 2012

 

Śnieg już stopniał, teraz jedynie spada z nieba smętnymi, wymieszanymi z deszczem płatkami. Ale lekki mróz przynajmniej się utrzymuje. Trzęsę się z zimna każdego dnia o każdej godzinie, ale i tak wolę to niż zeszłoroczne Święta – temperatura plus dziewięć Celsjusza i dziwna aura wisząca w powietrzu. To przecież był jakiś koszmar.

A następny post dodawać już będę dzień przed wyjazdem na Święta, na dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia. Czas biegnie, to fakt.

A więc zdążę jeszcze przed Świętami złożyć Wam życzenia, jeszcze dziś nie na to pora. Jutro – szkolne Wigilie i pożegnanie z tym miejscem na półtorej tygodnia – och, co za cud! No a potem… potem rzucam się w ferwor przedświątecznych, kulinarnych przygotowań! Tort, ciasto i mięso na świąteczny obiad są w tym roku moją działką… Na razie nie zapeszam, ale wszystko już mam zaplanowane i… oj, zapowiada się wyśmienicie :>.

Tymczasem zapraszam na piernik – wypiek, który umilał nam przedświąteczny tydzień. Mięciutki, bardzo aromatyczny, z dużą ilością bakalii: orzechów włoskich, migdałów, rodzynek, skórki pomarańczowej… A na wierzch prawdziwa, gorzka czekolada. Mmm ;) Polecam serdecznie!

Przepis stąd, ja jednak zmieniłam nieco proporcje i sposób przyrządzenia, pominęłam świeżą skórkę i zrobiłam inną polewę. Podaję po modyfikacjach.

 

Składniki (na małą keksówkę):

  • 1,5 szklanki mąki pszennej + 1 łyżka do obtaczania bakalii
  • 1/4  szklanki miodu
  • 1/2 szklanki cukru + 1 łyżka
  • 50 g masła
  • 3 żółtka + 2 białka
  • 1,5 łyżki kwaśnej śmietany
  • 1/4 szklanki mleka
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/2  opakowania przyprawy do piernika
  • 50 g posiekanych orzechów włoskich
  • 50 g posiekanych migdałów blanszowanych
  • 50 g rodzynek
  • 50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 1 łyżka oleju

Miód ogrzewać kilka minut na małym ogniu, dodać skórkę kandyzowaną, ogrzewać (cały czas na małym ogniu) około 5 minut, dodać masło i ogrzewać chwilę, by się rozpuściło, mieszając. Lekko przestudzić.

W misce umieścić mąkę i przyprawę, wymieszać. Do tego dodać masę miodowo-maślaną, a także mleko, zmiksować. Bakalie obtoczyć w mące.

Żółtka utrzeć z cukrem na białą, puszystą masę. Wymieszać z przygotowanym ciastem, dodając jednocześnie śmietanę. Ucierać do czasu aż powstanie jednolite, gładkie ciasto (niezbyt długo), w trakcie ucierania dodać sodę rozpuszczoną w 2 łyżkach zimnej wody.

Z białek ubić sztywną pianę, pod koniec ubijania dodać 1 łyżkę cukru. Ubijać jeszcze 1-2 minuty (piana powinna być bardzo sztywna i lśniąca).

Do ciasta dodać bakalie. Wymieszać. Na koniec dodać pianę i delikatnie wymieszać drewnianą łyżką.

Keksówkę natłuścić i wysypać bułką. Wyłożyć do niej równomiernie ciasto. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i piec ok. 45 minut. Następnie studzić przy uchylonych drzwiczkach.

Upieczony piernik pozostawić w formie do całkowitego wystygnięcia.

Czekoladę i olej stopić w kąpieli wodnej, polać polewą gotowe ciasto.

 

Smacznego!!! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcjach:

wtorek, 18 grudnia 2012

 

Tak... Już niecały tydzień do Wigilii! Prawie całe menu na Święta już sporządzone... Jeszcze tylko lista zakupów - no i same zakupy. Oraz oczywiście - przygotowywanie! Dopracowuję już ostatnie przepisy, tworząc własne receptury lub też korzystając z tych, które już dawno miałam wykonać (choć bez subiektywnych zmian się nie obędzie :>). Ostatnie przedświąteczne dni w domu umilać nam będzie pyszny piernik (na blogu już niebawem), potem jeszcze tylko upiekę coś na Wigilię do szkoły...

A dziś, tymczasem - kolejna moja propozycja do akcji Świąteczne prezenty 2012. Jest to kolejny już, po kawowym (klik), pyszny, przesłodki likier. Zrobiłam go dla mojej Kuzynki - :**! Z tego co mówiła - likier się udał, tak więc cieszę się podwójnie :)). Słodkie mleko skondensowane, prawdziwe kakao, dodatek świąteczny - dużo przyprawy do piernika i oczywiście alkohol... Gorąco polecam!

Przepis autorski.

 

Składniki (na ok. 500 ml):

  • 400 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 100 ml spirytusu
  • 4 łyżki kakao
  • 1 łyżka przyprawy do piernika

Mleko skondensowane umieścić w misce, dodać przesiane kakao. Zmiksować na gładką masę.

Do szklanki wlać spirytus i rozrobić w nim lekko przyprawę do piernika, a następnie całość dodać do masy mleczno-czekoladowej. Wszystko dobrze wymieszać. Likier przelewać do buteleczek, schładzać w lodówce lub trzymać w temp. pokojowej - zależnie od preferencji.

 

Smacznego!!!

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

niedziela, 16 grudnia 2012

 

Już prawie zapomniałam, jak to jest dobrze bawić się na imprezie. Jeść, pić, śmiać się, rozmawiać. Prawie do samego rana. Jestem co prawda teraz dość mocno zmęczona, ale warto było, warto!

A dzisiaj prezentuję potrawę nieco inną od świątecznych słodkości, jest to bowiem danie obiadowe, a konkretniej: zupa. Zupa ta jednak jest łagodna, pożywna i rozgrzewająca – idealna na śnieżne, zimowe dni. Delikatny bulion, śmietana, gotowane w bulionie mięso z kurczaka, słodka kukurydza i pyszny makaron vermicelli – czyli cieniutkie niteczki. Zawsze, gdy byłam mała, zwykłam jadać rosół z „makaronem nitki”, uwielbiam go. Polecam serdecznie!

Przepis z książeczki Makaron. Ponad 100 wspaniałych przepisów wyd. Olesiejuk. Ja zmieniłam nieco proporcje i doprawiłam zupę według własnego uznania. Podaję po modyfikacjach.

 

Składniki (na 3-4 porcje):

  • 400 g mięsa z piersi kurczaka
  • 1,2 litra bulionu drobiowego
  • 130 g śmietany 18%
  • 120 g cienkiego makaronu nitki (wermiszelu)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżki zimnego mleka
  • 170 g kukurydzy z puszki
  • sól, pieprz, słodka papryka, czosnek

Piersi z kurczaka oczyścić, pokroić w cienkie paski. W garnku zagotować wywar. Dodać do niego mięso, doprowadzić do wrzenia, a następnie zmniejszyć palnik i gotować pod przykryciem przez ok. 25 minut.

W tym czasie ugotować makaron w osobnym garnku. (Uwaga – makaron nitki jest bardzo cieniutki i gotuje się naprawdę krótko, ok. 2 minut! – N.) Odcedzić i trzymać w ciepłym miejscu.

Do zupy dodać śmietanę, wymieszać. Doprawić solą, pieprzem, czosnkiem i papryką. Skrobię wymieszać z mlekiem na gładką pastę i dodać do zupy, podgrzewać, mieszając, do zagęszczenia. Kukurydzę odcedzić, dodać do zupy. Wrzucić makaron, podgrzać. Nakładać do miseczek.

Smacznego!!! :>

 

 
1 , 2