Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
sobota, 30 marca 2013

 

Dzisiaj – bez zbędnych wstępów, bo czas goni jak szalony, a tyle jeszcze do zrobienia… Zresztą, nikt nie ma też raczej czasu czytać blogowych wpisów ;).

Publikuję więc jeden z dwóch tegorocznych mazurków – mój autorski wymysł… mazurek orzechowy ze śliwkami w rumie i czekoladową truflą. Obmyśliłam sobie w głowie koncepcję mazurka, tak, aby połączyć wszelkie pyszne smaki… Mamy tu więc: maślany spód z dodatkiem mielonych orzechów włoskich, pyszną, słodką masę z suszonych śliwek w dużej ilości rumu oraz czekoladową truflę – z gorzkiej czekolady, słodkiego skondensowanego mleczka oraz śmietanki kremówki. Całość ozdobiona orzechami i suszonymi śliwkami. Słodko, wykwintnie – po prostu przepysznie. Wprost uwielbiam takie bogactwo smaków. Gorąco, gorąco polecam!

EDIT: Jestem właśnie po degustacji mazurka i muszę powiedzieć, że wyszedł... po prostu WYBORNY. Niebo w gębie! Z pewnością nie raz jeszcze przygotuję ten specjał! Polecam BARDZO!

 

Przepis na czekoladową truflę stąd (klik) – od siebie dodałam jeszcze cukier puder a mleko zamieniłam na śmietankę. Przepis na kruchy spód, masę i całą koncepcję mazurka – autorskie.

 

Kruchy spód orzechowy (mały mazurek):

  • 160 g mąki pszennej
  • 20 g mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • 150 g masła
  • 70 g cukru
  • 120 g orzechów włoskich, zmielonych na mączkę

W misce umieścić wszystkie składniki ciasta. Siekać je nożem, a następnie krótko formować palcami „kruszonkę”, do połączenia się składników, po czym uformować gładką kulę ciasta. Rozwałkować je na prostokąt wielkości formy i wylepić natłuszczoną i wysypaną bułką formę. Można dodatkowo z pozostałych skrawków ciasta uformować dekoracyjne kuleczki lub wałki po bokach ciasta. Ciasto ponakłuwać widelcem. Piec ok. 25-30 minut w 180 stopniach, do lekkiego zezłocenia. Wystudzić.

Masa ze śliwek suszonych w rumie:

  • 300 g suszonych śliwek
  • 160 ml rumu
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 1 szklanka wody + 4 łyżki

Śliwki posiekać, umieścić w rondelku i zalać 5 łyżkami rumu wymieszanymi z 2 łyżkami wody. Odstawić na kilka godzin lub najlepiej na noc. Następnie dodać wodę, wymieszać i zagotować. Całość gotować na niewielkim ogniu, od czasu do czasu mieszając, przez kilkanaście minut – aż śliwki się rozpadną, a masa zgęstnieje. Wmieszać pozostały rum, cukier puder, chwilkę jeszcze podgrzewać. Zostawić do wystudzenia.

Trufla czekoladowa:

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 300 g mleczka skondensowanego słodzonego
  • 60 g śmietanki kremówki 30 lub 36 %

W rondelku umieścić mleko skondensowane, cukier puder i śmietankę, wymieszać i zagotować. Następnie wyłączyć palnik i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Całość mieszać, aż czekolada się rozpuści i wytworzy się gładki krem.

Ponadto:

  • suszone śliwki i połówki orzechów włoskich do dekoracji

Na wystudzony spód wyłożyć równomiernie masę śliwkowo-rumową. Przykryć ją warstwą czekoladowej trufli, delikatnie i dokładnie wyrównać. Ozdobić orzechami włoskimi i suszonymi śliwkami. Mazurek odstawić w suche i chłodne miejsce do stężenia polewy.



Smacznego!!! *_*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcjach:

 

*****************

Ponadto, chciałabym życzyć wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych, okraszonych pełnią miłości, ciepła i wspólnymi rozmowami przy pysznie zastawionym stole... A także smacznego jajka, bogatego zajączka i mokrego dyngusa! :)

 

Nashelly :*

piątek, 29 marca 2013

 

Domowy ser na paschę już przygotowany, bakalie namoczone w alkoholu. Schab Mamy gotuje się w aromatycznej marynacie... Oj, jeszcze tyle do zrobienia ;). Mazurki, babka, pascha, mięso, chutney, terrina, sałatki... No, zamiast pisać, powinnam raczej zabrać się do pracy.

Ale jeszcze szybko chciałam zaprezentować Wam mój niedawny wypiek - tartaletki, które, choć przygotowałam ot, tak, bez okazji, sprawdzić się mogą również świetnie jako wielkanocny mazurek lub mini mazurki. Prawdę mówiąc, nie wiem, co mi wtedy strzeliło do głowy, że nabrałam ochoty na taki deser - generalnie bowiem, o czym już pisałam, nie przepadam jakoś specjalnie za czekoladą, szczególnie za tą gorzką - w wypiekach. Mocno czekoladowe, wytrawne desery z pewnością nie należą do moich faworytów. Nie lubię też w ogóle czarnej kawy - piję tylko latte lub białą, pół na pół z mlekiem. W każdym bądź razie, w głębokich czeluściach mego mózgu zrodził się pewnego dnia pomysł na takie tartaletki.

Mocno czekoladowe, wytrawne, kruche ciasto z pokruszonymi płatkami migdałów (nie mieliłam ich, dzięki czemu ciekawie chrupały podczas jedzenia), a do tego pieczony, truflowy mus - z gorzką czekoladą, mlekiem skondensowanym i sporą ilością czarnej kawy. Bardzo intensywny, kremowy, ciężki. Wielbiciele czarnej kawy, czekolady i brownie będą zachwyceni. Do tego na wierzch dodałam parę rozetek z bitej śmietany - aby zrównoważyć intensywny smak. Kwintesencja kawowości i czekoladowości. Polecam!

 

Przepis autorski.

 

Spody kakaowo-migdałowe (ok. 8 tartaletek, zależnie od wielkości foremek):

  • 80 g cukru pudru
  • 100 g masła
  • 20 g płatków migdałowych, pokruszonych
  • 50 g kakao
  • 120 g mąki
  • ok. 2 łyżki zimnej wody

W misce umieścić mąkę, kakao, migdały, cukier puder i posiekane na kawałeczki masło. Całość szybko wyrobić, najpierw formując palcami „kruszonkę”, a później zagniatając gładką kulę ciasta. W razie potrzeby można dolać trochę wody. Ciasto rozwałkować na dość cienki placek. Wylepiać nim po kolei wyłożone papierem do pieczenia formy do tartaletek. Następnie podziurkować je widelcem i obciążyć np. fasolkami. Piec w 180 stopniach z obciążeniem przez ok. 8 minut, a następnie 8 bez obciążenia. Wyjąć z piekarnika.

Krem kawowo-czekoladowy:

  • 150 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 150 ml śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 50 g kawy sypanej
  • 6 czubatych łyżek cukru pudru
  • 1 jajko, ubite widelcem

W rondlu umieścić kawę i śmietankę, zaparzyć, a następnie przelać przez sitko do innego garnuszka (aby pozbyć się fusów). Dodać mleko skondensowane i połamaną na kawałki czekoladę. Całość podgrzewać na niewielkim ogniu, mieszając, aż czekolada się rozpuści, a wszystkie składniki dobrze się połączą. Następnie dodać cukier puder, wymieszać. Gdy całość lekko przestygnie, dodać jajko i dokładnie wymieszać. Krem nakładać po równo do podpieczonych spodów tartaletek i piec jeszcze ok. 20 minut (od 15 do 30, w zależności od wielkości foremek), aż do lekkiego stężenia nadzienia. Wystudzić. Gdy wystygną, włożyć do lodówki do schłodzenia.

Ponadto:

  • 300 ml śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 3 łyżki cukru pudru
  • opcjonalnie: zagęstnik do śmietany

Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno, pod koniec dodając cukier puder i ewentualnie zagęstnik. Ubitą śmietanką napełniać dekoracyjne tutki do ciasta i dekorować schłodzone (ważne!) tartaletki.

 

Smacznego! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

środa, 27 marca 2013

 

A więc dzisiaj, bez zbędnych wstępów – publikuję przepis na pyszne, nietuzinkowe wytrawne placuszki, które podałam z prezentowanym wczoraj dipem słodko-kwaśnym jak z McDonald`s (przepis, klik). Mówię: nietuzinkowe, bowiem racuszki zrobione są z… cebuli! Pokrojonej w piórka i połączonej z mąką i jajkiem, a następnie uformowane placuszki smażone są na tłuszczu. Przepis ten to wersja indyjskich racuszków cebulowych Bhaji, pysznych i aromatycznych. Ja dodałam do swoich curry oraz słodką paprykę. Do sosu słodko-kwaśnego pasowały wręcz idealnie! Świetny pomysł na ciekawy dodatek do obiadu lub pyszną przekąskę. Polecam gorąco!

 

Przepis pochodzi z bloga Licencja na gotowanie (klik). Ja zmieniłam wg własnego uznania sposób przyprawienia placków, ponadto dałam mniej proszku do pieczenia, gdyż wolałam mieć coś w rodzaju fast-foodowej przegryzki niż pulchnych racuszków. Podaję po modyfikacjach. Pomysł podania z dipem słodko-kwaśnym – własny, przepis na dip: tutaj.



Składniki (kilka niewielkich placków):

Cebulę obrać, pokroić na półplasterki. W misce wymieszać mąkę, sól, przyprawy, proszek do pieczenia, dodać jajko rozbełtane z wodą oraz cebulę i wszystko dokładnie wymieszać łyżką na gładką masę. Placki smażyć na rozgrzanym oleju, z obu stron, do zrumienienia. Podawać na ciepło lub na zimno, z ulubionym sosem.

Racuszki świetnie smakują również posypane serem i odgrzane, aby apetycznie się on rozpuścił. Można także podać je np. jako dodatek do słodko-kwaśnego kurczaka albo innego mięsa, pomysłów jest dużo.

Moje propozycje na sosy lub dipy, które podać można do placuszków:

 

Smacznego!!! :)

 

wtorek, 26 marca 2013

 

Sporo przepisów czeka w kolejce do publikacji... Nie obijałam się podczas tych kilku dni wolnych ;). Dlatego też teraz będę chyba publikować codziennie - zaraz przecież przyjdą nowe przepisy na Wielkanoc! :). Ale dzisiaj jeszcze - totalnie "niewielkanocnie", ot, tak, na przekór wszystkim - cóż, ostatnio wiele rzeczy robię na przekór. Jakoś nie bardzo mi to przeszkadza.

A dziś mam przyjemność zaprezentować przepis na... sos słodko-kwaśny - jak z sieci McDonald`s! Od dziecka ubóstwiam wprost ten sos - zawsze wybieram go jako dodatek. Pamiętam jeszcze, gdy maczałam w nim pyszne, otoczone chrupiącą panierką nuggetsy - dopóki nie zamienili jej na rozmiękłe, naleśnikowe ciasto - nigdy nie zrozumiem, dlaczego. Cóż, trzeba się zadowolić tym, co się ma. Przepis na sos wyszperałam w Internecie już dawno temu - i od razu wiedziałam, że muszę go wykonać, zwłaszcza, że jest taki prosty. Sosik słodko-kwaśny z McDonalda bazuje na morelach, ponadto są tam różne octy, trochę przypraw, cukier, kapka sosu sojowego. Przyrządziłam go jako dodatek do pysznych placuszków... które na blogu już niebawem! :). Zadecydowałam bowiem, że oba przepisy są na tyle ciekawe, że zasługują na osobne posty :>. Ponadto - sosik świetny będzie do nuggetsów naturalnie, frytek, nachosów, wytrawnych placuszków... Polecam gorąco!

 

Przepis pochodzi z tej strony, ja jednak zmieniłam nieco proporcje i skład wg własnego uznania, aby sos jak najbardziej moim zdaniem odwzorowywał oryginał i jak najlepiej smakował. Podaję po modyfikacjach.

 

Składniki (średnia miseczka sosu):

  • 8 suszonych moreli
  • 2 + 1 łyżki cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 2 łyżki octu z białego wina
  • 1-1,5 łyżeczki jasnego sosu sojowego
  • 1 + 1,5 łyżeczki octu balsamicznego
  • 1 niepełna łyżeczka suszonego czosnku
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 125 ml wody + 50 ml
  • po szczypcie ostrej papryki i gałki muszkatołowej

W rondelku umieścić morele, 2 łyżki cukru, wodę, sól, ocet winny, sos sojowy, 1 łyżeczkę octu balsamicznego, czosnek i mąkę ziemniaczaną. Wszystko dokładnie rozgnieść blenderem. Następnie całość umieścić na gazie, zagotować i, mieszając, gotować przez kilka minut do zgęstnienia. Po tym czasie, jeśli są w sosie jakieś grudki, ponownie zblendować, dodać 1 łyżkę cukru, 1,5 łyżeczki octu balsamicznego oraz gałkę i ostrą paprykę, jeśli trzeba – dodać również więcej wody. Wymieszać. Podawać dowolnie – do nuggetsów z kurczaka, frytek, placuszków wytrawnych itp.

 

Smacznego!!! :)

 

poniedziałek, 25 marca 2013

 

Pisałam już o swojej miłości do masła chyba z milion razy, dlatego też dzisiaj pominę ten etap. Jakkolwiek, z tego właśnie powodu, iż kocham je niezmiernie, upieczenie brioszek było tylko kwestią czasu. Brioszki - to francuskie, bardzo maślane bułeczki/babeczki drożdżowe. Kiedy więc ostatnio miałam trochę wolnego czasu, postanowiłam wreszcie je przyrządzić.

Długo szukałam "idealnego przepisu" - aż w końcu zdecydowałam się na ten znaleziony na Kwestii Smaku. A to dlatego, że... zawierał w swoim składzie największą chyba ilość masła z możliwych - bo aż około 70 %. I jak wrażenia? Szczerze mówiąc... zawiodłam się. Oczekiwałam bowiem mięciutkiej, pachnącej, lekko słodkiej bułeczki, natomiast wypiek, choć rzeczywiście, bardzo maślany, okazał się raczej suchy. Nie wiem, może zrobiłam coś źle - ale naprawdę, trzymałam się tym razem bardzo ściśle przepisu i wszystko wykonywałam starannie i skrupulatnie - wiadomo, drożdżowe jest kapryśne. 

A więc: szukam swej idealnej brioszki dalej, myślę, że następnym razem wypróbuję recepturę z mniejszą co prawda ilością masła, ale z pewnością z dodatkiem mleka - oraz nieco większą ilością cukru. Co więcej, choć drożdże odmierzyłam bardzo dokładnie elektroniczną wagą kuchenną - ciasto miało dość intensywny ich posmak, dlatego też - proponuję dodanie aromatu lub ekstraktu, np. waniliowego. W każdym bądź razie - wypiek nie był zły. Po prostu chyba oczekiwałam czegoś innego. Ale brioszka z tego przepisu smakuje tak wielu, że może i Wam posmakuje ;).

 

Przepis z Kwestii Smaku (klik), ja jednak dodałam od siebie ekstrakt waniliowy, pominęłam też lukier - chciałam uzyskać bardziej bułeczki niż babkę (i to był dobry wybór - na babkę wypiek jest zdecydowanie za bardzo bez smaku). Zwiększam także ilość cukru. Cytuję za - po modyfikacjach. Składniki są na niewielką babkę, można również zrobić małe bułeczki - najlepiej jednak w formie do muffinek lub specjalnych foremkach do brioszek - gdyż ciasto jest bardzo luźne i ciężko się formuje.

 

Składniki:

  • 10 g świeżych drożdży (lub 1,5 łyżeczki suszonych)
  • 40 ml letniej (ciepłej) wody
  • 250 g mąki pszennej
  • 50 g cukru
  • 3 małe jajka
  • 175 g masła, bardzo miękkiego, pokrojonego na kawałeczki
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • do posmarowania ciasta: żółtko roztrzepane z 2 łyżkami mleka

Drożdże wymieszać z ciepłą wodą i szczyptą cukru, odstawić na około 10 - 15 minut (po tym czasie drożdże powinny się spienić). Do dużej miski przesiać mąkę, dodać spienione drożdże, cukier i jajka. Ciasto wyrabiać przez około 10 - 15 minut aż będzie gładkie i elastyczne. Można też wyrabiać mikserem za pomocą specjalnego haka do ciasta drożdżowego (wówczas powinno wystarczyć 10 minut wyrabiania).

(Osobiście nie polecam wyrabiania ręcznego, ciasto jest bardzo luźne i kleiste, a podsypywanie mąką zniszczy jego walory smakowe - hak do ciasta drożdżowego jest niezbędny, jednak powinien on być na wyposażeniu każdego, najzwyklejszego miksera - przyp. N.)

Stopniowo dodawać masło, ciągle miksując. Dodawać kolejne porcje masła jak tylko poprzednia zmiesza się z ciastem. Dodać sól i powyrabiać jeszcze przez około 1 - 2 minuty. Przykryć folią i odstawić w ciepłe miejsce do czasu, aż ciasto przynajmniej podwoi swoją objętość (około 2 godzin). Następnie uderzyć pięścią w wyrośnięte ciasto i chwilę powyrabiać.
Ponownie przykryć i wstawić do lodówki na noc (maksymalnie na 1 dobę lub na krócej, można też od razu przełożyć ciasto do wyrastania w formie - ja tak zrobiłam, N.). Formę wysmarować miękkim masłem. Ciasto wyłożyć na lekko podsypany mąką blat, uformować kulę i podzielić ją na 2 części (jedną większą - z około 2/3 ciasta i mniejszą z 1/3 ilości ciasta). Większą część włożyć do formy, w środek włożyć dwa palce i zrobić duże wgłębienie. Z mniejszej uformować wałek, włożyć go pionowo do środka wgłębienia. Włożyć dwa palce w przestrzeń pomiędzy częściami ciasta i dotknąć nimi dna, powtórzyć z drugiej strony.

(Ja pominęłam etap takiego formowania, zrobiłam zwykłą babkę. Można również uformować małe babeczki lub bułeczki, o czym pisałam wcześniej - przyp. N.).

Ciasto posmarować roztrzepanym żółtkiem z mlekiem, przykryć folią lub ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na około 3 godziny (lub na około 1 i 1/2 godziny, gdy babkę pieczemy od razu, bez uprzedniego schładzania).

Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Wierzch ciasta jeszcze raz posmarować żółtkiem z mlekiem. Ostre nożyczki zanurzyć w zimnej wodzie i szybko zrobić 7 nacięć w cieście. Od razu wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec na złoty kolor przez 30 - 35 minut. Wyjąć z piekarnika i odstawić na kratkę. Po około 20 - 30 minutach wyjąć babkę z formy i całkowicie ostudzić na kratce. Najlepiej smakuje na ciepło, z samym masłem.

 

Smacznego :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

sobota, 23 marca 2013

 

Uwielbiam wszelkiego rodzaju placki, naleśniki, racuchy, pierogi, kluski... Kiedyś było inaczej, nie przepadałam za takimi "polskimi" potrawami. Teraz - mogłabym je jeść i jeść ;). Przepadam również za słodko-kwaśno-słonymi smakami, nietypowymi połączeniami i mnogością intrygujących przypraw. Kiedy więc zobaczyłam któregoś dnia przepis na prezentowany dziś chutney, z sugestią, że świetnie smakuje jako farsz do naleśników, wiedziałam, że prędzej czy później danie takie pojawi się na moim stole.

I kilka dni temu właśnie je przyrządziłam. Najpierw usmażyłam naleśniki, a później przyrządziłam smakowite nadzienie. Chutney składa się z pomidorów, ananasa, jabłek, oliwy z oliwek, miodu, czosnku... Przyprawiony jest zaś w nucie indyjskiej: zawiera bowiem kumin, cynamon, imbir, goździki, szczyptę chilli oraz - co uwielbiam - ziarenka kolendry. Tak jak się spodziewałam - danie było pyszne. Oryginalne, bardzo aromatyczne, nietypowe w smaku... Świetny pomysł na obiad!

Co więcej - tak przygotowany chutney można również zawekować i stosować jako dodatek do wielu innych potraw.Polecam gorąco ;).

 

Przepis na nadzienie pochodzi z książeczki Pomysły na dania z pomidorami z Biblioteki Poradnika Domowego: Bukiet warzyw. Ja zmieniłam jedynie nieco proporcje i sposób przygotowania, podaję po modyfikacjach. Przepis na naleśniki: rodzinny.

 

Składniki (2 porcje):

Naleśniki (ok. 4 sztuki):

  • 150 ml mleka
  • 60 g mąki
  • 1 jajko
  • 1 łyżka oleju + trochę więcej do smażenia
  • szczypta soli

Wszystkie składniki razem zmiksować blenderem na gładką masę, a następnie odstawić ciasto na pół godziny. Patelnię do smażenia naleśników rozgrzać i lekko natłuścić (mój sposób: przed każdym naleśnikiem przejeżdżam po patelni kawałkiem papieru nawilżonym olejem). Nakładać na patelnię porcje masy (ja robię to łyżką wazową), szybko równomiernie rozprowadzać po całej patelni i smażyć naleśniki z dwóch stron. Trzymać w cieple.

Chutney pomidorowo-jabłkowo-ananasowy z indyjską nutą:

  • puszka (400 g) pomidorów w zalewie
  • 4 jabłka (najlepsze twarde i soczyste)
  • 6 plasterków ananasa z puszki
  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 2 łyżki miodu
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 1/2 szklanki wody
  • po 1/2 łyżeczki: nasion kolendry, kuminu, cynamonu, imbiru
  • 4 goździki
  • 1 duży ząbek czosnku
  • szczypta ostrej papryki chilli
  • sól

Kolendrę, kumin, cynamon, imbir, goździki i chilli wymieszać w miseczce, a następnie rozgnieść dokładnie w moździerzu (należy zrobić to dokładnie, w przeciwnym razie możemy natknąć się w daniu np. na gorzki kawałek goździka). Przyprawy uprażyć krótko na suchej patelni. Następnie przełożyć całość je rondla, wlać oliwę, dodać zmiażdżony ząbek czosnku i całość wymieszać. Jabłka umyć, obrać, zetrzeć na grubych oczkach i dorzucić do rondla. Wymieszać, smażyć razem ok. 3 minuty, a potem dodać pomidory z puszki z sokiem, miód i 1/2 łyżeczki soli. Całość połączyć i dusić na niewielkim ogniu ok. 15 minut. Po tym czasie dodać sok z cytryny, wodę oraz pokrojone w kostkę ananasy. Wymieszać, dusić jeszcze ok. 15 minut – aż do wytworzenia gęstego, aromatycznego sosu. Doprawić do smaku solą. Jeśli naleśniki robimy wcześniej niż nadzienie, należy je przed podaniem podgrzać przez ok. 30 sekund z dwóch stron na suchej patelni, powinny być ciepłe. Gorącym nadzieniem napełniać naleśniki.



Smacznego!!! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

czwartek, 21 marca 2013

 

Ten obiad to była totalna improwizacja; choć Mama zarzekała się, że danego dnia to ona będzie chciała coś upichcić, w ostatniej chwili stwierdziła, że to jednak mój problem i muszę wymyślić jakieś danie. Ale akurat w lodówce czekało ciasto francuskie oraz dorodna cukinia, a że uwielbiamy nieziemsko wszelkie wytrawne tarty, nie było na co czekać. Zawsze w domu mam zapas pomidorów, postanowiłam więc zrobić tartę francuską w stylu prowansalskim - warzywną, lekką, bardzo aromatyczną - i pyszną. Oprócz ww. warzyw kluczową rolę odgrywają tu właśnie przyprawy i dodatki: dodałam zeszkloną na oliwie cebulkę, szybki sos pomidorowy z dużą ilością oregano, trochę ziół prowansalskich i czosnku, tartą mozzarellę - oraz na wierzch kolejną sowitą porcję oregano. Było naprawdę pysznie! Polecam!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (3 porcje):

  • ok. 280 g gotowego ciasta francuskiego surowego
  • 1 duża cukinia
  • 4 pomidory
  • 50 g dobrego koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżka suszonego oregano + sporo do posypania
  • 120 g tartej mozzarelli (lub porwanej na kawałki)
  • sól, pieprz
  • 1 cebula
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, zioła prowansalskie

Ciasto francuskie rozłożyć na papierze do pieczenia i pokroić na prostokąty (u mnie: 9). Koncentrat umieścić w miseczce, wymieszać z 1 łyżką oregano, zmiażdżonym ząbkiem czosnku i dosolić do smaku. Tak przygotowanym sosem posmarować prostokąty ciasta. Cukinię i pomidory umyć, pokroić w plasterki, a następnie równomiernie porozkładać na przygotowanym cieście. Posypać solą. Cebulkę pokroić w piórka, zeszklić na oliwie i również porozkładać równomiernie na cieście (wraz z pozostałą ze smażenia oliwą). Całość posypać mozzarellą, ziołami prowansalskimi oraz sporą ilością suszonego oregano (oregano ma dominować, a nie zioła prowansalskie). Piec ok. 20 minut w 200 stopniach, aż ciasto się zrumieni, a ser roztopi.

 

Smacznego!!! :)

 

wtorek, 19 marca 2013

 

Żeby tylko dać radę. Żeby nic nie zniszczyć.

****************

Nie wiem, czy pisałam już o tym, ale z przedstawianym dziś ciastem łączą mnie silne wspomnienia... Nie mam pojęcia, dlaczego. Pieguska jadłam chyba tylko raz w życiu, w dodatku pamiętam to jak przez mgłę. W gruncie rzeczy nawet nie dałabym głowy, kiedy to było. Może nie będę mówić konkretniej o swoich uczuciach z tym ciastem związanych. Wiem tylko, że są dobre. Ciepło, rodzina, wietrzna, deszczowa jesień - a w środku my, słodkie ciasto i słodko-gorzka atmosfera.

Już dawno miałam się za ten wypiek zabrać, ale zawsze coś wypadało... Ostatnio jednak nadeszła pora. I upiekłam. Ciasto jest niesłychanie proste - i przepyszne. Piegusek. Mocno maślana babka, nie wilgotna i zbita, lecz raczej z tych suchych, piaskowych - lecz naprawdę maślanych. Ze sporą ilością maku - suchych ziaren, uwielbiam czuć je pomiędzy zębami i uwielbiam zapach, jaki suchy mak wydziela podczas pieczenia. Do tego spora warstwa polewy z mlecznej czekolady. Naprawdę, pyszne. Na nadchodzące Święta Wielkanocne - jak znalazł. A kawałek ciepłego jeszcze ciasta, posmarowanego sporą ilością dodatkowego masełka... Mmm, niebo. Polecam gorąco!

 

Przepis z książeczki Ciasta ucierane z Biblioteki Poradnika Domowego: Udane Wypieki. Ja jednak zmieniłam dość znacznie proporcje, bo z przedstawionych tam było dla mnie zdecydowanie za dużo składników suchych w stosunku do masła. Zmniejszyłam więc ilość mąki - i to był dobry wybór. Ponadto - zamieniłam margarynę na masło oraz wykonałam polewę wg własnego uznania. Podaję po modyfikacjach.

 

Składniki (forma na babkę lub tortownica ok. 23 cm):

  • 20 dag mąki pszennej
  • 15 dag mąki ziemniaczanej
  • 25 dag miękkiego masła
  • 25 dag cukru
  • 4 jaja
  • szklanka suchego maku
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 szklanki mleka
  • olejek migdałowy

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

Mąki przesiać z proszkiem do pieczenia. W innej misce utrzeć masło na puch, a następnie dodawać stopniowo jajka, cukier i mąki z proszkiem. Do utartego ciasta wlewać powoli mleko, wciąż ucierając. Na końcu wsypać mak i dodać kilka kropel olejku. Jeszcze raz dokładnie zmiksować. Ciasto wylać równomiernie do natłuszczonej i wysypanej bułką tartą formy i piec ok. 50 minut w 170 stopniach. Wystudzić.

Ponadto:

  • 200 g mlecznej czekolady
  • 30 g masła
  • płatki migdałowe lub posiekane orzechy włoskie, uprażone, do posypania

Czekoladę stopić wraz z masłem w kąpieli wodnej, a następnie polewą polać wystudzone ciasto. Jeśli chcemy - można posypać podprażonymi orzechami lub migdałami. Zostawić do zastygnięcia czekolady.

 

Smacznego!!! *_*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcjach:

niedziela, 17 marca 2013

 

Generalnie od pewnego już czasu nie dodaję przepisów na bloga codziennie ani nawet co dwa dni. Choć zapewne znalazłabym dania do pokazania, to doszłam do wniosku, że co za często, to niezdrowo ;). Dzisiaj jednak zrobię wyjątek – a to dlatego, że mamy właśnie Waniliowy Weekend 2013 u Mirabelki – i ja więc chcę się do niego przyłączyć! :D

Kiedyś nie przepadałam za „jasnymi” smakami. Śmietanka, wanilia – właściwie były mi obojętne. Ale później zmieniło się to naprawdę drastycznie ;). Teraz – wprost ubóstwiam takie rzeczy. Uwielbiam wanilię. Jej delikatny, kremowy, słodki zapach oraz zniewalający smak… Uwielbiam waniliowy ryż na mleku, waniliowe serki i puddingi, waniliowe babki oraz maślane babeczki… Tak. Teraz już wiem, że należy doceniać prostotę.

Deser, który zaprezentuję, nie jest co prawda w stu procentach waniliowy, ale zawiera w sobie tę przyprawę – stanowi ona bardzo ważny element jednej z warstw deseru. No dobrze, dobrze – czas powiedzieć wreszcie, co takiego upichciłam ;).

A więc… prezentuję przepyszne triflewielowarstwowy, kremowy, słodki deser. Jedna warstwa to pokrojone w kostkę, aromatyczne ciasto z orzechów włoskich z rumem prezentowane wczoraj (klik). Nasączyłam je lekkim rumowo-cukrowym syropem. Druga część – waniliowy krem custard lub jak kto woli aksamitny, waniliowy budyń. Jest jeszcze klucz programu: bananowy foster. Konkretniej mówiąc: plasterki bananów skąpane w gęstym, karmelowo-rumowo-korzennym sosie, coś naprawdę obłędnego. A gdyby tego było mało, jest również warstwa delikatnego, bezowego kremu – tak, tak, właśnie bezowego – robionego na bezie włoskiej (piana z białek zaparzana syropem cukrowym), dzięki temu jest sztywny, trwały, kremowy – przypomina ten pyszny krem bezowy, który znaleźć można w cukiernianych ptysiach. Wszystko posypane prażonymi orzechami włoskimi – podane oczywiście w szklanym naczyniu lub szklanych pucharkach – żeby pięknie widać było wszystkie warstwy.

Ooo tak, to naprawdę było PRZEPYSZNE. Pracochłonne, to fakt. Ale przecież gotowanie, pieczenie i pichcenie to dla mnie naprawdę czysta przyjemność ;). A więc: prezentuję ten luksusowy, pyszny deser… Gorąco, gorąco polecam!

 

Zainspirował mnie znaleziony kiedyś ten przepis, jednak deser wykonałam według własnego pomysłu. Z własnego przepisu zrobiłam waniliowy custard/budyń, z przepisu Liski – ciasto orzechowo-rumowe, z własnego przepisu – banany w karmelu (zmieniłam zupełnie recepturę na sos, robiąc go znacznie więcej i inną metodą). Posiłkowałam się za to przepisem na krem bezowy. Finalny efekt deseru – autorski.

 

Składniki:

Waniliowy krem custard/budyń:

  • 250 ml śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 250 ml mleka pełnego
  • 3 żółtka
  • 6 łyżek cukru
  • 3 płaskie łyżeczki mąki kukurydzianej
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

W rondlu umieścić śmietankę, pół szklanki mleka, cukier i wanilię i całość zagotować. W międzyczasie w innym garnku zmiksować na gładką masę mąkę, żółtka oraz pozostałe mleko. Następnie gorące mleko dodawać powoli do garnuszka z mąką i żółtkami, nieustannie miksując. Garnek przestawić z powrotem na palnik i na niewielkim ogniu gotować, mieszając, aż całość zgęstnieje. Zostawić do wystudzenia.

Krem bezowy (na bezie włoskiej):

  • 3 białka (z dużych jajek)
  • 150 g cukru
  • 1 łyżka syropu kukurydzianego
  • 50 ml wody
  • szczypta soli

Wymieszać w rondlu wodę, syrop kukurydziany oraz cukier i gotować na niewielkim ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż cukier się rozpuści. Zwiększyć ogień do średniego i gotować, aż całość osiągnie temperaturę ok. 120 stopni Celsjusza (tzw. hard ball stage).

W międzyczasie ubić białka z solą do osiągnięcia sztywnej piany. Gdy mikstura cukrowa osiągnie pożądaną temperaturę, wlewać ją powoli do białek, nieustannie miksując. Ubijać całość przez ok. 10 minut, aż do utworzenia gładkiej, lśniącej, sztywnej piany. Ważne jest, aby piana była dobrze zaparzona gorącym syropem oraz naprawdę sztywna – tylko to uchroni ją od „popłynięcia” w deserze i tylko w ten sposób zachowa aksamitną, lekko wysuszoną, kremową strukturę (podobną np. do tej, z jaką do czynienia mamy w klasycznym kremie bezowym do ptysiów).

Banany w rumowym karmelu:

  • 4 średnie banany
  • 60 g masła
  • 90 g cukru
  • 1/4 szklanki śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • cynamon, imbir
  • 50 ml rumu

W rondelku z grubym dnem umieścić cukier oraz masło i stopić, a następnie gotować na niewielkim ogniu, aż do uzyskania bursztynowego karmelu. Następnie dodać śmietankę – w tym momencie całość może się zbrylić, nie należy się tego obawiać, trzeba po prostu dalej podgrzewać sos, aż karmel powtórnie się roztopi i całość dobrze się połączy. Doprawić cynamonem i imbirem. W międzyczasie pokroić banany w plastry i skropić sokiem z cytryny. Owoce dodać do karmelowego sosu, podgrzewać przez chwilę, a następnie dodać rum. Opcjonalnie: całość podpalić, odczekać aż zgaśnie. Wystudzić.

Ponadto:

Ciasto pokroić w kostkę. W rondelku umieścić wodę, rum i cukier, podgrzewać, aż cukier się rozpuści, a całość lekko zgęstnieje. Kostki ciasta wymieszać z syropem (niekoniecznie wykorzystać trzeba cały syrop, ciasto nie ma „pływać”, a jedynie być nasączone).

Przygotowanie deseru:

Trifle przygotować można w kilku pucharkach lub też w większym, głębokim, szklanym naczyniu (aby całość ładnie się prezentowała). Układać warstwami: kawałki ciasta orzechowego, waniliowy budyń/custard, banany z sosem, krem bezowy – na zmianę, wg własnego uznania. Na wierzchu ułożyć warstwę kremu bezowego, banany z sosem karmelowym i posypać orzechami włoskimi lub pozostałymi okruchami ciasta. Deser schłodzić w lodówce.

 

Smacznego!!! *__*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

sobota, 16 marca 2013

 

Dzisiaj miał być zupełnie inny wpis, kilka potraw przecież czekało już w kolejce. Ale akurat tak się złożyło, że właśnie wypada Waniliowy Weekend Mirabelki, dlatego też wczoraj przygotowałam coś specjalnie na tę okazję ;).

Ten wpis jednak nie dotyczy jeszcze wspomnianego deseru - jest to bowiem deser kilkuwarstwowy, złożony... W którym jedną z warstw stanowi przepyszne, orzechowe ciasto - które właśnie zaraz zaprezentuję.

Ciasto znalazłam dawno temu na blogu Liski, a jako ogromna wielbicielka orzechów i wszelkich bakalii - wiedziałam, że muszę je zrobić. W oryginale jednak zawiera ono orzechy laskowe. Ja zastąpiłam je orzechami włoskimi, gdyż takie komponowały mi się lepiej z wspomnianym wyżej deserem.

Kiedyś na pewno wykonam je jeszcze w wersji klasycznej, z orzechów laskowych, gdyż ciasto wyszło po prostu wyborne. Choć większość ciasta trafiła do deseru, trochę udało się zachować do konsumpcji "saute". Naprawdę, jest przepyszne - ciężkie, trochę w stylu brownies, wilgotne, lepkie - baaardzo orzechowe. Z chlustem rumu, miękkim środkiem i chrupiącą skórką. Najlepsze oczywiście na ciepło. Ze sporą ilością prawdziwego masła. Polecam gorąco!

 

Inspiracja: przepis z White Plate (klik), ja jednak orzechy laskowe zastąpiłam włoskimi i zrezygnowałam z cytryn i syropu. Podaję po zmianach.

 

Składniki (tortownica 20 cm):

  • 200 g orzechów włoskich
  • 125 g miękkiego masła
  • 150 g cukru
  • 1 jajko
  • 2 łyżki rumu
  • 100 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową.

Orzechy włoskie zmielić blenderem, a następnie wymieszać w misce z mąką i proszkiem do pieczenia. Masło utrzeć z cukrem na puch. Dodać jajko, a potem rum, cały czas miksując. Na końcu dodać wymieszane wcześniej mąkę z proszkiem i orzechami i zmiksować całość do połączenia się składników. Ciasto przelać do natłuszczonej i wysypanej bułką tortownicy i piec ok. godziny w 160 stopniach, do suchego patyczka.

 

Smacznego! *_*

 

 
1 , 2