Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
wtorek, 30 kwietnia 2013

 

Generalnie dotarłam już dawno do tego momentu, że w kuchni od odtwarzania znalezionych w książkach czy też w Internecie przepisów znacznie wolę autorskie wymyślanie potraw. Oczywiście, np. przy okazji ciast - gdzie odmierzanie składników i "chemia" są istotne - stosuję się do konkretnych wytycznych, ale dodatki, sposób podania itp. są już "moje". Czasem pomysł rodzi mi się w głowie sam z siebie, czasem jakieś zdjęcie czy przepis mnie zainspiruje - jednak finalnie zazwyczaj przyrządzam potrawę według własnej fantazji.

Ale są takie potrawy, które przyrządzać trzeba według dokładnych, klasycznych przepisów. Dania kultowe, znane wszystkim - esencjonalne dla danej kuchni, regionu, tradycji. I czasem właśnie chcę sama, w domu - odtworzyć taki smak: smak sławnego ciasta, sosu, mięsa, makaronu. Jedną z takich potraw jest z pewnością klasyczny sos boloński - ragu alla Bolognese. Sos idealny w każdym calu - uwielbiam go bardzo, bardzo ;). Czasem pojawia się w postaci szybkiego (względnie przynajmniej ;)) dodatku do makaronu, jednak czasem pozwolić sobie trzeba na trochę rozpusty.

A rozpusty tej imię: al forno, czyli: z pieca. Mowa oczywiście o kultowych makaronowych zapiekankach z wykorzystaniem bolońskiego sosu. Robiłam już cannelloni alla Bolognese, było naprawdę pyszne (przepis, klik). Tym razem jednak przyrządziłam coś jeszcze bardziej niebiańskiego, a mianowicie: lasagne alla Bolognese. Przepyszny, pomidorowo-mięsny sos, płaty makaronu lasagne, tarty ser, parmezan oraz duże ilości kremowego beszamelu. Nic więcej dodawać nie muszę: oprócz tego, że to zdecydowanie jedno z moich najulubieńszych dań. Polecam gorąco!

 

Przepis na sos boloński stąd, podawałam go przy okazji cannelloni (tutaj, klik). Od siebie dodałam cukier - dla mnie esencjonalny przy wszelkich pomidorowych sosach ;). Przepis na beszamel oraz całą resztę – własne.

 

Składniki (3-4 porcje)

Sos boloński (ragu alla Bolognese):

  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 marchewka
  • 150 g pancetty lub boczku (np. krojonego w paski, lekko wędzonego)
  • 500 g mielonego mięsa wołowego
  • 1 szklanka białego wina
  • 140 g koncentratu pomidorowego
  • 1 szklanka gorącego bulionu wołowego
  • 400 g pomidorów z puszki
  • sól i pieprz
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/2 łyżeczki suszonej bazylii

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Cebulę posiekać, zeszklić na oliwie. Następnie dodać zmiażdżony czosnek oraz pokrojone w drobną kosteczkę seler naciowy oraz marchewkę. Obsmażyć, następnie przesunąć warzywa na bok i w wolne miejsce włożyć pokrojony w kosteczkę boczek. Zrumienić, co jakiś czas mieszając, na koniec wymieszać zawartość patelni. Przesunąć wszystko na bok garnka i dodać mielone mięso. Dokładnie je obsmażyć, tak, aby stało się brązowe, wymieszać z warzywami i boczkiem. Smażyć do zezłocenia mięsa.

Następnie wlać wino i gotować na średnim ogniu przez 3 minuty, dodać koncentrat pomidorowy uprzednio rozprowadzony w 3 łyżkach gorącego bulionu, dokładnie wymieszać. Wlać resztę gorącego bulionu, zagotować, dodać zmiksowane pomidory z puszki. Doprawić solą, cukrem, pieprzem i bazylią. Przykryć i gotować na małym ogniu ok. 2 godziny. Od czasu do czasu zamieszać.

Uwaga (przyp. N.) - sos do przekładania lasagne nie może być tak gęsty jak zwyczajny sos do makaronu - musi doprowadzić do zmięknięcia pasty oraz przetrwać pieczenie. Dlatego też, jeśli wyjdzie bardzo gęsty, należy trochę rozcieńczyć go gorącą wodą.

Sos beszamelowy:

  • 60 g masła
  • 60 g mąki pszennej
  • 600 ml mleka (pełnotłustego)
  • 3/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • sól, pieprz

W rondelku stopić masło, dodać mąkę i krótko zasmażyć. Następnie wlewać partiami mleko, wciąż mieszając i gotując na niewielkim ogniu do zgęstnienia sosu - należy przy tym uważać, aby nie zrobiły się grudki. Doprawić solą, pieprzem, cukrem i gałką muszkatołową.

Ponadto:

  • płaty makaronu lasagne (wykorzystałam 9, jednak należy dostosować do własnej formy i preferencji)
  • 120 g startego sera żółtego, o łagodnym smaku, np. Goudy
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • bazylia lub oregano, do posypania
  • oliwa z oliwek

Prostokątne naczynie żaroodporne natłuścić oliwą. W garnku zagotować osoloną wodę i partiami podgotowywać w niej makaron przez ok. 3 minuty, a następnie odcedzać i rozkładać na blacie – tak, aby się nie posklejał. W naczyniu rozprowadzić cieniutką warstwę pomidorowego sosu (wodnistej części), na to położyć warstwę makaronu. Posmarować niezbyt grubą warstwą beszamelu, na to wyłożyć 1/3 sosu pomidorowo-mięsnego i posypać startym serem żółtym. Następnie wyłożyć kolejne płaty lasagne, posmarować beszamelem, sosem pomidorowo-mięsnym, posypać serem. Wyłożyć kolejne płaty, posmarować cienką warstwą beszamelu. Na to wyłożyć resztę sosu pomidorowo-mięsnego. Pozostały ser żółty wymieszać z pozostałym beszamelem i pokryć mieszanką lasagne. Posypać tartym parmezanem i ziołami. Uwaga: przyrządzając lasagne należy pamiętać o tym, aby każdy kawałeczek makaronu był dobrze pokryty sosem, w przeciwnym wypadku nie zmięknie należycie. Piec ok. 35 minut w 200 stopniach, do zmięknięcia makaronu.



Smacznego!!! *__*

 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

 

Przepis na pastę pralinową z orzechów laskowych, inaczej: na niemiecki nugat, pojawił się już w poprzednim wpisie - była to bowiem składowa Tortu Waniliowo-Laskowa Pralina. Jednak jest to rzecz dla mnie tak niewiarygodnie pyszna i genialna, że postanowiłam poświęcić jej jeszcze jeden, osobny post.

Istnieje kilka rodzajów nugatów. Pierwszy - najpopularniejszy, to nugat torrone, czyli miękko-ciągnący batonik przygotowany z białek ubitych z syropem cukrowym z zanurzonymi w tej masie różnorakimi orzechami. Ale jest jeszcze inny rodzaj nugatu. To nugat niemiecki - czyli przepyszny krem pralinowy wykonany z orzechów (najczęściej laskowych, czasem też migdałów), uprażonych i zmielonych na całkowicie gładką pastę. Do tego - cukier oraz masło - dla uzyskania jeszcze większej kremowości... Omg, dla mnie - to zdecydowanie jedna z lepszych rzeczy na świecie. W przeciwieństwie do popularnej gianduji (np. Nutella) nie zawiera w sobie czekolady, nie. To tylko przecudne orzechy laskowe, których smak nie jest zaćmiony żadnymi zbędnymi dodatkami.

Spotykałam taką pastę w wielu różnych słodyczach: w lidlowskich jajeczkach wielkanocnych, w nugatowych Merci, w czekoladach Ritter Sport bądź też Schogetten. I wiele razy marzyłam o tym, aby takie cudo wyhodować sobie w domu. No i wreszcie - udało się! Kierując się własnym smakiem oraz doświadczeniem, stworzyłam w domu własny niemiecki nugat. A smakuje... niewiarygodnie bosko *___*. Jest to krem naprawdę tłusty, mocno orzechowy, mazisty... Ale taki właśnie ma być, na tym polega jego cudowność. Coś niesamowitego. Gorąco, gorąco polecam!!!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (mały słoiczek kremu):

  • 100 g orzechów laskowych
  • 10 g oleju z orzechów laskowych
  • 80 g cukru pudru
  • 60 g miękkiego masła

Orzechy uprażyć na suchej patelni, dopóki nie zaczną wydzielać intensywnego, orzechowego aromatu. Wtedy zmiksować blenderem na proszek, a następnie dodać olej z orzechów laskowych i mielić blenderem na wysokich obrotach przez ok. 15 minut – najpierw orzechy będą coraz bardziej się rozdrabniać, aż w końcu utworzą gładką, kremową, tłustą pastę (naprawdę!). Przestudzić.

Do pasty orzechowej dodać cukier puder, zmiksować. Następnie dodać miękkie masło i zmiksować wszystko do dokładnego połączenia się składników.

 

sobota, 27 kwietnia 2013

 

Zazwyczaj przepisy czekają u mnie w dłuższej lub krótszej kolejce do publikacji. Ha, zazwyczaj – właściwie to zawsze. Ale czasem wydarza się coś, że robię wyjątek od reguły. I tak właśnie ma miejsce dzisiaj.

Wczoraj ostatni raz przekroczyłam próg swojego liceum jako uczennica. Ba, jako uczennica zakończyłam już swoją edukację. Teraz – zjawię się tam już tylko na matury. Nie oczekiwałam, że utonę w potoku łez i z rozrzewnieniem wspominać będę pierwszy dzień. Ale też nie myślałam, że nie będę odczuwać kompletnie żadnych emocji.

A jest tak właśnie. Podczas prawie trzygodzinnej ceremonii zakończenia roku jedyną rzeczą, jaką czułam, była potworna nuda. Wyszłam, nie oglądając się za siebie, z poczuciem niewysłowionej ulgi. Nie mogę uwierzyć, że ten koszmar dobiegł już końca.

Wiem, że muszę ważyć słowa, różne osoby czytają mojego bloga. Dlatego też nie będę pisać o latach w liceum, o atmosferze tam panującej i kłamstwach i fałszu, którymi karmiona byłam każdego prawie dnia.

*********************

Za to proponuję coś znacznie lepszego… Panie i Panowie, mam przyjemność zaprezentować mój uroczysty, wieńczący koniec obowiązkowej edukacji TORT!

Bo Tort ten zasługuje z pewnością na wielką literę ;). Myślałam o podobnej kompozycji już od dawna. Wiadomo przecież, że wprost ubóstwiam maślane kremy, wszystko, co aksamitne i kremowe, ciężkie przekładańce… I orzechy *__*. Oczywiście, tort ten jest całkowicie autorskiwszyściutko wymyśliłam sama, od początku do końca (choć robię to już teraz praktycznie przy każdym torcie), dlatego też taka jestem dumna :). Jest więc mięsiste, wilgotne ciasto kakaowe. Na nim warstwa kremu maślanego na szwajcarskiej bezie (robiłam go po raz pierwszy – bardzo ciekawy, choć chyba jednak wolę tradycyjny russel na żółtkach) w wersji kakaowej – z dodatkiem chrupiącej praliny z orzechów laskowych: czyli orzechy uprażone na patelni, posiekane i wymieszane z karmelem – a gdy całość zastygnie, posiekane na kawałeczki. Później dwie warstwy puszystego, jasnego biszkoptu – ale wilgotniejszego niż tradycyjny biszkopt – dodałam bowiem do niego olej z orzechów laskowych – jeszcze bardziej podkręcając przy tym orzechowość wypieku :). Biszkopty przełożone są kremem maślanym na szwajcarskiej bezie – tym razem w wersji waniliowej, z dodatkiem rumu – krem ten też pokrywa tort z wierzchu i po bokach. Jako ponczu użyłam mocnej, słodkiej, waniliowej herbaty z rumem, całość zaś obsypałam startą gorzką czekoladą i całymi orzechami laskowymi… Ale jest jeszcze coś. COŚ – najlepszego na świecie. Bowiem wierzch tort pokrywa dekoracyjnie wyciśnięta, sowita porcja aksamitnego kremu z orzechów laskowych! Pasta pralinowa bądź niemiecki nugat – taki, jaki spotkać można np. w pralinowej czekoladzie Ritter Sport, nugatowych Merci lub też moich ukochanych lidlowskich nugatowych jajeczkach. Taki właśnie krem zrobiłam sama – i wymyśliłam na niego przepis! Prażone orzechy laskowe, zmiksowane na całkowicie gładką, tłustą pastę… Do tego miękkie masło i cukier puder… Omg, coś niewiarygodnie boskiego. Całość – smakuje wyśmienicie. No więc koniec już tego wstępu – czas zaprezentować tort! Gorąco, gorąco polecam!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (tortownica 18 cm)

Ciasto czekoladowe:

  • 1/2 szklanki mąki
  • 80 g cukru
  • 50 g masła
  • 1 łyżka kakao
  • 1/4 szklanki wody
  • 1 małe jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1/4 łyżeczki sody
  • 35 g jogurtu naturalnego

W misce wymieszać mąkę i cukier. W garnuszku umieścić masło, kakao oraz wodę, stopić razem i pogotować przez chwilkę, aż do połączenia się składników. Przestudzić. Jajko rozbełtać dokładnie z sodą, wanilią i jogurtem. Mąkę z cukrem dodać do masła i kakao, wymieszać, a następnie połączyć z resztą składników. Wszystko dobrze wymieszać. Tortownicę natłuścić i wylać do niej równomiernie ciasto. Piec ok. 35 minut w 180 stopniach. Wystudzić. Jeśli trzeba, wyrównać gotowe ciasto nożem.

Biszkopt tłuszczowy:

  • 2 duże jajka
  • szczypta soli
  • 65 g cukru
  • 80 g mąki
  • 1 łyżka ciepłej wody
  • 20 g oleju z orzechów laskowych

Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, dodać cukier i ubijać aż do uzyskania gęstej, lśniącej piany. Dodać kolejno żółtka, miksując przez chwilę. Następnie dodać olej wymieszany z wodą i delikatnie, krótko zmiksować. Na końcu wsypać w trzech partiach przesianą mąkę, delikatnie, lecz bardzo dokładnie mieszając, tak, aby nie zniszczyć struktury piany. Połowę masy wylać równomiernie do natłuszczonej tortownicy i piec ok. 20 minut w 180 stopniach. Wyjąć, wystudzić, tak samo postąpić z drugim biszkoptem. Oba blaty wystudzić.

Chrupiąca pralina laskowo-karmelowa:

  • 50 g orzechów laskowych
  • 50 g cukru

Orzechy posiekać dość grubo i podprażyć na suchej patelni, aż zaczną wydzielać intensywny, orzechowy aromat. Przełożyć do miseczki. Na patelence z grubym dnem przygotować karmel: umieścić na niej cukier, tak, aby równomiernie pokrył dno. Podgrzewać na najmniejszej mocy palnika – dopóki nie utworzy się bursztynowy karmel. Uwaga – masy nie wolno mieszać łyżką, zatrzyma proces karmelizacji i niepotrzebnie wszystko utrudni! Jednak można lekko poruszać patelenką, aby karmel zrobił się równomiernie. Gdy już karmel się wytworzy, dodać na patelnię podprażone orzechy, wymieszać, potrząsając patelnią, tak, aby wszystkie pokryły się karmelem. Gdy tak się stanie, wylać całość na wyłożony silikonem blat i poczekać, aż całość całkowicie przestygnie i stwardnieje (karmel będzie twardy jak kamień – taki właśnie ma być! Chcemy otrzymać chrupiącą pralinę). Wtedy posiekać nożem na kawałeczki, tak, aby otrzymać chrupiącą pralinę.

Krem maślany na szwajcarskiej bezie:

  • 80 g białek
  • 160 g cukru
  • 240 g masła, bardzo miękkiego i pokrojonego na kosteczki

Krem na szwajcarskiej bezie przyrządzamy, używając 1 części białek (wagowo) na 2 części cukru i 3 części masła. W garnuszku zagotować wodę, a następnie umieścić na nim miskę, tak, aby dno nie dotykało wody. W takiej kąpieli wodnej, w górnym garnku umieścić białka z cukrem. Podgrzewać na niewielkim ogniu, co jakiś czas mieszając, aż kryształki cukru całkowicie się rozpuszczą. Gdy już to się stanie, ubijać masę mikserem przez ok. 15 minut, aż do uzyskania sztywnej, lśniącej piany. Przestudzić (ważne). Następnie dodawać po kawałku miękkiego masła, wciąż ucierając, tak, aby po każdej porcji dokładnie wmieszać poprzednią. Należy robić to powoli i dokładnie, aby masa się nie zwarzyła. Na końcu otrzymać musimy gęsty, jednolity, maślany krem.

Krem maślany – kakaowy z praliną:

  • 100 g kremu maślanego, z przepisu powyżej
  • 1 czubata łyżka kakao
  • chrupiąca pralina laskowo-karmelowa, z przepisu powyżej

100 g kremu maślanego zmiksować w misce z kakao. Następnie wsypać posiekaną pralinę i wszystko dokładnie wymieszać.

Krem maślany – waniliowy:

  • krem maślany, z przepisu powyżej (cała reszta)
  • 2 łyżki ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki rumu

Do kremu dodać wanilię (chcemy, aby krem był mocno waniliowy), a także alkohol, zmiksować do połączenia się składników.

Krem pralinowy z orzechów laskowych/niemiecki nugat:

  • 100 g orzechów laskowych
  • 10 g oleju z orzechów laskowych
  • 80 g cukru pudru
  • 60 g miękkiego masła

Orzechy uprażyć na suchej patelni, dopóki nie zaczną wydzielać intensywnego, orzechowego aromatu. Wtedy zmiksować blenderem na proszek, a następnie dodać olej z orzechów laskowych i mielić blenderem na wysokich obrotach przez ok. 15 minut – najpierw orzechy będą coraz bardziej się rozdrabniać, aż w końcu utworzą gładką, kremową, tłustą pastę (naprawdę!). Przestudzić.

Do pasty orzechowej dodać cukier puder, zmiksować. Następnie dodać miękkie masło i zmiksować wszystko do dokładnego połączenia się składników.

Ponadto:

  • 3/4 szklanki mocnej herbaty
  • 2 łyżki cukru waniliowego
  • 80 ml rumu
  • kilka kostek gorzkiej czekolady, startej na wiórki
  • orzechy laskowe, podprażone

Herbatę osłodzić, wystudzić. Dodać rum, wymieszać. To będzie poncz.

Na paterze lub dużym, ładnym talerzu umieścić blat z czekoladowego ciasta. Nasączyć 3 łyżkami ponczu (ciasto samo w sobie jest dość wilgotne). Na to wyłożyć cały krem maślany kakaowy z praliną, wyrównać i przykryć pierwszym jasnym blatem. Nasączyć go porządnie, a następnie wyłożyć nieco mniej niż połowę jasnego kremu waniliowego. Przykryć drugim jasnym biszkoptem, nasączyć go również porządnie. Wierzch i boki pokryć ładnie resztą maślanego kremu waniliowego. Krem pralinowy z orzechów laskowych wycisnąć dekoracyjnie na wierzch tortu, używając dekoracyjnej tutki – należy sowicie pokryć kremem tort. Boki obsypać startą czekoladą, a na wierzchu umieścić dla dekoracji całe orzechy laskowe. Wstawić tort do lodówki do schłodzenia – najlepiej smakuje jednak, gdy wyjmie się go z lodówki na ok. 30 minut przed podaniem.



Smacznego!!! *______*

 

P.S. - Ostatnio zedytowałam zakładkę "Torty" na blogu... Teraz prezentuje się naprawdę apetycznie :>. Zapraszam gorąco!

 

czwartek, 25 kwietnia 2013

 

Jutro koniec mojej edukacji obowiązkowej – odbieram maturalne świadectwo, do szkoły przyjdę jeszcze tylko na matury. Ale już nie jako uczennica. Nie wierzę w ten cud. Co więcej, nie chwaląc się, z moich ocen końcowych mogę być naprawdę dumna :>. Ale o tym napiszę coś więcej następnym razem… Powiem tylko, że na tę okazję szykuję coś naprawdę specjalnego :>. Ale nie zapeszam!

A dziś znów zapraszam na wytrawną tartę… Tym razem jednak – z kurkami. Tak, wiem, do sezonu kurkowego jeszcze daleko. Ale miałam akurat w zamrażarce spory zapas mrożonych, a połączenie: kurki, podsmażona cebulka, aromatyczne przyprawy i duża ilość masła – bo jest ono i w postaci tłuszczu do smażenia grzybów, i w postaci maślanego, kruchego ciasta – to zdecydowanie jest moje niebo. Do tego tymianek i tarty parmezan… To musiało smakować bosko.

W Internecie wiele można znaleźć przepisów na tarty bądź quiche z kurkami, jednak mnie żaden z nich nie odpowiada. To bowiem, czego zdecydowanie nie lubię, to quiche utrwalany dużą ilością jajek – przyjmujący tym samym postać jajecznicy na kruchym cieście. A jajecznicy w tej postaci nie lubię (jest tylko jeden rodzaj tego dania, które wręcz uwielbiam – i przepis na taką idealną, przepyszną w swej prostocie, choć ciut niekonwencjonalną jajecznicę prędzej czy później na blogu również się pojawi!). Ciasta w wersji wytrawnej zazwyczaj przyjmują u mnie postać tarty – czyli dania bez dodatku masy jajecznej. Jeśli już zaś przyrządzam quiche, dodaję na całą tartę tylko jedno jajko. Wypracowałam już swą metodę idealną. Tej tarty nawet nie nazwę quiche. Dodałam tu bowiem zaledwie jedno żółtko – ale za to kurki skąpałam w pysznym, śmietanowo-kremowym sosie, z dodatkiem mąki, która apetycznie zagęściła farsz. Tak, jak smakuje mi najbardziej! :). Polecam gorąco!

 

Przepis autorski.

 

Kruche ciasto maślane (tartownica ok. 26 cm):

  • 200 g mąki
  • 100 g masła
  • spora szczypta soli
  • 3-4 łyżki zimnej wody

W misce umieścić mąkę, sól i pokrojone na kawałki masło. Całość siekać nożem, a następnie krótko wyrabiać palcami, formując „kruszonkę”. Ciasto zagnieść w gładką kulę, dolewając wody w razie potrzeby. Rozwałkować na placek wielkości formy (najwygodniej wałkuje się między dwoma kawałkami przezroczystej folii). Do natłuszczonej tartownicy przenieść ciasto i wylepić nim formę. Całość ponakłuwać widelcem i obciążyć np. fasolkami. Podpiekać w 180 stopniach przez ok. 8 minut, następnie wyjąć obciążenie i podpiekać kolejne 7. Wyjąć z piekarnika.

Farsz kurkowy:

  • 500 g kurek, świeżych lub mrożonych
  • 1 cebula
  • 25 g masła
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 łyżki gęstej śmietanki kremówki 36 % (Piątnica z kubeczka – słodka, nie kwaśna)
  • 2 łyżki tartego parmezanu
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku + do posypania
  • sól, pieprz

Jeśli używamy mrożonych kurek – rozmrozić je odpowiednio wcześniej.

Na patelni rozgrzać masło, a następnie wrzucić posiekaną cebulę. Zeszklić przez ok. 5 minut. Dodać zmiażdżony czosnek, smażyć ok. 1 minutę. Kurki dokładnie oczyścić, pokroić na kawałki i dodać na patelnię z cebulą. Składniki połączyć i smażyć na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając, aż z grzybów najpierw wyparuje woda, a później płyn całkiem zredukuje się na patelni. Wtedy zminimalizować palnik i smażyć ok. 10 minut do zezłocenia. Doprawić solą, pieprzem oraz tymiankiem.

W misce rozkłócić dokładnie żółtko z mąką, śmietaną oraz mlekiem. Wlać całość na patelnię z kurkami, wymieszać i krótko podgrzewać na niewielkim ogniu, aż masa zgęstnieje. Jeśli trzeba, doprawić dodatkowo do smaku. Farsz wyłożyć równomiernie na podpieczony spód, posypać parmezanem i tymiankiem. Piec ok. 20 minut w 180 stopniach. Smakuje świetnie zarówno na ciepło, jak i na zimno.



Smacznego!!! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

wtorek, 23 kwietnia 2013

 

Rzadko robię serniki. Po części dlatego, że jakoś szczególnie za nimi nie przepadam. Mam co prawda kilka ulubionych, jednak, o ironio, lubię je głównie za te cechy, które są raczej dla typowego sernika niespotykane: paschę oczywiście - za kremowość i dużą ilość masła, sernik królewski - za kakaowe ciasto półkruche, Złotą Rosę - za lekką piankę ze złocistymi kropelkami oraz półkruche, jasne ciasto. Do tego - sernik na zimno na bazie mleka w proszku bądź mascarpone... I mamy zestaw najmniej sernikowych serników, jak to możliwe :>.

Jednak czasem przyrządzę tradycyjny sernik. Nowojorski - lekki, kremowy, smakował mi bardzo. Podobnie te z orzechami - za boskie orzechy. Tym razem postawiłam na dodatki. Do sernika wrzuciłam posiekane wafelki z kremem czekoladowym i czekoladą - PryncyPałki ;). Jeśli chodzi o masę serową - chciałam wypróbować coś nowego: masę na mleku skondensowanym słodzonym. Sernik wyszedł wilgotny, lecz zwarty i dobrze się krojący - co mnie przyjemnie zadziwiło, bowiem surowa masa była całkowicie płynna. Do tego wykonałam kakaową polewę z mleka skondensowanego. Na spód natomiast użyłam pokruszonych ciasteczek maślanych z czekoladą. I wyszło naprawdę ciekawie! Dla fanów serników - propozycja przepyszna! Polecam :).

 

Przepis na masę serową na mleku skondensowanym: z Moich Wypieków, dodałam jednak od siebie cukru pudru i pominęłam akcenty cytrynowe; pomysł z dodaniem do sernika wafelków czekoladowych - stąd. Polewa, spód i cała koncepcja ciasta: autorskie.

 

Składniki (duża blacha)

Spód ciasteczkowy:

  • 400 g ciasteczek kruchych z czekoladą (lub herbatników w czekoladzie)
  • 150 g masła, stopionego

Herbatniki dokładnie zmielić w blenderze lub malakserze, a następnie wymieszać z roztopionym masłem. Masę powciskać dokładnie w natłuszczoną formę, aby uformować równy spód.

Masa serowa:

  • 1,5 kg sera na serniki (z wiaderka lub 3-krotnie zmielonego twarogu)
  • 6 jajek
  • 800 g mleka skondensowanego słodzonego (nie gotowanego!)
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 czubate łyżki cukru pudru
  • 250 g wafelków z kremem czekoladowym w czekoladzie, np. PryncyPałków

W misie miksera umieścić wszystkie składniki prócz wafelków, zmiksować (lub utrzeć ręcznie), aż wszystko dobrze się połączy. Wafelki pokroić na kawałki i wmieszać delikatnie, lecz dokładnie do masy.

Masę serową wylać na ciasteczkowy spód. Piec w temperaturze ok. 160ºC (bez termoobiegu) przez ok. 60 minut - w kąpieli wodnej - aby to zrobić, należy pod blachę z sernikiem postawić naczynie z wrzącą wodą. Wystudzić w lekko uchylonym piekarniku. Wyjąć, włożyć do lodówki na kilka godzin lub całą noc.

Ponadto:

  • 200 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 2 łyżki kakao
  • 150 g pokrojonych wafelków z kremem czekoladowym, np. PryncyPałków

Mleko skondensowane wymieszać z kakao, polewą pokryć dekoracyjnie schłodzony sernik. Udekorować pokrojonymi wafelkami.

 

Smacznego!!! :)

 

niedziela, 21 kwietnia 2013

 

A dziś prezentuję zdrowe i nietypowe danie wegetariańskie - ryż basmati gotowany z soczewicą, podany z karmelizowaną cebulką i marchewką oraz ziarenkami kolendry. Uwielbiam karmelizowaną cebulę oraz marchewkę, a także aromatyczne ziarenka kolendry. Egzotyczna, indyjska potrawa, miła odmiana dla naszych kubków smakowych! Polecam :)

A ja tymczasem muszę zabrać się za coś pożytecznego. Haha, dobre żarty.

 

Inspiracja: przepis z Eksplozji smaków (klik), ja jednak zrobiłam danie po swojemu – zmieniłam całkiem proporcje, dodałam marchewkę, cukier, własne przyprawy. Efekt finalny – autorski. Podaję po zmianach.

 

Składniki (3 porcje):

  • 150 g soczewicy, zielonej lub czerwonej
  • 150 g ryżu długoziarnistego (np. basmati)
  • 0,6-1 l bulionu (zależnie od tego, ile będzie potrzeba)
  • 2 cebule, biała i czerwona (dość duże)
  • 2 marchewki
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżka cukru
  • woda
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka ziaren kolendry
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • słodka papryka

Cebule posiekać niezbyt drobno. Na dużej, głębokiej patelni rozgrzać oliwę, wrzucić cebulę i smażyć na minimalnym ogniu przez ok. 8 minut, aż cebula się zeszkli – nie może jednak się podpiec i stać się chrupiąca! W międzyczasie oskrobać marchewki i pokroić w plasterki, a następnie dodać je do podsmażonej cebuli. Smażyć razem ok. 5 minut. Kolendrę rozgnieść w moździerzu, czosnek pokroić drobniutko lub przecisnąć przez praskę. Przyprawy dodać na patelnię, smażyć razem kolejne 2 minuty. Po tym czasie na patelnię wlać pół szklanki wody, wsypać cukier, wymieszać. Karmelizować całość jeszcze przez ok. 8 minut, aż płyn się całkiem zredukuje. Doprawić solą, wyłączyć gaz.

W międzyczasie bulion zagotować w innym garnku, dodać do niego opłukaną soczewicę. Gotować, mieszając od czasu do czasu, przez ok. 15 minut (przy zielonej soczewicy, przy czerwonej – nieco krócej). Dodać ryż i gotować wszystko razem na niewielkim ogniu ok. 20 minut, mieszając często – gdyż mieszanka lubi się przypalać. W razie potrzeby w trakcie gotowania dolewać do garnka wody lub bulionu. Gdy ryż i soczewica będą już miękkie, zawartość garnka (wraz z płynem) wrzucić na patelnię do cebuli i marchewki. Dobrze wymieszać i gotować jeszcze kilka minut. Dodać sos sojowy, doprawić solą, papryką i kolendrą. Podawać ciepłe.



Smacznego! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

sobota, 20 kwietnia 2013

 

To nie jest smak mojego dzieciństwa. Właściwie, gdyby się zastanowić… jeśli chodzi o ciasta i słodkości, nie mam tych smaków dzieciństwa za wiele. Dania wytrawne – o tak, tu mogłabym wymieniać, moja Mama zawsze gotowała świetnie. A desery…? Sernik „Domek” który robiła Babcia. Mamine ciasto biszkoptowe z bitą śmietaną, truskawkami i galaretką – smak letnich popołudni u mojej licznej Rodziny. Czekoladowe pischingery z masą z mleka w proszku. No i oczywiście dekadencka „Legumina” – czyli śmietanka kremówka zmieszana z Nesquikiem ;).

Tak. Te rzeczy pamiętam dobrze. Ale nie ciasteczka z kleiku ryżowego. Mama nieczęsto piekła ciasta i ciasteczka. A poza tym, w ogóle słabo pamiętam okres dzieciństwa „codziennego” – w głowie zaś mnóstwo mam wspomnień z dni wyjazdowych, uroczystych…

Ciasteczka zrobiła kiedyś moja Siostra. Haha, to dopiero dziwne, bo teraz trzyma się od kuchni najdalej, jak się da. Kiedyś jednak wykonała je u jakiejś koleżanki i później upichciła bardzo podobne w domu. Nawet nie pamiętam, czy bardzo mi wtedy smakowały – ale wówczas nie pałałam jeszcze tak ogromną miłością do wszystkiego, co maślane, prawdziwe, kremowe. Teraz – upiekłam je sama. I przepadłam totalnie. Są tak obłędne – i jednocześnie tak proste. Pachną cudownie – domem, ciepłem. Są naprawdę bardzo maślane,  z posmakiem ryżowym. Lekko chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku. Naprawdę, niebo w gębie. Polecam gorąco!

 

Przepis pochodzi z Moich Wypieków (klik), jednak ja pominęłam sezam i wiórki, dałam za to więcej kleiku ryżowego, zwiększyłam również ilość cukru. Podaję po modyfikacjach.

 

Składniki (1 duży talerz ciastek):

  • 125 g kleiku ryżowego, bezsmakowego
  • 2 małe jajka
  • 125 g miękkiego masła
  • 1/3 szklanki cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1/2 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia
  • opcjonalnie: dżem do napełniania ciastek (polecam gęsty, wiśniowy)

W misce umieścić wszystkie składniki (oprócz dżemu). Całość zmiksować dobrze mikserem, a następnie ugnieść dłońmi. Z ciasta formować kulki wielkości orzecha włoskiego i układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w sporych odstępach (ciasteczka trochę urosną). Jeśli chcemy robić ciastka z dżemem, w każdej kulce zrobić dziurkę końcem drewnianej łyżki; jeśli nie – krok ten pominąć. Ciastka piec w 180 stopniach przez ok. 20 minut, do zezłocenia.

Jeśli chcemy ciasteczka lekko chrupiące na zewnątrz, miękkie w środku (tak jak ja) – pieczemy je właśnie ok. 20 minut - takie polecam najbardziej. Jeśli jednak chcielibyśmy, by były mocno chrupiące – należy wydłużyć czas pieczenia. Wystudzić. Ostudzone ciasteczka nadziewać gęstym dżemem, lub też jeść same, bez nadzienia. (Mnie o wiele bardziej smakowały same – maślane, przepyszne).

 

Smacznego!!! *_*

 

czwartek, 18 kwietnia 2013

 

Ostatni.

W niedawnym czasie dość często padało to słowo, w bliskiej przyszłości - będzie chyba jeszcze częściej.

Kiedyś ostatnie rzeczy miały większą wagę. Ostatni dzień wakacji, ostatnia piosenka na koncercie, ostatni taniec na szkolnej dyskotece. Ostatnie zdanie, ostatnie spojrzenie. Ostatni uścisk dłoni.

Teraz - właściwie niewiele to już znaczy. Było, minęło, brak czasu na jakąkolwiek refleksję. Ciekawe, czy kiedyś ostatni nabierze jeszcze jakiegoś sensu. Ostatnia godzina, ostatnia minuta.

Czekam na pierwszą, wiosenną burzę. Taką z piorunami przecinającymi ciemnogranatowe niebo, z grzmotami wprawiającymi szyby w drganie i ulewnymi, potwornie ulewnymi kaskadami deszczu. Który wymyje mi z oczu grudy piasku.

******************

A Was zostawiam z przepyszną tartą. Wytrawną - bo o ile ciasto kruche i maślane w ogóle należy do moich ulubionych, i tarty na słodko uwielbiam bardzo bardzo, to te wytrawne jednak zawsze są dla mnie najprawdziwszym niebem. Pomysł ten miałam w głowie już od dawna - i na szczęście niedawno wprowadziłam go w życie. Kruche, maślane ciasto, duszone na maśle pory i pieczarki, miodowo-korzenny kurczak, mascarpone doprawiane papryką oraz wyrazisty żółty ser. To było naprawdę boskie. Coś przepysznego. Gorąco polecam!

 

Przepis autorski.

 

Składniki:

Kruchy spód maślany (tartownica ok. 26 cm):

  • 200 g mąki
  • 100 g masła
  • szczypta soli
  • 3-4 łyżki zimnej wody

W misce umieścić mąkę, sól i pokrojone na kawałki masło. Całość siekać nożem, a następnie krótko wyrabiać palcami, formując „kruszonkę”. Ciasto zagnieść w gładką kulę, dolewając wody w razie potrzeby. Rozwałkować na placek wielkości formy (najwygodniej wałkuje się między dwoma kawałkami przezroczystej folii). Do natłuszczonej tartownicy przenieść ciasto i wylepić nim formę. Całość ponakłuwać widelcem i obciążyć np. fasolkami. Podpiekać w 180 stopniach przez ok. 8 minut, następnie wyjąć obciążenie i podpiekać kolejne 7. Wyjąć z piekarnika.

Miodowo-paprykowo-aromatyczny kurczak:

  • 150 g filetów z piersi kurczaka
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżeczka garam masali
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • pieprz, sól

Kurczaka umyć, osuszyć, pokroić w niewielką kostkę. Natrzeć solą i pieprzem. W misce wymieszać składniki marynaty: oliwę, miód, przyprawy. Kurczaka włożyć do miski, dokładnie obtoczyć w marynacie i odstawić na 30 minut do przeniknięcia się smaków. Następnie usmażyć mięso na niewielkiej patelni, do zezłocenia (10-15 minut).

Nadzienie porowo-pieczarkowe:

  • 1 por
  • 170 g pieczarek
  • 2 łyżki masła
  • sól, pieprz
  • 1/2 szklanki wody

Pieczarki wyczyścić, pokroić w plasterki. Na patelni rozgrzać masło, wrzucić pieczarki i smażyć je do zezłocenia – najpierw puszczą one sok, a później ładnie się przyrumienią. W międzyczasie umyć por i pokroić w krążki. Wrzucić na patelnię do podsmażonych grzybów i smażyć kilka minut. Następnie wlać wodę i dusić całość kilkanaście minut, aż por zmięknie. Doprawić solą i pieprzem.

Ponadto:

  • 200 g sera mascarpone
  • sól, pieprz, słodka papryka
  • 80 g sera żółtego, startego (o dość wyrazistym smaku – np. Emmentalera)

Mascarpone utrzeć w miseczce z solą, pieprzem i słodką papryką (do smaku). Miksturę rozsmarować na podpieczonym spodzie. Na to wyłożyć równomiernie farsz porowo-pieczarkowy, posypać kawałkami kurczaka i startym serem. Piec ok. 20-25 minut w 180 stopniach, aż całość będzie ciepła, a ser się stopi. Smakuje wyśmienicie zarówno na ciepło, jak i na zimno.

 

Smacznego!!! *__*



 

Ten wpis bierze udział w akcji:

wtorek, 16 kwietnia 2013

 

Kiedy dostałam w prezencie prosto z Londynu lepki, biały, cudny krem Marshmallow (Marshmallow Fluff), wiedziałam od razu, do czego go wykorzystam - Rice Krispie Treats! Czyli popularne, amerykańskie homemade, niesłychanie proste słodycze... Baardzo słodkie, z tego, co lubimy najbardziej - o tak. Tam tylko robią je zazwyczaj z chrupiących ryżowych płatków do mleka. Ja, po pierwsze, nie miałam do takich dostępu - ale po drugie, znacznie bardziej wolę miękki, preparowany ryż.

A więc: przepyszne kostki z preparowanego ryżu, mlecznej czekolady, kremu Marshmallow, masła i posiekanych krówek. Takie proste - a takie pyszne! Polecam gorąco!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (niewielka foremka):

  • 80 g ryżu preparowanego, bezsmakowego
  • 150 g mlecznej czekolady
  • 140 g kremu marshmallow (marshmallow fluff) lub też pianek marshmallows
  • 4 pełne łyżki masła
  • 100 g kruchych krówek, posiekanych (lub miękkich karmelków bądź cukierków toffi)

W rondlu nad garnkiem z kąpielą wodną umieścić masło, posiekaną czekoladę i krem lub pianki marshmallows.  Całość podgrzewać aż do rozpuszczenia i połączenia się składników, co jakiś czas mieszając. Dodać posiekane krówki, wymieszać, podgrzewać jeszcze chwilę. Do gorącej masy dodać ryż preparowany i bardzo dokładnie wszystko wymieszać – aby cały ryż równomiernie pokrył się masą. Trzeba działać dość szybko, gdyż masa prędko zastyga. Następnie przełożyć całość do wyłożonej folią aluminiową foremki, wyrównać (można pomóc sobie poprzez zmoczenie dłoni w odrobinie zimnej wody). Odstawić do zastygnięcia – najlepiej do lodówki. Gdy deser stwardnieje, kroić na kwadraty ostrym nożem.



Smacznego!!! :D

 

niedziela, 14 kwietnia 2013

 

 

Wreszcie jest cieplej! Wreszcie świeci słońce... Niech będzie już tylko lepiej, tylko lepiej.

******************

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej jadłam... soczewicę :o. Tak, wiem, dziwne. Choć pewnie tak - gdy byłam mała i przyrządziła ją Mama. Ostatnio więc, w przypływie weny twórczej na coś "innego", postanowiłam wypróbować dania z tej oto rośliny. Zrobiłam dwa obiady z soczewicą w roli głównej... Pożywne, smaczne i zdrowe!

Dziś publikuję pierwszy z nich. Bardzo gęsta zupa-gulasz z soczewicy (użyłam zielonej, lecz czerwona również będzie świetna), z pomidorami, papryką, marchewką, cebulą i mnóstwem korzennych przypraw. Pożywna, gęsta, zdrowa... Naprawdę mi smakowała. Polecam!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (3 porcje):

  • 200 g soczewicy, zielonej lub czerwonej
  • 1,2 l lekkiego bulionu drobiowego lub jarzynowego
  • puszka (400 g) pomidorów, krojonych
  • 1 duża marchewka
  • 1 czerwona papryka
  • 1 cebula
  • 3 łyżki oliwy
  • po 1 łyżeczce curry, cynamonu i słodkiej papryki
  • szczypta imbiru
  • sól, cynamon

Cebulę obrać, posiekać. Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić pokrojoną cebulę. Smażyć kilka minut, do zeszklenia. W międzyczasie umyć i obrać paprykę, usunąć gniazdo nasienne i pokroić warzywo w niezbyt małą kostkę. Marchew oskrobać, również pokroić w kostkę. Warzywa oraz przyprawy dodać do cebul i smażyć, mieszając, przez następne kilka minut. W garnku zagotować bulion. Dodać do niego pomidory, podsmażone warzywa i dokładnie opłukaną soczewicę. Całość gotować na niewielkim ogniu, lekko zakryte pokrywką, przez ok. 35 minut (jeśli używamy soczewicy zielonej) lub ok. 20 minut (jeśli używamy czerwonej), aż soczewica i warzywa będą miękkie. Doprawić solą. Gorącą zupę rozlewać do misek, dekorując oliwą oraz cynamonem.



Smacznego :)

 

 
1 , 2 , 3