Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
środa, 31 lipca 2013

 

Krewetek spróbowałam tak naprawdę dopiero niedawno temu. Gdy już skosztowałam ich po raz pierwszy, w jakiejś knajpce czy restauracji, naprawdę mi zasmakowały.

Kiedy więc ostatnio zostałam sama na dłuższy okres w domu, wiedziałam, że jednym z moich obiadów będą na pewno te morskie stworzenia. Krewetki podsmażyłam na oliwie z dodatkiem czosnku, a następnie dodałam do pysznego, słodko-słonego sosu pomidorowo-śmietankowego. Całość podałam z makaronem pappardelle i posypałam porwanymi listkami świeżej bazylii. Pysznie ;). Polecam gorąco!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (2 porcje):

  • 140 g makaronu pappardelle
  • 2 ząbki czosnku
  • 4 pełne łyżki przecieru pomidorowego
  • 1/2 szklanki wody
  • 150 ml śmietanki kremówki
  • 16 krewetek królewskich, obranych i podgotowanych
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka cukru
  • sól, pieprz
  • 1 garść listków bazylii

Makaron ugotować w osolonej wodzie, aby był al dente, odcedzić i trzymać w cieple.

Na patelni rozgrzać łyżkę oliwy, wrzucić zmiażdżony czosnek i smażyć przez 1-2 minuty. Następnie dodać przecier, wodę, wszystko wymieszać i zagotować. Doprawić cukrem i pieprzem i gotować kilka minut, aż całość zgęstnieje. Następnie dodać śmietankę, wymieszać, zagotować i wyłączyć palnik.

Krewetki oprószyć solą. Na patelni rozgrzać resztę oliwy i smażyć krewetki przez 2-3 minuty z każdej strony, następnie przełożyć je do sosu. Gotować wszystko jeszcze kilka minut, ewentualnie dosolić do smaku. Dodać makaron, wymieszać, podgrzać. Rozkładać na talerze. Posypywać porcje porwanymi listkami bazylii.

 

Smacznego!!! :)

 

niedziela, 28 lipca 2013

 

Naprawdę nie mam już słów na to, jak potwornie jest gorąco. Ok, mamy lipiec, ale bez przesady. Nie mogę spać, nie chce mi się gotować ani nawet jeść (a nie wierzyłam nigdy, że jestem zdolna do takiego stanu!). Że o pisaniu notek już nawet nie wspomnę.

Ale akurat ten sernik na upały jest wprost idealny. Mówiłam już to nieraz: ja specjalnym smakoszem serników nie jestem. Lubię, owszem, niektóre nawet bardzo, ale nigdy nie wymieniłabym tego deseru w ścisłej czołówce swoich ulubionych. Dlatego nie dziwne będzie to, że prezentowane dziś ciasto również jak klasyczny sernik nie smakuje w ogóle. Do raczej kremowa, delikatna, jagodowa pianka. Lekka i puszysta, mocno owocowa, śmietankowa i niezbyt mocno słodka. Wierzch zaś posypałam siekanymi migdałami, dzięki czemu deser zyskuje ciekawy kontrast faktur. Polecam serdecznie!

 

Przepis własny, na podstawie wielu znalezionych w sieci.

 

Składniki (tortownica 18 cm):

  • 250 g sera na serniki (np. z wiaderka) lub trzykrotnie zmielonego twarogu
  • 150 ml śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 200 g jagód (mogą być mrożone)
  • 20 g żelatyny + 1/4 szklanki wrzątku
  • 100 g cukru pudru (lub do smaku, w zależności od tego, jak kwaśne mamy owoce)
  • 2 garści migdałów, obranych i posiekanych drobno

Ser utrzeć z cukrem pudrem. Jagody zgnieść blenderem na gładką masę, można gdzieniegdzie zostawić całe owoce. Wmiksować do sera z cukrem. Żelatynę rozpuścić dobrze we wrzątku, przestudzić. Kremówkę ubić na sztywną pianę (lecz jeszcze nie najsztywniej, jak się da, żeby nie zwarzyła się przy ukręcaniu z serem). Wmieszać dokładnie, lecz delikatnie do masy. Na koniec wmiksować rozpuszczoną żelatynę. Masę przełożyć do wyłożonej folią tortownicy, posypać z wierzchu migdałami i włożyć do lodówki na kilka godzin do stężenia.



Smacznego! *_*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

środa, 24 lipca 2013

 

Chociaż właściwie to nie do końca na zimno, bo ja jadłam go wraz z gorącym makaronem, jednak po ostygnięciu smakowałby równie dobrze. Ostatnio coś nie mam weny do publikacji wpisów, totalnie. Cóż mogę powiedzieć. Chyba nic.

Od razu więc prezentuję wyżej wspomniane danie. Makaron spaghetti w kremowym sosie z rozgniecionego na papkę awokado, z sokiem z cytryny, świeżą cebulką, czosnkiem, parmezanem, orzechami włoskimi, bazylią. Słodko-słony. Pyszny i zdrowy. Polecam gorąco!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (2 porcje):

  • 170 g makaronu spaghetti
  • 1 duże awokado, dojrzałe (takie, które po naciśnięciu skórki robi się wklęsłe)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1/2 cebulki
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 ząbek czosnku
  • sól
  • 4 łyżki tartego parmezanu
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich
  • 2 łyżki listków bazylii

Awokado obrać, wydrążyć, skropić sokiem z cytryny i rozgnieść blenderem na gładką masę. Dodać posiekaną drobno cebulkę, rozgnieciony czosnek i cukier, wymieszać, dosolić do smaku. Orzechy posiekać i podprażyć na suchej patelni.

Makaron ugotować w osolonej wodzie. Ciepły makaron wymieszać z sosem, rozłożyć na talerze. Posypać parmezanem, orzechami oraz porwanymi listkami bazylii.



Smacznego! :)

 

sobota, 20 lipca 2013

 

Bardzo lubię eksperymenty w kuchni. Lubię łączyć różne pozornie niepasujące do siebie produkty, smakować i odkrywać nowe połączenia. Tak, zazwyczaj przepis na jakieś danie rodzi mi się w głowie. Z drugiej strony, jest na świecie mnóstwo potraw, prostych, banalnych, ale również pysznych - wszyscy dobrze znają schabowe w panierce, łączą wołowinę z grzybami i jałowcem, marchewkę z groszkiem i jabłka z cynamonem.

Ale są też takie dania, które uważa się już za powszechnie przyjęte lub coraz szybciej się adaptują, a bazują przecież na naprawdę niecodziennych połączeniach. Przykładowo: sałatka jarzynowa - no wystarczy rozebrać ją na czynniki pierwsze, kto w ogóle wpadł na połączenie gotowanych warzyw z litrami majonezu? Albo - kurczak z ananasem czy też kaczka z jabłkiem - to też są przecież dość niecodzienne zestawy. Truskawki z balsamicznym octem, jagnięcina z miętą, solone masło i karmel. Potrawy, których składniki na pierwszy rzut oka prezentują się co najmniej dziwnie, a smakują totalnie, zaskakująco wybornie.

Tak właśnie było u mnie z tą sałatką. To znaczy: wiedziałam od początku, że będzie mi smakować, bo ja przecież takie niesztampowe połączenia uwielbiam od zawsze. Ale nie spodziewałam się, że przypadnie mi do gustu aż do tego stopnia. Bo naprawdę: sałatka jest po prostu genialna. Zrumieniony kurczak, w mojej wersji w ulubionej, słodko-słonej marynacie. Chrupiący, odświeżający seler naciowy - moje nowe odkrycie. Orzeźwiające jabłko i słodkie, mięsiste rodzynki. Podprażone, aromatyczne, chrupkie orzechy włoskie - i dużo majonezu. Naprawdę, jest się czym zachwycać. Treściwa, elegancka. Pyszna. Gorąco polecam!

 

Inspiracja: przepis znaleziony tutaj, podaję według własnych proporcji.

 

Sałatka Waldorf z kurczakiem

Składniki (3-4 porcje):

  • 1 pierś kurczaka (ok. 250 g)
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżeczka miodu
  • po 1/2 łyżeczki curry i słodkiej papryki
  • 4 łodygi selera naciowego
  • 1 spore jabłko
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 1/3 szklanki orzechów włoskich
  • 5 pełnych łyżek majonezu
  • sól, pieprz

Kurczaka umyć, osuszyć, oczyścić i pokroić w kostkę. Oprószyć solą. W misce wymieszać olej, sos sojowy, miód, curry i paprykę, włożyć do marynaty kurczaka. Następnie mięso razem z całą zalewą przełożyć na patelnię i smażyć do zezłocenia. Wystudzić.

Selera umyć, odciąć końce, opcjonalnie obrać z włókien. Pokroić na kawałki i oprószyć solą. Rodzynki zalać wrzątkiem, odcedzić i dobrze wysuszyć. Orzechy włoskie pokroić i podprażyć na suchej patelni. Jabłko umyć, obrać, pozbawić gniazda nasiennego i pokroić w kostkę, a następnie polać sokiem z cytryny.

Do miski włożyć kurczaka, dodać selera, rodzynki, orzechy, jabłko. Wymieszać. Dodać majonez, wymieszać. Doprawić do smaku pieprzem (ew. solą, lecz wg mnie była już wystarczająco słona) i włożyć do lodówki, aby sałatka się przegryzła.



Smacznego! *__*

 

wtorek, 16 lipca 2013

 

Zawsze lubiłam posiłki na wyjazdach: zwłaszcza w dzieciństwie, w pokomunistycznych, nadmorskich stołówkach albo na szkolnych wycieczkach. Cóż, smak potraw tam serwowanych nie był może najprzedniejszy, ale lubiłam tę swoistą, swojską atmosferę i gwar tamże panujące. Tłuste mięsa, pierogi i kluchy, góry ziemniaków i mącznych sosów. Nie dla koneserów, zdecydowanie, haha.

Ale jest kilka potraw z dawnego, stołówkowego menu, które naprawdę lubię. Żeby było śmieszniej, nie poznałam ich wcale podczas wakacyjnych wojaży, a podczas pewnego pobytu w szpitalu, jednakże, jakby to ująć - klasa podobna ;).

Pierwsza z nich - to pasta do chleba. Dość dziwna, bo składająca się z tłustego, polskiego twarogu oraz... posiekanej mielonki. Pyszna :D. Druga zaś - to deser, najprostszy, mączny pudding-budyń, w wersji karmelowej. Podałam go dodatkowo z garścią bakalii. Sentymentalnie i mało wykwintnie, nie ma co. Ale i tak... polecam ;).

 

Pasta twarogowo-mięsna

Przepis autorski.

Składniki (miseczka pasty):

  • 200 g tłustego twarogu
  • 110 g mielonki (takiej z puszki)
  • 1 łyżka oleju
  • 3 łyżki gęstej, słodkiej śmietany 36 % (ewentualnie kwaśnej, lecz nie polecam, pasta będzie zbyt kwaśna)
  • sól, pieprz

Twaróg umieścić w miseczce i rozgnieść widelcem na gładką masę. Tak samo postąpić z mielonką. Wędlinę następnie dodać do twarogu razem z olejem i śmietaną, wszystko jeszcze raz dobrze rozgnieść i wymieszać. Doprawić solą (lecz lekko, mielonka sama w sobie jest słona) i pieprzem.

 



Budyń karmelowy

Przepis od Mirabelki, podaję po własnych modyfikacjach.

Składniki (3-4 porcje):

  • 250 ml pełnego mleka
  • 250 ml śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 3 łyżki cukru
  • 1,5 łyżki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Śmietankę i połowę mleka zagotować w garnku. Cukier umieścić na patelni z grubym dnem i przygotować karmel. Następnie wlać go szybko do gotującego się mleka ze śmietanką i, nie mieszając, podgrzewać, aż zbrylony karmel znów rozpuści się w płynie. Należy w tym czasie potrząsać rondelkiem, aby proces zaszedł szybciej. W reszcie mleka rozrobić obie mąki. Miksturę dodać do masy w garnku, gdy karmel już całkowicie się rozpuści. Gotować na niewielkim ogniu, mieszając, aż całość mocno zgęstnieje. Przestudzić, przekładać do pucharków. Można podawać na ciepło lub na zimno. Ja swój pudding podałam z laskowymi orzechami oraz kawałkami suszonych daktyli.



Smacznego! :)

 

sobota, 13 lipca 2013

 

... na Brackiej pada deszcz...". A ja wciąż mam nadzieję, że wszystko mokre będzie już tylko od deszczu.

Ściślej rzecz biorąc, nie pada tylko leje, z towarzystwem grzmotów i piorunów, no ale z czym ja bym sobie nie poradziła, nawet bez kurtki i parasola, z małą torebką na drugim końcu Polski.

Ostatnio mało gotuję i piekę, coś za dużo lenistwa jak na mnie, zdecydowanie. Ale przynajmniej któregoś razu usmażyłam ten dżem: truskawkowy, najprostszy, choć z lekkim twistem - dodatkiem octu balsamicznego, bo że z truskawkami komponuje się genialnie, to już wiedzą prawie wszyscy. Truskawkowe dżemy lubię najbardziej. Zwracam tylko uwagę na sposób przygotowania przetworu: zrobiłam go metodą, którą wykonywałam w zeszłym roku dżem morelowy - czyli po zagotowaniu odsączyłam owoce z syropu i gotowałam sam syrop aż do zredukowania objętości, dzięki czemu owoce pozostały w apetycznych kawałkach. Polecam serdecznie!

 

Przepis autorski.

 

Dżem truskawkowy z octem balsamicznym

Składniki ( 2 malutkie słoiczki):

  • 500 g truskawek
  • 100 g cukru
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • kilka pestek z cytryny
  • 2 łyżki octu balsamicznego

Truskawki umyć, usunąć szypułki, pokroić na połówki. Następnie włożyć do garnka, zasypać cukrem i zostawić w chłodne miejsce na 1-2 godziny, aż puszczą sok. Po tym czasie dodać cytrynę, wymieszać i zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować ok. 10-15 minut, po czym odcedzić truskawki na durszlaku – zaś odcedzony z truskawek syrop włożyć z powrotem do garnka i zagotować, wkładając do niego również szczelnie zawinięte w gazę pestki (są one źródłem pektyny, która ułatwia gęstnienie dżemu). Sukcesywnie dolewać do rondla również skapujący z truskawek sok. Gotować syrop ok. 35 minut aż mocno zgęstnieje. Następnie włożyć do niego z powrotem owoce, wymieszać. Dodać ocet balsamiczny i gotować jeszcze kilkanaście minut aż dżem osiągnie pożądaną, gęstą konsystencję. Przełożyć do słoiczka.

Dżem można dodatkowo zapasteryzować, jeśli chcemy, by starczył na dłużej. Jak to zrobić, opisywałam już w tym poście (klik).



Smacznego!!!

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

środa, 10 lipca 2013

 

Teoretycznie miał być to sernik. I w pewnym sensie właściwie tak jest. Ale tylko w pewnym sensie - deser bowiem nie smakuje absolutnie jak klasyczny sernik na zimno.

Ale od początku. Dawno temu, na samym początku blogowania, publikowałam przepis na czekoladowy sernik na zimno z malinami - bez żelatyny, na serku mascarpone, i z proporcjonalnie ogromną ilością ciemnej czekolady (tutaj, klik). Z jednej strony - mascarpone to bądź co bądź gatunek sera. Lecz z drugiej - nie smakuje przecież jak zwykły, kwaskowaty twaróg, jest też dużo tłustszy i bardziej kremowy. Nie pamiętam już za bardzo smaku tamtego wytworu, jednak już bardzo dawno temu zaświtał mi w głowie pewien pomysł: a gdyby przyrządzić to ciasto w wersji jeszcze bardziej słodkiej i dekadenckiej - z białą czekoladą zamiast gorzkiej i z pysznymi, fioletowymi jagodami zamiast malin?

No więc niedawno postanowiłam wreszcie dać upust swojej fantazji - i tak oto powstał ten deser. Niech już będzie: sernik na zimno, ale beż żelatyny, na serku mascarpone, z bitą śmietanką i z zatrważającą wręcz ilością białej czekolady - dzięki czemu smakuje jak gigantyczna trufla: kremowa, gęsta i bardzo słodka. Słodycz zaś przełamuje dodatek kwaśnych jagód - których śliczny kolor tworzy dodatkowo ciekawy efekt wizualny. Deser w wersji deluxe, powiedziałabym. Gorąco polecam!

 

Inspiracja: przepis z MW, w wersji oryginalnej podawałam go już kiedyś tutaj (klik). Pomysł z zastąpieniem ciemnej czekolady białą, dodatek jagód, pominięcie spodu – pomysł autorski.

 

Składniki (tortownica 20 cm):

  • 500 g serka mascarpone
  • 1/4-1/2 szklanki cukru pudru
  • 300 ml śmietanki kremówki 36 %, bardzo zimnej
  • 300 g białej czekolady
  • 400 g jagód

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Uwaga: przy roztapianiu białej czekolady należy bardzo uważać, gdyż lubi ona się rozwarstwiać – należy roztapiać ją na minimalnej mocy palnika, często mieszając. Przestudzić.

Mascarpone utrzeć krótko z cukrem pudrem, a następnie wmiksować przestudzoną czekoladę. Śmietankę ubić na sztywną pianę i delikatnie, lecz dokładnie wmieszać do masy. Jagody umyć, dobrze osuszyć i również wmieszać do sernika. Całość przełożyć do szczelnej, wyłożonej folią aluminiową tortownicy. Wstawić do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Kroić nożem umoczonym lekko w gorącej wodzie.



Smacznego! *__*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcjach:

wtorek, 09 lipca 2013

... Chciałabym zaprosić wszystkich do polubienia fanpage`u Ginger Breath na facebooku, link trochę niżej, z boku strony! Byłoby mi baaardzo miło! :)

 

Oraz, chciałabym oznajmić... że wita Was dumna studentka psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim!

 

Zmykam więc do swoich spraw... I pozdrawiam serdecznie! :)

18:26, nashelly
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 lipca 2013

 

Nie wiem, jak to możliwe, że kiedyś nie przepadałam za ciężkimi, kremowymi, śmietanowo-serowymi sosami. No po prostu w to nie wierzę. Bo teraz jest to przecież dla mnie jedna z najlepszych rzeczy na świecie.

Lubię bardzo kremowy makaron w wersji najprostszej - z serem, śmietanką, ewentualnie jakimś mięsnym dodatkiem. Ale TO, co przygotowałam ostatnio... Omg, to po prostu niebiańskie wyżyny!

Nie muszę nawet pisać żadnych wstępów, ta potrawa doskonale broni się sama. Na swoje usprawiedliwienie podam fakt, że w zeszłym tygodniu napisałam siedmiostronicowy poemat na temat nie do końca należący do moich ulubionych, także nie jestem wcale aż takim leniem.

A więc, prezentuję: makaron fusilli w kremowym sosie na bazie beszamelu ze sporą dawką aromatycznego, bazyliowego pesto i tartego sera, z dodatkiem smażonego kurczaka w słodko-słonej marynacie oraz zrumienionych pieczarek i cebuli... A wszystko zapieczone pod grubą warstwą tartej mozzarelli. Cudownie pocieszający comfort food i niezwykłe, bogate danie w jednym... Poezja! Polecam bardzo, bardzo gorąco!

 

Przepis autorski.

 

Fusilli z kurczakiem i pieczarkami w kremowym sosie z pesto, zapiekane z mozzarellą

Składniki (2-3 porcje):

  • 200 g makaronu fusilli
  • 250 g piersi z kurczaka
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki + 1/2 łyżeczki curry
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżeczka miodu
  • 100 g pieczarek, niewielkich
  • 1/2 cebuli
  • sól

Makaron ugotować w osolonej wodzie, aby był al dente, odcedzić.

Kurczaka umyć, osuszyć, a następnie pokroić w kostkę. W misce wymieszać 2 łyżki oleju, paprykę, miód i curry, doprawić lekko solą. Do marynaty włożyć kurczaka, odstawić. W międzyczasie posiekać cebulkę. Na dużej patelni rozgrzać pozostałą łyżkę oleju, wrzucić cebulkę i zeszklić. Pieczarki umyć i pokroić w plasterki, dodać do cebuli i smażyć kilka minut, aż odparuje z nich woda. Dodać kurczaka razem z marynatą i smażyć wszystko 10 do kilkunastu minut na małym ogniu, aż grzyby się przyrumienią, a kurczak lekko zezłoci.

Kremowy sos beszamelowy z pesto i mozzarellą:

  • 1 łyżka mąki
  • 1 łyżka masła
  • 350 ml mleka (lub śmietanki)
  • sól
  • 3 łyżki pesto bazyliowego (klasycznego, zielonego)
  • 100 g mozzarelli, startej

W rondelku roztopić masło, dodać mąkę i krótko zasmażyć. Następnie powoli, stopniowo wlewać mleko, mieszając, aż do uzyskania gładkiego, gęstego sosu (będzie to trwało dobre kilka minut). Następnie dodać pesto, wymieszać, doprawić solą. Dodać 30 g startej mozzarelli, wymieszać. Sos dodać na patelnię z kurczakiem i grzybami (wyłączony palnik ;)), dorzucić makaron i wszystko dobrze wymieszać. Wyłożyć do natłuszczonej formy żaroodpornej, wyrównać i posypać resztą sera. Zapiekać ok. 10 minut w 180 stopniach, aż mozzarella się roztopi.



Smacznego!!! *____*

 

niedziela, 07 lipca 2013

 

Szybko i krótko. Ostatnio tylko tak się da.

Ponieważ akcja truskawkowa na Mikserze zbliża się ku końcowi, publikuję dziś już ostatni przepis na ciasto z tymi owocami w roli głównej.

Chciałam od dawna zrobić proste kruche z owocami. Ale musiałam oczywiście dodać coś od siebie. Maślane ciasto zrobiłam więc w wersji kakaowej, zaś po warstwą truskawek umieściłam warstwę czekoladowego budyniu. Na to czekoladowa kruszonka... Pyszności! Polecam ;).

 

Inspiracja: przepis stąd, ja jednak wszystko zrobiłam po swojemu: kruche ciasto, budyń, nadzienie, owoce itp. Podaję finalnie własną wersję.

 

Kruche maślane ciasto kakaowe (forma ok. 25x35cm):

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 3 łyżki kakao
  • 3 żółtka
  • 200g masła
  • 150 g cukru

W misce wymieszać mąkę, kakao i cukier, następnie dodać żółtka oraz pokrojone w kostkę masło. Następnie zagnieść szybko, formując kruszonkę, a później gładką kulę ciasta. Połowę włożyć do lodówki, połowę zaś rozwałkować na prostokąt wielkości formy. Formę natłuścić i wysypać bułką, a następnie przełożyć do niej rozwałkowane ciasto, wyrównując. Podpiec w 180 stopniach przez ok. 15 minut.

Ponadto:

  • 1 opakowanie budyniu czekoladowego (takiego na 500 ml mleka), niesłodzonego
  • 370 ml mleka
  • 3 łyżki cukru
  • 500 g truskawek
  • 2 łyżki cukru pudru

Budyń przygotować w 350 ml mleka (czyli mniej niż na opakowaniu) z dodatkiem 3 łyżek cukru. Truskawki umyć, usunąć szypułki i pokroić na połówki. Na warstwie ciasta w foremce  rozsmarować budyń, na niego położyć truskawki. Oprószyć cukrem pudrem. Na wierzch zetrzeć na tarce resztę ciasta. Piec w 180 stopniach przez ok. 50 minut, umieszczając blachę na dole piekarnika.

Smacznego!!! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

 
1 , 2