Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi
wtorek, 30 października 2012

 

A dziś, na zakończenie Festiwalu Dyniowego, ostatni mój przepis z dynią w roli głównej. Tym razem coś na słodko, jednak nie do końca deserowo. Oto bowiem przedstawiam wam zupę dyniowo-mleczną na słodko z zacierkami.

Uwielbiam mleczne zupy – te gęste, kaloryczne, jakie podaje się dzieciom w przedszkolach lub w szpitalach. Koniecznie z dużą ilością cukru – tak, aby chrzęścił między zębami ;). Wszelkim dietetycznym płatkom, a już tym bardziej (o zgrozo!) owsiankom na wodzie mówimy stanowcze NIE!

Kiedy więc zobaczyłam przepis na tę zupę, wiedziałam, że będzie mi smakować. I tak też się stało. Gęsta, aromatyczna, z wyczuwalnym smakiem puree dyniowego, ugotowana na pełnym mleku z dodatkiem wanilii. I oczywiście na koniec odpowiednio dosłodzona cukrem ;). Prawdziwy comfort food! Polecam! :)

Przepis z bloga Every Cake You Bake, podaję po moich zmianach.

 

Składniki (na ok. 3 miseczki):

  • 400 g dyni, obranej i wypestkowanej
  • szklanka wody
  • 1 jajko
  • 100 g mąki
  • 1 litr mleka
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (lub kilka kropel olejku)
  • cukier do smaku (lub cukier puder, jeśli nie lubimy „grudek” między zębami – ja uwielbiam J), 1-2 łyżki na porcję

Dynię pokroić w kostkę, zalać wodą i ugotować na miękko (ok. 25 minut). Następnie odcedzić i dokładnie zmiksować blenderem na gładkie puree.

Z mąki, jajka, szczypty soli i odrobiny wody zagnieść ciasto, wyrabiając „kruszonkę”. W garnku zagotować mleko, doprawić wanilią. Następnie wrzucać na mleko drobne zacierki i gotować kilka minut, lekko mieszając, do pożądanego stopnia miękkości. Do zupy dodać puree z dyni, wymieszać dokładnie i chwilę pogotować. Doprawić do smaku cukrem. Rozlewać do miseczek ciepłą zupę mleczną, docukrzając ją do smaku wedle własnego gustu.

 

Smacznego!!! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

Tagi: dynia wanilia
17:42, nashelly , Desery
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 października 2012

 

Jestem głucha na jedno ucho. Zabierać mi jedną z niewielu rzeczy, które nazwać mogę „pasją”? O nie, ktoś tu za bardzo już nadweręża moje nerwy. Cóż, poczekamy, zobaczymy. Ten tydzień będzie ciężki do przetrwania. Plusy? Odnalezienie „straconej godziny”…?

***************

Tę zapiekankę zrobiłam sobie na obiad, gdy byłam sama w domu. Rodzina nie lubi smaków „barbecue”, nie lubi też moich „eksperymentów” – ba, mówią nawet, że nie lubią zapiekanek, co oczywiście jest wierutnym kłamstwem – nie wiem, czy chodzi o zrobienie mi na złość, czy o wieczne odchudzanie się, bo zapiekanki przecież zawierają zakazany SER? Och.

W każdym bądź razie, każdy, kto nie jadł, niech żałuje, bo potrawa wyszła przepyszna. Wiedziałam, że tak będzie już gdy zobaczyłam ją na blogu How Sweet Eats, z tym, że tam figuruje pod nazwą BBQ Chicken Dip. No i właśnie – bo z nazwaniem tego specjału również mam niemały kłopot. Część zjadłam tak, o, bez niczego – ale tylko część, gdyż danie jest zbyt mocno przyprawione i nie pasuje do jedzenia „ot, tak sobie” (w sensie dania obiadowego oczywiście, bo to co można wyjadać łyżeczką „między posiłkami” ze słoiczka albo miski to już inna sprawa :D). Część natomiast wymieszałam z makaronem. Jednak oczywiście oryginalny sposób podania – jako dip do krakersów albo tortilli – również sprawdziłby się smakowicie. To już zależy od Waszej inwencji. Ja jedynie mogę powiedzieć, że było przepyszne. Kremowy serek, lekko skarmelizowana cebula, sos czosnkowy, kurczak pieczony w maśle i w przyprawach, morze sosu barbecue no i oczywiście stopiony ser… To nie mogło się nie sprawdzić *___* Polecam gorąco!

Przepis z bloga How Sweet Eats, podaję po moich modyfikacjach.

 

Składniki (na 2 porcje obiadowe lub naczynie dipu):

  • 200 g piersi z kurczaka
  • 1 łyżka masła, stopionego
  • sól, pieprz
  • 1/4  czerwonej cebulki, posiekanej
  • 1 łyżeczka oliwy
  • 1/2  łyżeczki cukru
  • 100 g serka kremowego (np. Twój Smak bądź Philadelphia)
  • 2 łyżki majonezowego sosu czosnkowego (lub majonez + zmiażdżony ząbek czosnku)
  • 5 łyżek sosu barbecue
  • 1 łyżka tartego parmezanu
  • 40 g tartej mozzarelli
  • do podania: makaron, krakersy, nachosy itp.

Kurczaka pokroić w kostkę, natrzeć masłem, doprawić solą i pieprzem. Włożyć do naczynia żaroodpornego i piec w 225 stopniach przez ok. 50 minut. Następnie ostudzić, porwać na kawałki.

Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić cebulę i podsmażać przez ok. 5 minut. Następnie dodać cukier i karmelizować przez kilka minut, co jakiś czas mieszając. Odłożyć.

W misce wymieszać serek kremowy, sos czosnkowy, 1 łyżkę sosu barbecue, parmezan i cebulkę. Dodać kurczaka, połączyć. Niewielkie naczynie żaroodporne natłuścić, wyłożyć do niego masę serowo-mięsną, wyrównać. Następnie rozsmarować warstwę sosu barbecue i posypać wszystko tartym serem. Zapiekać w 225 stopniach przez ok. 20 minut. Serwować z ulubionymi dodatkami.



Smacznego!!! *_*

 

piątek, 26 października 2012

 

Ostatnio liście jakoś dźwięczniej szeleszczą pod stopami. Wiatr, chociaż zimny i przenikliwy, zatrzymuje się jedynie na nieosłoniętych niczym dłoniach. Sen smakuje jeszcze lepiej, a i sumienie nie zabrania mi w pełni z jego przyjemności korzystać. Muzyka brzmi nieco lżej. Wiem, że to tylko ta krótka chwila, zanim wielkie mokre krople nie zdążą cię jeszcze dosięgnąć, gdy stoisz podczas ulewy pod młodym, rozłożystym drzewem. Ale przynajmniej przez ten moment uchylasz się od moknięcia.

*************

A dziś – trochę odpoczynku od wszędobylskiej dyni (bo jeszcze jeden przepis z tym warzywem w roli głównej na pewno na blogu się znajdzie). Ciasto, o którym wspominałam już przy publikacji tego obłędnie czekoladowego wypieku Nigelli. Zabieram się więc do prezentowania.

Mówiłam nie raz, że uwielbiam wręcz przekładane, ciężkie, słodkie i kaloryczne ciasta i torty. I bazy deseru nie musi wcale stanowić suchy, lekki biszkopt – o nie, nawet do kremu najlepiej smakuje ciężki, maślany, ucierany, aromatyczny wypiek. Dlatego też również to mocno czekoladowe ciasto postanowiłam przełożyć przepysznym kremem, tworząc niebanalny, słodki i cudowny mały torcik. Zdecydowałam się na mleczny krem – z mleka w proszku, masła, cukru i odrobiny wanilii. Z mojego ulubionego przepisu – nie za dużo mleka w proszku, ale też nie za dużo masła, równowaga idealna. Ciasto może kojarzyć się z powszechnie znaną Mleczną Kanapką (u mnie – tutaj, klik), lecz, jak już mówiłam, nie piekłam go na biszkopcie, lecz na mocno czekoladowym, ciężkim, ucieranym cieście. Ponadto – wykonałam torcik w kształcie serca, wycinając je z upieczonego już ciasta, i udekorowałam punkcikami kremu za pomocą szprycy. Nie, nie był to wypiek specjalnie „na jakąś okazję”, po prostu – miałam ochotę pobawić się w „małego artystę”. Efekt? Śliczne, urocze, przepyszne wręcz ciasto – mocno czekoladowe, mocno mleczne, aromatyczne, maślane i słodkie – takie, jak uwielbiam. Polecam gorąco!

Przepis na ciasto czekoladowe stąd, ogólna koncepcja – autorska.

 

Składniki na ciasto czekoladowe (tortownica 18-20 cm):

  • 150 g mąki pszennej
  • 1/3 łyżeczki sody
  • 35 g kakao
  • 170 g cukru
  • 100 g gorzkiej czekolady, drobno posiekanej
  • 120 g miękkiego masła
  • 2 małe jajka
  • 60 g kwaśnej śmietany
  • 80 ml wrzącej wody

Masło utrzeć mikserem na puch, a następnie dodawać po jednym jajka, wciąż miksując.
W innej misce wymieszać dobrze mąkę, sodę, cukier i kakao. Mieszankę stopniowo dodawać do masy maślano-jajecznej, wciąż miksując. Wlać śmietanę, dokładnie połączyć. Powoli dolewać wrzącą wodę, nie przerywając miksowania, na końcu zaś dodać czekoladę, dokładnie połączyć i mieszać do rozpuszczenia się czekolady.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boki zaś natłuścić. Ciasto przelać równomiernie do formy. Piec ok. 50-55 minut w 180 stopniach.

Ciasto dobrze wystudzić, zdjąć obręcz formy. Górę wyrównać nożem, wykroić z ciasta jak największe serce. Przekroić je na dwa plastry. Część pozostałych skrawków ciasta pokruszyć.

 Składniki na krem:

  • 100 g miękkiego masła
  • 1 szklanka mleka w proszku
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 50-70 g cukru pudru
  • 1/4 szklanki mleka

Miękkie masło utrzeć na puch. W rondelku umieścić cukry i mleko, zagotować na niewielkim gazie i potrzymać do rozpuszczenia się cukru. Dobrze wystudzić. Zimny płyn stopniowo dodawać do masła, wciąż ucierając. Wsypać przesiane mleko w proszku i miksować do uzyskania gładkiego kremu.

Ponadto:

  • 1/3 szklanki mocnej, słodkiej herbaty
  • 1 łyżka spirytusu

Herbatę wymieszać ze spirytusem.

Na paterze bądź dużym talerzu umieścić pierwszy plaster ciasta, nasączyć go słodką herbatą. Na to rozsmarować prawie cały krem, przykryć drugim blatem. Gwiaździstą końcówką tutki zrobić na torciku dekoracje z kremu, talerz udekorować pokruszonymi kawałeczkami ciasta. Schłodzić w lodówce.

 

Smacznego! :)

 

środa, 24 października 2012

 

Zupy. Pisałam już o tym, że nigdy nie byłam ich wielbicielką, wymieniałam też te „wyjątki”, które wręcz uwielbiam – nie będę się więc powtarzać. Nawet zupy-kremy, choć spodziewałam się czegoś innego, nie zyskały mojej szczególnej sympatii (może za wyjątkiem tego pysznego kremu z kukurydzy i zupy serowej z porami, grzankami i klopsikami mojej Mamy). W każdym bądź razie – zupa, a właściwie zupa-krem, którą zaprezentuję Wam dzisiaj, złamała nieco moją złą opinię o tego typu daniach, gdyż zasmakowała mi nawet bardzo.

Krem przyrządziłam z pieczonej dyni – z dodatkiem oliwy i aromatycznych przypraw (czosnku, kuminu, gałki muszkatołowej i oczywiście szałwii) – zmiksowałam ją blenderem, a następnie dodałam lekki bulion. Doprawiłam zupę solą i pieprzem, a całość podałam w towarzystwie prażonych pestek dyni oraz kleksów gęstej, kwaśnej śmietany (niewidoczne na zdjęciu). Polecam!

Przepis pochodzi z magazynu Kuchnia, podaję po moich modyfikacjach.

 

Składniki (na 3 porcje):

  • 70 dag dyni, obranej i wypestkowanej
  • 550 ml lekkiego bulionu warzywnego lub drobiowego
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1 łyżeczka suszonej szałwii
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
  • 4 łyżki pestek dyni
  • 3 łyżki gęstej śmietany

Dynię pokroić w plastry o grubości ok. 2 cm, rozłożyć na blasze. W misce wymieszać oliwę, kumin, szałwię, gałkę, zmiażdżony czosnek, doprawić solą i pieprzem. Mieszanką natrzeć dokładnie plastry dyni. Piec ok. 25 minut w 200 stopniach – aż stanie się miękka.

Pestki dyni uprażyć.

Następnie dynię zmiksować na gładko blenderem wraz z przyprawami i dolać gorący bulion, dobrze wymieszać. Doprawić do smaku, jeśli trzeba. Krem rozlać do talerzy, posypać pestkami i udekorować kleksem gęstej śmietany.

 

Smacznego!

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

wtorek, 23 października 2012

 

Wyjątkowo słoneczny mieliśmy ten weekend. Nie, żeby jakkolwiek mnie to cieszyło - wręcz przeciwnie. Ale słyszałam że już, stopniowo, ma się ochładzać. Jesień. Październik, listopad. Zima. Zawsze tak samo?...

A dzisiaj prezentuję kolejny specjał z udziałem dyni, tym razem coś na słodko. Przepyszne, kremowe trifle - całkowity wytwór mojej własnej fantazji. Jest tu więc mocno czekoladowe, mięsiste ciasto (u mnie - z tego przepisu, klik). Można zastąpić czekoladowym biszkoptem, lecz to już nie będzie to samo ;). Nasączyłam je mocną, słodką herbatą z alkoholem. Kolejna warstwa to delikatne, słodkie, kremowe puree z dyni - z korzennymi przyprawami i śmietanką. Następnie - słodka, bita śmietanka (polecam Piątnicę 36 % w kubeczku - jest tak gęsta, że nie trzeba jej nawet ubijać), a na wierzchu - płatki migdałowe, rodzynki w alkoholu i okruchy czekoladowego ciasta. Mmm *___* Kremowe, słodkie, aromatyczne... No po prostu... niebo w gębie! Polecam gorąco!

 

Przepis autorski.

 

Składniki (na 2 niewielkie pucharki):

  • 2 plastry ciasta czekoladowego, pokrojonego w kostkę (np. z tego przepisu)
  • 200 g obranej dyni
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 3/4 łyżeczki cynamonu
  • szczypta imbiru
  • 200 g śmietanki kremówki 30 lub 36 % (najlepsza Piątnicy w kubeczku)
  • garść rodzynek
  • 4 łyżki spirytusu
  • 1/2 szklanki mocnej, słodkiej herbaty
  • garść płatków migdałowych
  • garść okruchów czekoladowego ciasta

Rodzynki wsypać do miseczki, 1/2 szklanki gorącej wody wymieszać z połową spirytusu i zalać mieszanką rodzynki. Odstawić na 1-2 godziny.

Dynię pokroić w kostkę, ugotować na miękko w wodzie (ok. 20 minut), następnie odcedzić i zmiksować blenderem na gładkie puree. Śmietankę ubić na sztywno, 2 łyżki wymieszać z dynią, resztę odłożyć. Dynię doprawić 2 łyżkami cukru pudru, cynamonem i imbirem, wymieszać, odstawić do całkowitego wystudzenia.

Ubitą kremówkę wymieszać z 1 łyżką cukru pudru. Wystudzoną herbatę wymieszać z 2 łyżkami spirytusu - to będzie nasz poncz.

Na dnie pucharków ułożyć pokrojone w kostkę ciasto, nasączyć je ponczem. Na to wyłożyć po połowie puree dyniowego, a następnie bitą śmietankę. Rodzynki odsączyć, posypać nimi deser. Posypać również migdałowymi płatkami i okruchami z ciasta. Wstawić do lodówki do schłodzenia.

 

Smacznego!

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

niedziela, 21 października 2012

 

Sezon na dynię w pełni, spieszę więc z publikacją przepisów, aby zdążyć z wszystkimi przed zakończeniem Festiwalu ;)

Dzisiaj szybko, bo weny nie mam w ogóle. Proste, tradycyjne placuszki z surowej dyni – podobne do placków ziemniaczanych, lecz lżejsze, delikatniejsze i bardziej „neutralne” w smaku – choć to oczywiście zależy od tego, czy i jakich użyjemy przypraw. Ja swoje przyprawiłam szałwią (do dyni pasuje wręcz idealnie!), imbirem, pieprzem, solą. Podać je można zarówno na słono, jak i na słodko – i nie, użycie soli i pieprzu nie powoduje u mnie dyskwalifikacji słodkiego sposobu podania, wręcz przeciwnie – uwielbiam takie mariaże smakowe ;). Tak więc – część placków zostało zjedzonych z cukrem i śmietaną, część – z sosem czosnkowym i kaparami, ale najwięcej z domowym sosem pomidorowym (klik). Pychota! ;) Polecam serdecznie!

Przepis z Kwestii Smaku (klik), zmieniłam jednak przyprawy i podałam je wg własnego uznania. Podaję po moich modyfikacjach.

 

Składniki (na ok. 10 placków)

  • 200 g surowej, obranej dyni
  • 1 duże jajko
  • 1,5 łyżki masła
  • 1/2  szklanki mąki
  • 1 łyżka suszonej szałwii
  • 1/2  łyżeczki suszonego imbiru
  • sól, pieprz
  • olej do smażenia
  • do podania: sos pomidorowy, sos czosnkowy, kapary lub też śmietana i cukier

Dynię zetrzeć na tarce, pozostawić na sicie na kilkanaście minut do odsączenia. Żółtko oddzielić od białka. Masło stopić, wystudzić, wymieszać z żółtkiem, białko zaś ubić na sztywno ze szczyptą soli.

Dynię zmiksować z żółtkiem z masłem, mąką, imbirem, szałwią, doprawić solą i pieprzem, delikatnie wymieszać z białkiem. Na patelni rozgrzewać olej, formować małe placuszki i smażyć je po kilka minut z każdej strony, do zrumienienia.

Podawać z sosem pomidorowym, sosem czosnkowym lub innym ulubionym sosem bądź też na słodko – z kleksem kwaśnej śmietany i sporą dawką cukru.

 

Smacznego!!! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

piątek, 19 października 2012

 

Pierwszy raz niewątpliwą przyjemność kosztowania dyni miałam zaledwie w zeszłym roku - i to tylko dlatego, że sama ją zrobiłam. Rozłupywałam, obierałam i kroiłam tego wielkiego potwora chyba ze dwie godziny, kalecząc przy tym sobie palce niezliczoną ilość razy. Na przekór jednak, tak ciężka do przygotowania, dynia zasmakowała mi przeogromnie. Przyrządziłam wtedy sałatkę z dyni, rokpola i włoskich orzechów z sosem vinaigrette. Smakowała wręcz obłędnie, lecz uraz do obróbki mechanicznej warzywa pozostał - i nie więcej ruszyłam dyni w ubiegłym sezonie ani razu.

W tym roku przyrzekłam sobie, że będzie inaczej. I faktycznie - obietnicy dotrzymałam już teraz. W zeszłym tygodniu rozłupałam, wypestkowałam i pokroiłam pięciokilogramową hokkaido. Nie obyło się bez strużki krwi płynącej z dwóch palców, ale cóż, bez poświęceń nic się nie osiągnie.

Smakowitego, pomarańczowego wnętrza dyni wyszło naprawdę wiele - już do dnia dzisiejszego wykonałam z niej cztery dania, a kilka kawałków leży wciąż w spiżarce. Z publikacją przepisów czekałam jednak do rozpoczęcia Festiwalu Dyniowego 2012, aby po raz pierwszy mieć zaszczyt w tej oto akcji uczestniczyć.

Dzisiaj prezentuję pierwszy ze smakołyków, od dawna już na mojej liście "do zrobienia". Mac `n cheese w wersji dyniowej - czyli uroczy makaron conchiglie (małe muszelki), puree z pieczonej dyni, sos z mleka, tartej goudy i parmezanu, a także morze przypraw: z szałwią i gałką muszkatołową na czele. Wszystko zapieczone pod warstwą tartej bułki. Coś pysznego, prawdziwy comfort food! Polecam gorąco - a reszta dyniowych smakołyków już niebawem!

Przepis pochodzi z bloga Brown Eyed Baker (klik), jednak zamiast squasha użyłam dyni hokkaido, zmieniłam nieco proporcje i doprawiłam danie według własnego uznania. Podaję po moich modyfikacjach.

 

Składniki (na 3 porcje):

  • 200 g drobnego makaronu (np. kolanka, świderki, małe muszelki - nie typu "długiego" jak spaghetti czy fettuccine)
  • 450 g surowej dyni, pokrojonej w kostkę
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • 1/2 szklanki lekkiego bulionu drobiowego lub warzywnego
  • 3/4 szklanki mleka
  • 80 g startej mozzarelli
  • 60 g startego parmezanu
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki tartej bułki
  • 1 łyżka suszonej szałwii

Makaron ugotować w osolonej wodzie, aby był al dente, odcedzić.

Do garnka wlać bulion, włożyć dynię, doprawić solą, pieprzem i sporą szczyptą gałki muszkatołowej. Przykryć pokrywką, zagotować i gotować, aż warzywo całkiem zmięknie - ok. 20 minut. Po tym czasie bulion wylać, a dynię rozgnieść blenderem na puree. Następnie dodać mleko, połowę mozzarelli i cały parmezan. Garnek umieścić na gazie i podgrzewać, mieszając, do czasu, aż sery się roztopią, a całość nabierze konsystencji gęstego sosu.

Masło umieścić w rondelku, roztopić i podgrzewać na niewielkim gazie, aż "zbrązowieje" - trwa to kilka minut. Takie "brown butter" jest popularne np. w daniach amerykańskich i nadaje potrawom ciekawego, orzechowego posmaku.

"Brązowe masło" wmieszać do sosu, doprawić szałwią, wymieszać. Wrzucić makaron, wymieszać, aby dobrze pokrył się sosem. Naczynie do zapiekania natłuścić, przełożyć do niego cały makaron z sosem. Posypać resztą mozzarelli i tartą bułką. Piec ok. 30 minut w 200 stopniach. Pyszności ;)

 

Smacznego!!!

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

czwartek, 18 października 2012

 

Nie wierzę, że to ciasto nie znalazło się jeszcze na blogu. Ileż to razy wspominałam o tym, jak bardzo ubóstwiam kajmak, jakim uwielbieniem darzę maślane, kruche ciasta (no dobrze, w tym wypadku to shortbread, ale rodzaj maślanego na pewno ;)) i mleczną czekoladę (nie wiem, czy mówiłam już o tym, że wolę mleczną od gorzkiej i się tego nie wstydzę - jeśli nie, znajdzie się to zapewne w którymś przyszłym poście). W każdym bądź razie, ciasto robiłam (parokrotnie, oczywiście ;)) dawno temu, a zdjęcia pochodzą jeszcze z czasów, kiedy nawet nie prowadziłam bloga ;)). Dzisiaj - jesiennie, ochota na słodkie nieodparta - więc to obłędnie słodkie i przepyszne ciasto właśnie publikuję.

Jest tylko jedna rzecz, która mnie martwi. Karmelowy shortbread jadłam jakiś czas temu w pewnej sieciowej kawiarni. Oczywiście, było przepyszne, ale... aż tak jak kiedyś mi nie smakowało. Czyżbym traciła uwielbienie dla kajmaku? :( Może. Jeśli jednak przeszło ono w bezwarunkową miłość do masła - jestem w stanie przystać na taką opcję ;).

Kruche ciasto milionera, czyli millionaire`s shortbread - maślany, słodki, kruchy shortbread przykryty pyszną masą kajmakową i mleczną czekoladą. Czasem lubię posypać deser szczyptą soli - uwielbiam takie połączenie smaków. Słodycz do potęgi n-tej, coś przecudownego. Bo dla mnie pojęcie "za słodkie" nie istnieje ;). Polecam gorąco!

Przepis powszechnie znany.

 

Klasyczne kruche ciasto maślane:

  • 150 g mąki pszennej
  • 100 g masła
  • 50 g cukru
  • 1 żółtko (ew.)

Z podanych składników szybko zagnieść kruche ciasto - najpierw siekając masło, później rozdrabniając całość palcami. Wstawić do lodówki do schłodzenia na kilkanaście minut. Formę natłuścić i wysypać bułką, rozwałkowanym ciastem wylepić formę. Ponakłuwać widelcem. Piec w 180 stopniach przez 7 minut z obciążeniem i 8 minut bez obciążenia. Odstawić do wystudzenia.

Ponadto:

  • 400 g masy kajmakowej (z puszki lub też mleka skondensowanego słodzonego gotowanego przez 2 godziny)
  • 200 g mlecznej czekolady
  • 1 łyżka masła
  • opcjonalnie: szczypta soli

Na wystudzonym spodzie rozsmarować warstwę masy kajmakowej, wyrównać. Czekoladę z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej, a następnie polać nią ciasto i równomiernie rozprowadzić. Opcjonalnie można posypać ciasto szczyptą soli. Wstawić do lodówki do zastygnięcia czekolady, a później kroić w kwadraty.

 

Smacznego!!!

 

wtorek, 16 października 2012

 

Wspominałam kiedyś o tym, że nie przepadam za czekoladowymi ciastami. W gruncie rzeczy - po części jest to prawda, bowiem jest milion innych rzeczy, deserów i nie tylko, które bez wahania wybrałabym zamiast czekoladowego ciasta. Jeśli już mam okazję takie zjeść - do moich przysmaków należą te przekładane kremem maślanym, mascarpone itp. I to właśnie nie chodzi o kakaowe biszkopty - słodyczy nigdy nie jest mi dosyć, także nawet do tortów i przekładańców zdecydowanie wolę używać ciast z dodatkiem masła, orzechów bakalii i tym podobne.

Powiem prawdę - to ciasto również przyrządziłam w celu przełożenia go przepysznym kremem (o czym zapewne na blogu niebawem ;)). Część jednak postanowiłam przeznaczyć do jedzenia "samego w sobie" - myślałam sobie, że najwyżej będzie dla rodziny, albo zaproszę kogoś znajomego, czekoladowe ciasto zawsze znajdzie amatorów. Kiedy jednak wyjmowałam gotowy wypiek z piekarnika, pierwszymi słowami, jakie wypowiedziałam, było: OMG. Nieziemsko wręcz pachnące czekoladą i kakao, wilgotne, mięsiste - ale nie gliniaste i ciężkie jak brownies, za którymi specjalnie nie przepadam. Ponadto idealnie wręcz wyrosło. To ciasto zachowuje swoją "pieczoną strukturę", nie smakuje jak trufla, jednocześnie jest mięciutkie i obłędnie wręcz... czekoladowe. Samo w sobie stanowi naprawdę pyszny deser, a nasączone kakaowym syropem staje się jeszcze bardziej dekadenckie. Także muszę zwrócić honory czekoladowym ciastom - choć głównie chyba brawa należą się Nigelli, która w prostych, czekoladowych smakołykach jest niekwestionowaną mistrzynią ;). Polecam!

Przepis Nigelli, nieznacznie go jednak zmieniłam - i po moich modyfikacjach podaję.

 

Składniki na ciasto (tortownica 18-20 cm):

  • 150 g mąki pszennej
  • 1/3 łyżeczki sody
  • 35 g kakao
  • 170 g cukru
  • 100 g gorzkiej czekolady, drobno posiekanej
  • 120 g miękkiego masła
  • 2 małe jajka
  • 60 g kwaśnej śmietany
  • 80 ml wrzącej wody

Masło utrzeć mikserem na puch, a następnie dodawać po jednym jajka, wciąż miksując.
W innej misce wymieszać dobrze mąkę, sodę, cukier i kakao. Mieszankę stopniowo dodawać do masy maślano-jajecznej, wciąż miksując. Wlać śmietanę, dokładnie połączyć. Powoli dolewać wrzącą wodę, nie przerywając miksowania, na końcu zaś dodać czekoladę, dokładnie połączyć i mieszać do rozpuszczenia się czekolady.
Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia, boki zaś natłuścić. Ciasto przelać równomiernie do formy. Piec ok. 50-55 minut w 180 stopniach.

Składniki na syrop:

  • 1/2 łyżeczki kakao
  • 60 ml wody
  • 50 g cukru
  • 10 g startej gorzkiej czekolady do posypania

W rondelku umieścić wodę, kakao i cukier, a następnie zagotować, mieszając. Gotować miksturę przez kilka minut, aby cukier lekko się skarmelizował, a syrop stał się klejący. Jeszcze ciepłe ciasto wyjąć z obręczy i polać gorącym syropem.

Wystudzone posypać startą czekoladą. Czekoladowe niebo!

 

Smacznego!

 


sobota, 13 października 2012

 

Rzadko piekę bułeczki, rogaliki czy też proste drożdżówki z owocami. Nie dlatego, żebym ich nie lubiła – lubię, i to nawet bardzo (szczególnie te najtłustsze – pączki z kremem lub konfiturą i grubą warstwą lukru, echh…*__*), po prostu – w moim domu nikt specjalnie nie cieszy się na nowy wypiek, każda próba „uszczęśliwienia” rodziny jakimś smakołykiem kończy się wyrzutem typu: „Boże, znowu jakieś ciasto, chcesz żebym była gruba!”. A, co wiadome, pączków albo rogali nie piecze się w ilości jednego, trzeba od razu zrobić większą porcję – i także od razu te pyszności zjeść, bo, w przeciwieństwie do innych wypieków, szybko tracą świeżość. No i poza tym – akurat pączki, drożdżówki czy rogaliki bardzo dobre kupić można w okolicznych piekarniach. Na razie więc – jestem zmuszona trzymać się od nich z daleka… A szkoda…

W zeszłym jednak roku nadarzyła się raz pewna okazja – w lodówce czekało pół wiaderka mielonego sera na serniki, rodzina od ciasta wzbraniała się rękami i nogami, a z serem przecież trzeba było coś zrobić. Wtedy też zdecydowałam się upiec serowe rogaliki – na bazie ciasta na popularny rugelach, jednak nadzienie wymyśliłam całkiem sama. Połowę z nich już miałam przyjemność tutaj prezentować – tak, właśnie tak, chodzi o zeszłoroczne rogaliki pizzowe z twarogu (klik). Ale wtedy właśnie zrobiłam też ich inną wersję: z nadzieniem z karmelizowanych jabłek i słodkim lukrem. Miałam przepis i zdjęcia w zanadrzu już od dawien dawna – ale jakoś nie było po prostu okazji ich opublikować! Przez rok, hahaha. W każdym bądź razie, między innymi w związku z durszlakową akcją Rogate wypieki, robię to teraz – nie jest to co prawda tłusty, słodki pączek, tarta z morzem karmelu ani tort z maślanym kremem, ale bardzo sympatyczne, nie za słodkie, aromatyczne rogaliki – w sam raz na trwający w pełni sezon jabłkowy ;). Zapraszam!

Przepis na ciasto „rugelach” – powszechnie znany, na nadzienie – autorski. Z uwagi na to, że robiłam je dawno temu, proporcje mogą nie być dokładne – ale idea zostaje ta sama ;).

 

Składniki na ciasto (16 mini-rogalików):

  • 120 g mielonego twarogu lub serka kremowego (może być "wiaderkowy")
  • 120 g mąki
  • 120 g masła

Masło rozetrzeć mikserem, zmiksować dokładnie z twarogiem. Następnie dodać mąkę, zagnieść gładkie ciasto. Włożyć je do lodówki na ok. 30 minut.

Schłodzone ciasto podzielić na dwie części. Każdą z nich rozwałkować cienko, a następnie podzielić na cztery części i każdą jeszcze na dwa, aby powstały trójkąty ciasta (ja zrobiłam co prawda jeden większy rogal i kilka mniejszych, lecz bardziej polecam wersję mini-rogalików).

Składniki na nadzienie:

  • 2 jabłka
  • 3 łyżki cukru
  • 3 łyżki wody
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 białko + 100 g cukru pudru (całego lukru z pewnością nie zużyjemy, jednak mniejszych proporcji niż na 1 białko raczej nie da się zrobić…)

Białko utrzeć z cukrem pudrem na gęsty lukier.

Jabłka obrać, usunąć gniazda nasienne i pokroić owoce na niewielkie kawałki. Wrzucić je do rondelka, podlać wodą i sokiem z cytryny, wsypać cukier i cynamon. Trzymać na ogniu do zagotowania, a następnie zminimalizować palnik i gotować do czasu aż jabłka zmiękną, a cukier się skarmelizuje.

Lekko przestudzone nadzienie rozkładać na rozwałkowane trójkąty z ciasta (starać się nadziewać je z szerszej strony, aby się nie rozpadły). Zwijać od szerszego do węższego brzegu, formując rogaliki, dobrze zaklejać, aby jabłka nie wyleciały. Przełożyć rogaliki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, następnie posmarować przygotowanym wcześniej lukrem. Piec ok. 25-35 minut w 180 stopniach (w zależności od wielkości naszych rogalików).

 

Smacznego :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

 
1 , 2