Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi

Poza kuchnią

piątek, 06 grudnia 2013

Witam serdecznie! :) Postanowiłam przygotować listę moich propozycji kulinarnych na Wigilię oraz Święta Bożego Narodzenia. Przygotowane przeze mnie dania w latach poprzednich, ale również będę listę sukcesywnie aktualizować.

Znajdziecie tu przepisy na świątecznie mięsiwa, wykwintne przekąski, dania wigilijne, słodkie prezenty własnej roboty oraz oczywiście mnóstwo pomysłów na pyszne, bożonarodzeniowe słodkości: ciasta, torty, pierniki, serniki i wiele więcej... Mam nadzieję, że ktoś się zainspiruje - zapraszam! :)

 

 

* * * ŚWIĄTECZNY OBIAD - MIĘSA * * *

 

    Indyk faszerowany bakaliami w miodowo-korzennej marynacie i słodkim sosie

    Piersi kaczki z jabłkami, majerankiem i wiśniowo-cebulowym sosem

 

 

* * * PRZEKĄSKI * * *

 

    Sałatki na świąteczną kolację

    Tort twarogowy z niebieskiego sera z szynką, winogronami i orzechami

    Kartoflaczek z cebulą i boczkiem

    Marchewki karmelizowane w maśle i cukrze

 



* * * SŁODKIE PREZENTY * * *

 

    Domowy kajmak / dulce de leche

    Domowa masa marcepanowa / marcepan

    Syrop piernikowy (korzenny)

    Krem pralinowy z orzechów laskowych / niemiecki nugat

* * * ELEGANCKIE CIASTA I SERNIKI * * *

 

    Stefanka na miodowych plackach z kremem z kaszki manny

    Kruchy kremowiec z powidłami i polewą kakaową

    Pani Walewska

    3 Bit

    Raffaello na krakersach z kremem budyniowym

    Tarta makowo-marcepanowa z pomarańczą

    Sernik z orzechami włoskimi w miodzie

    Sernik z orzechami włoskimi i sosem butterscotch

* * * CIASTECZKA I PIERNICZKI * * *

    Ciasteczka cynamonowe z mleczną czekoladą

    Pierniczki zdobione, radością i sercem

 

 

 * * * TORTY * * *

    Tort Bakaliowy Klejnot Orientu

    Tort Waniliowo-Laskowa Pralin

    Tort Korzenno-Miodowa Kremowa Poezja

    Tort Kajmakowy Orzech Włoski

    Tort Kokosowo-Malinowa Trufla

    Tort Ferrero Rocher

    Tort Dacquoise Bakaliowy jak od Sowy

    Tort Chałwowy z Czekowiśnią

 

 

* * * PIERNIKI I CIASTA PIERNIKOWE * * *

    Kostka piernikowa z marcepanem i powidłami

    Piernik z bakaliami i polewą z czekolady

    Ciasto korzenno-czekoladowe z miodem i bakaliami

niedziela, 15 września 2013

 

Bardzo w tym roku zaniedbałam się z domowymi przetworami. Zrobiłam tylko truskawkowy dżem z octem balsamicznym, a tak to chodziłam tylko między straganami na targu, podziwiając pyszniące się na nich owoce, i nie mogąc zmobilizować się do pracy. Ale na usprawiedliwienie mogę podać, że zdecydowanie bardziej lubię przetwory wytrawne. No właśnie, zrobiłam przecież niedawno przepyszny, domowy ketchup, i niebawem chyba powtórzę go, w nieco innej wersji.

A dziś prezentuję dwie propozycje do wytrawnej, domowej spiżarni. Pierwsza – klasyk, domowe, suszone pomidory, w oleju i aromatycznych przyprawach. Są po prostu zjawiskowe. Tak pachnące i pomidorowe, jak żadne, nawet najlepsze kupne. Z pomidorów lima po 2,50 za kg – to się nazywa biznes.

I drugi przysmak: słodko-kwaśny chutney z cebuli: białej, karmelizowanej i duszonej lekko w cukrze, z dodatkiem octu z białego wina, rodzynek i curry. Przepyszny! Uwielbiam takie przetwory. Gorąco więc polecam!



 

Chutney cebulowy z rodzynkami i curry

Przepis autorski.

Składniki (2 słoiczki):

  • 2 duże białe cebule (ok. 250 g)
  • 1 łyżka oliwy
  • 2 łyżki rodzynek sułtanek
  • 3/4 szklanki soku jabłkowego + woda
  • 40 g cukru
  • 1/2 łyżeczki curry
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1/2 łyżeczki ziaren kolendry, utłuczonych
  • 1 łyżka octu z białego wina
  • sól

Cebule obrać, pokroić w kosteczkę i zeszklić na oliwie. Dodać rodzynki, zalać sokiem i gotować na minimalnym ogniu kilkadziesiąt minut, mieszając i w razie potrzeby dolewając troszkę wody, aż cebula zmięknie. Gdy płyn już odparuje, a cebula będzie miękka, dodać cukier i przyprawy. Zagotować i gotować kolejne ok. 20 minut, aż cukier się skarmelizuje i utworzy się gęsta konfitura. Dodać ocet, doprawić lekko solą do smaku (lecz chutney ma być słodki!) i gotować jeszcze chwilę. Gotowy przetwór wkładać do wyparzonych słoiczków, można dodatkowo go zapasteryzować.



 

Suszone pomidory z ziołami w oleju

Przepis powszechnie znany.

Składniki (3 słoiczki):

  • 1 kg pomidorów podłużnych, np. odmiany Lima, o dużej ilości miąższu i małej pestek
  • cukier, sól, bazylia, oregano, czosnek suszony
  • 250 ml oleju roślinnego
  • 60 ml oliwy z oliwek

Pomidory przekrawać na pół, łyżeczką wydrążać gniazda nasienne. Osuszyć dokładnie ręcznikiem papierowym i ułożyć ciasno skórką do dołu na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Posypać niewielką ilością soli, cukru, bazylii i oregano. Wstawić do piekarnika nastawionego na 100 stopni z termoobiegiem i suszyć ok. 4-6 godzin, aż pomidory znacznie zmniejszą swoją objętość, jednak nie będą wciąż wysuszone na wiór. W międzyczasie wyprażyć słoiki w piekarniku nagrzanym do 130 stopni, a w rondlu rozgrzać olej wraz z oliwą. Doprawić lekko solą i czosnkiem. Suszone pomidory układać kolejno w wyparzonych słoikach, a następnie zalewać gorącą oliwą. Szczelnie zakręcać i pasteryzować jeszcze 15 minut, po czym zostawić w wyłączonym piekarniku do całkowitego wystudzenia.



 

Smacznego!!! :)

 

niedziela, 08 września 2013

 

Dziś po raz pierwszy gości na blogu potrawa, jakiej jeszcze nie jedliście. Choć, paradoksalnie, gości ona przerażająco często na wielu polskich stołach.

 

Składniki (porcji bardzo wiele):

  • 200 g niczego
  • 3 łyżki niczego
  • 1/2 szklanki niczego
  • dwie szczypty niczego
  • pęczek niczego

200 g niczego umyć, pokroić, usmażyć na 3 łyżkach niczego. Zalać 1/2 szklanki niczego, zagotować, doprawić niczym. Pod koniec pęczek niczego, posiekanego drobno.

 

 

***********

 

Żart? Niestety, ale nie. Tak właśnie wygląda posiłek 160 000 tysięcy Dzieci w naszym kraju.

Podziel się Posiłkiem to program społeczny zainicjowany w 2003 roku przez Danone`a, aby walczyć z niedożywieniem dzieci w Polsce. W ciągu tych dziesięciu lat wydanych zostało ponad 13 mln posiłków dla niedożywionych Dzieci. Niestety, wciąż jest to zbyt mało. Najnowsze badania pokazują, że z problemem głodu mierzyć się musi aż 162 tys. dzieci ze szkół podstawowych.

 

Jak można pomóc?

Wystarczy kupić jogurty Danone oznaczone logiem programu: Talerzykiem, w okresie od września do końca października bieżącego roku. Część zysków ze sprzedaży produktów przekazana zostanie na ufundowanie posiłków niedożywionym Malcom.

 

Aby dowiedzieć się więcej, kliknij na banerek poniżej!

poniedziałek, 03 czerwca 2013

 

Tak w przelocie, między jednym przepisem a drugim... Publikuję post poświęcony Liebster Blog Award ;).

Ostatnio bowiem otrzymałam dwie nominacje - od Piotrka z Taste Inspirations oraz od Natt z Cynamon.blogujaca.pl. Strasznie mi miło i dziękuję ogromnie za nominacje! :).

W zabawie brałam już udział jakoś w zeszłym roku, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby pobawić się ponownie! :) A więc - startujemy!

 

Od Piotrka (tasteinspirations):

  1. Czego byś nigdy nie zjadł/a ?

Ale mówimy o rzeczach określanych powszechnie jako „jadalne”? :D Jeśli tak, to… nie wiem, czy jest taka rzecz, której bym nie spróbowała ;). Do odważnych świat należy. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na skosztowanie insektów… Ale może właśnie tak, żeby udowodnić sobie, że mogę ;).

  1. Jaki jest twój ulubiony przepis na jajecznicę ?

Ooo, prezentowałam niedawno na moim blogu – klik. Kremowa, puszysta i bardzo delikatna. Ze śmietanką i… mąką! Gorąco polecam, naprawdę!

  1. Obiad na ostro czy na słodko?

Hmm, powiedziałabym – na słono :>. Za ostrymi smakami nie przepadam, a chociaż czasem bardzo lubię zjeść jakieś słodkie danie obiadowe (np. knedle ze śliwkami, kopytka z cukrem i bułką tartą, naleśniki z serem!), generalnie preferuję słony obiad. Choć, notabene, często dodaję do niego jakiś słodki akcent – np. owoce do gulaszu, miód do mięsa, konfitury do sera… O tak, to uwielbiam.

  1. Mięso czy warzywa ?

Mięso! Choć również bardzo lubię warzywa, zwłaszcza niektóre… To jednak mięso zawsze będzie na pierwszym miejscu.

  1. Przepisy sprawdzone czy eksperymentalne ?

Eksperymentalne! :D Zdecydowanie. Bo choć jest wiele sprawdzonych potraw, które uwielbiam, to… życie jest za krótkie, by wciąż gotować tak samo. A ja mam wciąż głowę pełną pomysłów na nowe dania.

  1. Jaki napój do obiadu ?

Zazwyczaj woda z cytryną, czasami lekko gazowana.

  1. Na deser słodycze czy owoce?

No, ba – co za pytanie, oczywiście, że słodycze! :). Nigdy nie miałam zamiaru zgrywać fanatyczki zdrowego żywienia. Żaden, nawet najlepszy owoc, nie pobije pysznego ciasta czy kremowego deseru ;). Nie znaczy to oczywiście, że ciągle je jem – cóż – niestety, nie można w życiu robić tylko tego, na co ma się ochotę… ;).

  1. Ulubiony kulinarny zakątek świata ?

Mówiąc szczerze, to chyba… Polska! ;). Uwielbiam nasze polskie mięsa, gulasze, wszelkie mączne potrawy: kopytka, kluski, pierogi… Najchętniej odsmażane ;). Przepadam za maślanym drożdżowym – no i zawsze bronić będę zdania, że nie ma genialniejszej receptury niż polskie, tradycyjne, maślane, bogate torty. A kto wciąż zastępuje je mascarpone albo jogurtowymi masami – ten nie wie, co traci ;).

Ponadto przepadam za kuchnią włoską, makarony mogłabym jeść bez końca – nawet te najprostsze, jak np. cacio e pepe. Ponadto – smaki orientalne: przyprawy korzenne, słodko-słone połączenia. Aromatycznie i oryginalnie.

  1. Ryż, Kuskus czy ziemniaki?

Ziemniaki, zdecydowanie ;). Nawet się nie zawahałam.

  1. Najdziwniejsze danie jakie jadłaś/eś ?

Hmm, trudne pytanie. Jakoś nic mi nie przychodzi do głowy. Może francuskie ślimaki albo gulasz z gardełek (sic?). Ale wiem, że to są dania już powszechnie znane. Dla mnie jednak wciąż lekko szokujące ;). Generalnie jednak przestaję już postrzegać jedzenie w kategoriach „dziwne-normalne”. Raczej doceniam w takich przypadkach inwencję kucharza.

  1. Ulubiona przekąska ? 

Lubię chipsy, słone orzeszki, ciasteczka (zwłaszcza te maślane!)… :D. Jak chyba każdy. Takie najprostsze potrawy przychodzą mi na myśl, gdy słyszę słowo „przekąska” ;). Ale generalnie takie kupne rzeczy jadam naprawdę bardzo rzadko – zazwyczaj jem to, co sama sobie przygotuję: aby więc poznać moje ulubione przekąski, wystarczy przejrzeć bloga ;).

 

Od Natt (cynamon.blogujaca.pl):

1)      Danie, które sprawia Ci najwięcej kłopotu…

Chyba wciąż: drożdżowe. Bo nie jestem wystarczająco silna, aby porządnie je wyrobić ;). I chyba nie znalazłam jeszcze swojego idealnego przepisu… No i wiecznie nie mogę wycelować momentu, kiedy ciasto jest już odpowiednio wyrośnięte, ale wciąż nie podchodzi za bardzo „drożdżami” ;).

2)      Lubisz gotować z „asystentami”?

To zależy. Z niektórymi – bardzo. Uwielbiam robić coś w kuchni i jednocześnie pomagać sobie, dzielić się wrażeniami, rozmawiać, nie tylko o jedzeniu ;). Ale są też osoby, z którymi gotować wręcz nie znoszę – tacy, którzy wiecznie pouczają, wiecznie się irytują i mają o wszystko pretensje. Wtedy gotowanie nie ma dla mnie sensu.

3)      Ilość składników dobierasz na oko czy odmierzasz każdą ilość?

To znaczy tak: dania komponuję i doprawiam autorsko, także robię je „na oko” albo raczej „na smak”, jednak staram się zapamiętać i zapisywać, ile czego dodałam – aby po pierwsze dokładnie opisać to na blogu i po drugie – pamiętać na drugi raz, jak ułożyłam potrawę, aby smakowała mi tak samo ;).

4)      Ciasta na kruchym czy biszkoptowym spodzie?

Na kruchym! Zdecydowanie. Ubóstwiam kruche, maślane ciasto… Najchętniej nawet torty jadłabym przekładane kruchymi blatami ;).

5)      Najlepszym wg. Ciebie Twoim daniem jest…

Trudno powiedzieć ;). Jestem dumna ze swoich tortów oraz z autorskich kompozycji, np. wytrawnych tart… Ale raczej na to pytanie powinni odpowiedzieć ci, którzy jedli  moje potrawy – np. rodzina czy znajomi ;).

6)      Starasz się wymyślać przepisy samodzielnie czy z pomocą książek, blogów, programów?

Staram się wymyślać samodzielnie – od dłuższego już czasu. Jednak przeglądam wiele kulinarnych pism, stron, książek i często coś mnie zainspiruje, coś dodam swojego, coś połączę… Ale finalnie robię po swojemu ;).

7)      Wysyłasz swoje przepisy do gazet?

Nie, nigdy jakoś nie przyszło mi do głowy. Może trochę szkoda… Ale zawsze byłam beznadziejna w kwestiach marketingowych ;)… :

8)      Inną dziedziną, w której odnajdujesz się równie dobrze co w kuchni jest…

Na pierwszym miejscu chyba: pisarstwo. Nie znaczy to, że pisuję książki do poduszki. Ale uwielbiam pisać i mówiąc nieskromnie, idzie mi to naprawdę dobrze. Uwielbiam bawić się językiem, przelewać na papier to, co siedzi mi w głowie. Tylko pomysłów trochę brak.

9)      Danie, którego nie przełkniesz..

Haha, odpowiadałam na podobne pytanie wyżej, pozwolę więc sobie przekopiować:

Ale mówimy o rzeczach określanych powszechnie jako „jadalne”? :D Jeśli tak, to… nie wiem, czy jest taka rzecz, której bym nie spróbowała ;). Do odważnych świat należy. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na skosztowanie insektów… Ale może właśnie tak, żeby udowodnić sobie, że mogę ;).

10)  Chciałabyś wydać własną książkę kucharską?

Jasne, że tak! Jak pisałam wyżej – równie ogromną frajdę, jak publikowanie własnych, autorskich potraw dałoby mi pisanie do nich wstępów: dygresji, przemyśleń, refleksji. Jednak na razie (i chyba na zawsze xd) nie mam co liczyć na jakiekolwiek propozycje xd.

11)  Dlaczego prowadzisz bloga?

Na początku założyłam bloga, bo na dysku piętrzyło mi się wiele zdjęć przygotowanych potraw… I nie chciałam, żeby wszystko, co „tworzę” w kuchni ot, tak, rozpływało się w powietrzu i „znikało” po pochłonięciu ostatniego kęsa ;). No i chciałam też mieć w jednym miejscu spisane to wszystko, co kiedykolwiek ugotowałam: żeby stworzyć sobie własny, kulinarny poradnik, spisywać to, o czym chciałabym pamiętać na przyszłość itp. A po trzecie, oczywiście – dzielić się pasją z innymi ;).

 

Jeszcze raz dzięki ogromne za nominacje! ;). Teraz więc czas na moje, nominuję następujące blogi:

  1. http://sweetplace.blog.pl/
  2. http://magiawkuchni.blox.pl/html
  3. http://domowacukierniaewy.blox.pl/
  4. http://budynwaniliowy.blogspot.com/
  5. http://zabawkuchni.blox.pl/html
  6. http://www.poezja-smaku.pl/
  7. http://www.bee-sweet.blogspot.com/
  8. http://stolyzekszczescia.blogspot.com/
  9. http://ugotujmyto.pl/
  10. http://www.jakpomasle.pl/
  11. http://rodzinkawkuchni.blox.pl/html

 

I moje pytania:

  1. Ulubiony „kupny” słodycz?
  2. Ziemniaki puree czy ziemniaki w mundurkach?
  3. Tarta na słodko czy na wytrawnie?
  4. Wołowina czy drób?
  5. Najwcześniejsze wspomnienie „kulinarne”? (tzn. wspomnienie z dzieciństwa związane z jedzeniem czy gotowaniem ;))
  6. Wolisz gotować na podstawie znalezionych przepisów czy tworzyć dania sam/a?
  7. A teraz z innej beczki – ulubiony gatunek muzyczny, zespół, wykonawca?
  8. Ulubiona kuchnia świata?
  9. Ulubiona przyprawa?
  10. Gotujesz na co dzień czy raczej od święta?
  11. Czy pracujesz w zawodzie związanym z gotowaniem – bądź wiążesz z kulinariami swoją przyszłość?

 

 Pozdrawiam słodko, Nashelly!

piątek, 22 lutego 2013

 

Dzisiaj miała być zupełnie inna notka… Ale jakoś tak wyszło, że po uszy zakopałam się w obowiązkach, więc nie zdążyłam nawet napisać nic sensownego. A nie chcę się spieszyć. Nie chcę też publikować ciekawych, moim zdaniem, potraw, które bardzo mi smakowały, o tak późnej godzinie, że już z góry mogę założyć ich znikomą oglądalność – co przy niewielkiej popularności mojego bloga daje smutny rezultat.

Dlatego też publikuję wpis dość nietypowy, nie będzie to bowiem kolejny przepis – a przynajmniej nie przepis sensu stricte. Postanowiłam bowiem podzielić się z Wami szczegółowym, uporządkowanym zestawieniem najsłynniejszych włoskich past, zestawieniem, które sporządziłam sama jakiś czas temu.

Korzystałam z wielu źródeł, głównie z Internetu oraz paru książek kucharskich, jednak ostateczną formę przygotowałam sama. Trochę z wewnętrznej potrzeby porządkowania rzeczywistości, trochę z ciekawości i „żądzy wiedzy” ;)).

Teraz jestem bogatsza o nowe wiadomości – i bardzo mnie to cieszy. Do każdej włoskiej nazwy sosu dopasowałam rodzaj makaronu, jakiego najczęściej się w danej potrawie używa, bazę sosu, główne składniki oraz esencjonalne przyprawy. O znacznej większości dań słyszałam – część to oczywiste klasyki, jak Carbonara, Alfredo czy Aglio, Olio…, część – dosyć mnie zaskoczyła (patrz np. Con la Pajata – uch!). Ponadto, dowiedziałam się, jak NAPRAWDĘ powinny wyglądać prawdziwe klasyki w stylu Bolognese czy Napoli – a nie tak, jak postrzega je większość zwykłych zjadaczy chleba ;)).

Te najbardziej znane i klasyczne zaznaczyłam przy nazwie gwiazdką (*), reszta nie jest może aż tak powszechna, jednak wybrałam je albo ze względu na szczególny skład bądź też dodatki, albo ze względu na ich włoski rodowód.

Podsumowując – mam nadzieję, że komuś przyda się to moje zestawienie albo chociaż ktoś zerknie okiem. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się skosztować ich wszystkich :>. Polecam!



Zestawienie wykonane na podstawie Internetu oraz książek i czasopism kulinarnych, opracowanie: Nashelly.

 

Najsłynniejsze włoskie pasty

 

Nazwa sosu

Powszechnie używany rodzaj makaronu

Baza sosu

Główne składniki

Charakterystyczne przyprawy

Aglio, olio e pepperoncino * 

spaghetti

oliwa z oliwek

czosnek

chilli

Al Nero Di Seppia

spaghetti

oliwa z oliwek

atrament kałamarnicy, białe wino, pomidory, ew. owoce morza

pietruszka, czosnek, ew. chilli

Al Pangrattato

zazw. długi makaron (spaghetti, tagliatelle etc.)

oliwa z oliwek

okruszki czerstwego chleba (bułka tarta), skórka cytrynowa, parmezan, ew. anchovies

czosnek, pietruszka, pieprz czarny

Alfredo *

fettuccine

maślany

parmezan, śmietanka kremówka

ew. pieprz, gałka muszkatołowa

Alla Vodka *

penne

pomidorowo-śmietanowy

wódka, ew. boczek, parmezan

cebula

Alle Vongole

spaghetti

pomidorowy lub oliwa z oliwek

małże, ew. białe wino lub śmietanka kremówka

czosnek, pietruszka, pieprz czarny

Allo Scoglio *

spaghetti, linguine

pomidorowy lub oliwa z oliwek

owoce morza, sok z cytryny

czosnek, pietruszka, chilli

Amatriciana *

spaghetti, bucatini

pomidorowy

boczek (guanciale), pecorino

czosnek, pieprz czarny lub chilli

Arrabbiata *

penne

pomidorowy

czosnek

chilli

Bolognese *

spaghetti, tagliatelle, cannelloni, lasagne

pomidorowy

mielone mięso wołowe, boczek, marchew, seler, białe wino, parmezan, ew. trochę mleka lub śmietanki

cebula, czosnek

Boscaiola

pappardelle, tagliatelle, fettuccine

śmietanowy

grzyby, boczek (pancetta), cebula, parmezan lub pecorino lub grana padano

czosnek, rozmaryn, pietruszka, ew. szałwia

Bottarga

spaghetti

oliwa z oliwek

bottarga (zasuszona ikra tuńczyka lub cefala), ew. skórka z cytryny

czosnek, czerwony pieprz

Cacio e pepe *

vermicelli, spaghetti

woda z gotowania makaronu

pecorino

pieprz czarny

Carbonara *

spaghetti, fettuccine

surowe jajka

boczek (pancetta), pecorino, ew. śmietanka kremówka

pieprz czarny, ew. czosnek

Carrettiera

spaghetti

pomidorowy

pomidory, bez sera, ew. tarta bułka

czosnek, chilli, pietruszka

Ciceri e tria (E Ceci)

tagliatelle

oliwa z oliwek

ciecierzyca, cebula, seler, marchew, ew. pomidory koktajlowe

pietruszka, czosnek, liście laurowe

Con la Pajata

rigatoni

pomidorowy

cielęcina (wraz z niestrawionym pokarmem w środku), białe wino

nieokreślone konkretnie przyprawy

Di Noci

długi makaron (zazw. linguine, spaghetti, też fettuccine, tagliatelle, pappardelle), ale też trofie

oliwa z oliwek

orzechy włoskie, śmietanka kremówka, parmezan lub ricotta

czosnek, pieprz czarny

Fagioli

macaroni, ditalini

oliwa z oliwek

fasola (cannellini, borlotti), pomidory lub bulion, cebula

czosnek, przyprawy nieokreślone ściśle

Fiesolana (lub: Speck)

penne, rigatoni, pappardelle

śmietanowy

prosciutto (lub: speck – wędzona szynka), parmezan lub pecorino, ew. pomidory

pieprz czarny

Marinara

spaghetti, manicotti lub jako dodatek do dań

pomidorowy

dowolne zioła, ew. owoce morza, warzywa

bazylia, oregano, czosnek, duża dowolność w porównaniu do Napoli

Napoli (Neapolitana) *

spaghetti

pomidorowy

czosnek, cebula, czerwone wino, parmezan

oregano, dużo bazylii

Norma *

zazw. penne, spaghetti (lub dowolne)

pomidorowy

bakłażan, ricotta

czosnek, bazylia, ew. chilli

Pesto *

zazw. trofie, trenette, cavatappi, spaghetti, lecz używane do wielu innych dań

oliwa z oliwek

zawsze: parmezan lub pecorino; Pesto Alla Genovese – piniole, bazylia; Pesto Alla Siciliana (Rosso) – suszone pomidory, migdały; Pesto Calabrese – pieprz i papryka; istnieje obecnie ogrom różnych wariacji – z różnymi gatunkami orzechów, ziaren, różnymi ziołami i warzywami (np. Pesto z rukoli, pietruszki, a nawet buraków etc.)

bazylia, czosnek, inne przyprawy (w zależności od rodzaju)

Primavera *

zazw. krótki makaron (penne, far fale, rigatoni etc.), ale też spaghetti

oliwa z oliwek, (rzadziej: śmietanowy)

świeże, „wiosenne” warzywa (zazw. zielone), ew. mięso, parmezan

świeże zioła

Puttanesca *

spaghetti, linguine

pomidorowy

anchovies, czarne oliwki, kapary

chilli, czosnek, pietruszka

Quattro Formaggi *

zazw. krótki makaron (macaroni, penne, farfale etc.), ale też spaghetti lub jako dodatek do dań

serowy

masło, sery (parmezan, pecorino, grana padano, gruyere, fontina, mozzarella, gorgonzola, taleggio etc.), mleko lub śmietanka kremówka

pieprz czarny, ew. czosnek, pietruszka, gałka muszkatołowa

Rosa

spaghetti, gnocchi

pomidorowo-śmietanowy

pomidory, cebula, parmezan, ew. łosoś wędzony

czosnek, bazylia, ew. szczypiorek

Salmone Affumicato

zazw. spaghetti, linguine, ale też farfalle, penne (dowolność)

śmietanowy, (ew. śmietanowo-pomidorowy)

łosoś wędzony, alkohol, parmezan, ew. serek kremowy

czosnek, pieprz czarny

Sorrentina

spaghetti, penne, bucatini

pomidorowy

pomidory, mozzarella

świeża bazylia



 

Smacznego!!! :)

wtorek, 01 stycznia 2013

Tak... Jak wielu innych kulinarnych bloggerów, ja również postanowiłam zrobić małe podsumowanie roku 2012 na swoim blogu. Rok 2012. 148 przepisów. Pierwszy - noworoczne tartaletki tatin z ziemniaczkami, pomidorem i fetą, ostatni - mój cudowny bożonarodzeniowy tort korzenny miodowo-orzechowy z kremem waniliowym i wiśnią.

Ten rok w kwestiach kulinarnych był dla mnie naprawdę rokiem owocnym. Bardzo wiele się nauczyłam, przyrządziłam wiele dań, poznałam nowe receptury... Ale najbardziej cieszę się i jestem dumna z tego, że w kuchni przestałam po prostu odwzorowywać tylko przepisy. Zaczęłam sama tworzyć, mieszać, wymyślać - po prostu bawić się tym, co robię, traktując gotowanie i pieczenie jak... sztukę ;).

Jeszcze tylko kilka słów wyjaśnienia. Spośród wszystkich opublikowanych w minionym roku przepisów udało mi się wybrać top 5 w kategoriach: wytrawne i słodkie. Oczywiście, kierowałam się przede wszystkim tym, które z dań najbardziej mi smakowały, ale także z których jestem najbardziej dumna, które dopracowałam sama i niezwykle starałam się, aby osiągnąć wymarzony efekt końcowy. To wszystko, rzecz jasna, się łączy - te potrawy okazały się dla mnie zazwyczaj najpyszniejsze ;).

W zestawieniu pominęłam jednak te potrawy, które naprawdę uwielbiam, jednak nie kojarzą mi się one szczególnie z ubiegłym rokiem, tj. robię lub/i jem je często i znam już od dawna, np. lekki sernik budyniowy, makaron z twarogiem, sernikobrownie, spaghetti, maślane ciasteczka.

No dobrze. A więc - możemy zaczynać. Prezentuję zatem mój top 5 bloga Ginger Breath w roku 2012:

 

WYTRAWNE

5. Konfitura z karmelizowanej czerwonej cebuli

Bo uwielbiam jej lepką słodycz i aromat. Jako dodatek do serów i mięs smakuje wręcz wybornie.

4. Ex aequo:

Samą mnie zdziwił ten wybór, ale tak, naprawdę, danie smakowało mi niezmiernie - gęsty, rozpadający się bób, pesto bazyliowe, które uwielbiam, kremowy sos i delikatny kurczak... Mmm...

Bo uwielbiam wręcz połączenie mięsa i przypraw korzennych, a tu jest ich wręcz ogrom... Do tego pyszny makaron i ziarna sezamu. Takie dania kocham.

3. Moussaka

Bakłażan to po prostu moja miłość. A jeśli dodamy do niego mięso mielone, sos pomidorowy i zapieczemy pod beszamelem - niebo w gębie...

2. Indyk faszerowany bakaliami w miodowo-korzennej marynacie

Z tego dania wytrawnego jestem dumna najbardziej. Pierwszy raz robiłam tak dużą sztukę mięsa. Stworzyłam recepturę autorsko. Korzenne przyprawy, miód, dużo bakalii i cudowny, słodko-słony sos. Do tego kruche mięso. O tak. To było pyszne.

1. Tarta z kurczakiem, grillowaną papryką, ricottą, pesto i granatem

Bo wymyśliłam ją sama. Bo uwielbiam maślane, wytrawne tarty. Bo jest tu wszystko, co moje ulubione: miodowo-korzenny kurczak, delikatna ricotta, grillowana papryka i dla przełamania smaku - kwaskowaty granat. Bo było przepyszne!

 

SŁODKIE

5. Tarta z masłem orzechowym, orzeszkami, karmelem i mleczną czekoladą

Masło orzechowe+czekolada - to połączenie musiało znaleźć się w zestawieniu. Po prostu uwielbiam. Do tego maślane, kruche ciasto, pyszna mleczna czekolada i mój ukochany karmel... Mmm...

4. No-bake cookie dough cheesecake (mousse)

Świat oszalał w tym roku na punkcie surowego ciasta. Po wizycie w Disneylandzie i skosztowaniu lodów Ben&Jerry`s o tym właśnie smaku - ja również. Kulki z surowego ciasta połączyłam z mleczną czekoladą, a wszystko zatopiłam w przecudownej masie serowej z mlekiem w proszku w postaci sernika na zimno lub też aksamitnego musu. COŚ NIESAMOWITEGO!

3. Muffinki kajmakowo-bananowe z kremem waniliowym i prażonym kokosem

Muszę to powiedzieć: to zdecydowanie najlepsze babeczki, jakie w życiu jadłam. Ba, jedna z lepszych rzeczy w ogóle. Wszystko w nich jest po prostu genialne. Karmelowo-bananowe ciasto, przepyszny krem maślany z wanilią oraz prażony kokos... Błagam, upieczcie je!!!

2. Tort kajmakowo-orzechowy z bezami i konfiturą oraz dekoracją z karmelu

Tak. Nie mogło być inaczej. Dwa pierwsze miejsca bezsprzecznie zdobywają moje torty. Nie wiem właściwie, który smakował mi bardziej. Myślę, że ich pozycje są bardzo do siebie zbliżone. Ja po prostu UWIELBIAM WRĘCZ kaloryczne, tłuste, słodkie, wystawne torty z maślanymi kremami *__*. Ten tort upiekłam na swoje 18 urodziny, musiał więc być wyjątkowy. Oczywiście, skomponowałam go zupełnie sama. Orzechowe blaty, domowy kajmak ukręcony z masłem, konfitura, własnej roboty bezy oraz dekoracja z karmelu... Gościom tort smakował również. A ja byłam z siebie dumna, jak nigdy ;).

1. Tort korzenny miodowo-orzechowy z kremem waniliowym i wiśnią

A zestawienie zamyka... ostatni przepis opublikowany w minionym 2012 roku ;). Tort bożonarodzeniowy. Myślałam nad nim naprawdę długo. Jego smak chodził za mną już od dawna. Finalnie - skomponowałam go naprawdę autorsko. Miodowo-maślano-orzechowo-cynamonowe blaty. Konfitura z wiśni i wiśnie kandyzowane. Dużo orzechów włoskich. No i KREM - oczywiście maślany, z akcentem śmietankowym, wanilią, orzechami... O tak. Byłam z siebie naprawdę dumna. Tylko kiedy będę mogła to cudo powtórzyć??!!...

 

***************

Na koniec jeszcze kilka słów, kilka migawek kulinarnych z ubiegłego roku... A mianowicie te rzeczy, którymi, choć może nie są jakoś szczególnie wykwintne, zajadałam się bez opamiętania. I nie znudzą mi się nigdy.

  1. Chleb orkiszowy ze słonecznikiem z mojej ulubionej piekarni, spora dawka prawdziwego masła oraz szczypta ziołowej soli...
  2. Ryż na mleku pewnej znanej firmy - cynamonowy lub z pieczonym jabłkiem
  3. Sos butterscotch - moja nowa miłość!
  4. Maślane croissanty ze znanego sklepu, świeże i jeszcze cieplutkie...
  5. Bakłażany ze sporą ilością oliwy.


Oraz sporo słodyczy, których wymieniać nie będę, bo a nuż znów coś mi się przypomni ;)).

 

A teraz - krótko i zwięźle - moje postanowienia i zachcianki kulinarne na Nowy Rok 2013:

  1. Piec więcej wytrawnych tart - bo je wręcz uwielbiam!
  2. Więcej makaronów pod różnymi postaciami - aż zdziwiłam się, że na blogu ich tak mało, a jestem przecież makaronowym loverem!
  3. Więcej tortów - bezsprzecznie!!!
  4. Udzielać się społecznie i popracować nad marketingiem!
  5. oraz... to, na co mam teraz największą ochotę: domowa, pyszna, maślana... szarlotka!... ;)

A więc pozdrawiam gorąco - i do napisania! :)))

 

Nashelly :*

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzę wszystkim ciepłych, rodzinnych Świąt, takich jak te pamiętane z dzieciństwa... Miłości - bo to najważniejsze, zdrowia - bez którego niewiele można zdziałać, siły - na realizowanie swych planów i pragnień, spełnienia najskrytszych marzeń - tych większych i tych mniejszych... Aby przyszły rok był lepszy od bieżącego, aby Wigilijna Gwiazdka zawsze świeciła pięknie i jasno, a także cudownych prezentów, szampańskiej, sylwestrowej zabawy oraz... przepięknych, znakomitych ciast, zawsze udanych potraw oraz, do bloggerów - spełniania się w kulinarnej pasji! :))

Nashelly :*

wtorek, 27 listopada 2012

Jest mi niezmiernie miło ogłosić, że otrzymałam moją pierwszą nominację do Liebster Blog Award od Bakino. A więc zaczynamy :)

Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera, dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje im swoje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

 

Pytania Bakino:

1. Dlaczego zdecydowałaś się zacząć prowadzić blog?

To było w zeszłym roku, jakoś na przełomie października i listopada. Moja kulinarna pasja trwała już od pewnego czasu, w głowie sporo już było wypróbowanych przepisów, a na dysku komputera - zdjęcia moich potraw ;). Nie chciałam, żeby to wszystko poszło na marne - chciałam jakoś utrwalić te swoje eksperymenty, a przy okazjCyi znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie.

2. Ulubiona przyprawa?

Cynamon. Kiedyś pogardzany, teraz przeze mnie uwielbiany. Do dań wytrawnych - aromatycznych korzennych mięs i gulaszy, ale też oczywiście w deserach. Nadaje aromat wszelkim puddingom, a z jabłkami i karmelizowanym cukrem stanowi nieśmiertelną wręcz parę.

Poza tym - oregano do pizzy i zapiekanek, bazylia do pomidorów, słodka papryka, karmelizowana cebulka. I mieszanki - garam masala oraz cudownie "ciepła" i domowa przyprawa do piernika.

3. Jaki był Twój ostatni kuchenny zakup, ale nie spożywczy (czyli np. nowa blacha do ciasta, foremki itp...)

Silikonowa mata do pieczenia i śliczny, różowy, gumowy zaparzacz do herbaty.

4. Ostatnia potrawa jaką ugotowałaś?

Kurczak pieczony w miodzie, z cebulką, sosem sojowym i śliwkami... Już niebawem na blogu ;).

5. Jak wg Ciebie wygląda idealne śniadanie?

Idealne śniadanie jest u mnie bardzo proste. Świeży, orkiszowy chleb z dużą ilością słonecznika, gruba warstwa prawdziwego masła i szczypta ziołowej soli. Do tego zielona herbata. Idealne w swej prostocie.

6. Ulubiony program kulinarny?

Lubię oglądać Buddy`ego Valastro - za jego bezpretensjonalność, ciepło i absolutną szczerość. Ponadto, świąteczne programy Nigelli. W sercu aż robi się ciepło ;).

7. Ulubiony i znienawidzony smak dzieciństwa?

Ulubiony - gulasz Mamy z puree ziemniaczanym, gulasz wołowy, rosół, sery pleśniowe (tak, tak ;)), pizza w ogromnych jak na dziecko ilościach... Tort makowy z kawowym kremem maślanym, pasta z makreli, makaron z twarogiem i cebulką, barszcz z uszkami... I dużo słodyczy. Wymieniać mogłabym i wymieniać ;)).

Znienawidzony - brukselka i wodniste zupy jarzynowe. A także sałatka z czerwonej kapusty. Fuj!

8. Kawa czy herbata?

Herbata. Zielona. Bardzo mocna, esencjonalna, wręcz cierpka w smaku.

9. Pomidorowa z ryżem czy z makaronem?

Z makaronem! Uwielbiam makaron. Ryż - nieszczególnie.

10.Największa kulinarna porażka?

Sporo ich było ;). Chyba najbardziej mi smutno, gdy już, już myślę, że wreszcie wyszło mi ucierane ciasto, a tu i tak na końcu przyplącze się zakalec :

11. I na koniec: ulubiony alkohol?

Mocno słodkie likiery. Czekoladowe, kawowe, jajeczne, orzechowe. O tak.

 

Blogi, które wyróżniam:

1. http://www.inspirowanesmakiem.pl/

2. http://mojeciacho.blox.pl/html

3. http://www.rogalikblog.pl/

4. http://wkuchni.usagi.pl/

5. http://dream-about-muffins.blogspot.com/

6. http://tastefully.bloog.pl/

7. http://kuchennearomaty.blogspot.com/

8. http://kuchennezapiski.blox.pl/html

9. http://mish-mash-mission.blogspot.com/

10. http://kulinarnapiniata.home.pl/autoinstalator/wordpress/

11. http://pao77.blox.pl/html

 

Moje pytania:

Podtrzymuję pytania Bakino ;).

 

Pozdrawiam ciepło!

piątek, 12 października 2012

Źródło zdjęcia: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Love_heart.jpg

 

Witajcie.

Dzisiaj nietypowy post - bo krótki i bez przepisu.

Nie wiem, czy pamiętacie słodki, kokosowo-mleczno-truskawkowy pyszny torcik "Coco Milky Strawberry", który publikowałam w maju - był to prezent dla mojej Mamy z okazji Dnia Matki. Przepis na tort wymyśliłam sama, dlatego też naprawdę jestem z niego dumna ;).

I właśnie ten oto przepis zgłosiłam do konkursu kulinarnego "Twój Smak od Kuchni", organizowanego przez Roberta Sowę i firmę Bosch.

Jak się domyślacie, bardzo, bardzo chciałabym prosić Was o głosy na mnie i mój przepis, można zrobić to po tym adresem:

 

http://www.twojswiatodkuchni.pl/przepisy-kulinarne/przepis,617.html

 


 

Ta edycja odbywa się pod hasłem przewodnim: "Przepis na miłość". Przytoczę może swoją kulinarną historię, którą zgłosiłam do konkursu i która wiąże się z danym smakołykiem:

"Przepis na miłość - jako pierwsze skojarzenie jawi nam się para zakochanych, romantyzm, randki, mężczyzna i kobieta. Ale miłość przecież... niejedno ma imię ;)

Bo jest jeszcze jedna miłość - silna, bezinteresowna i chyba najdłuższa w życiu. Miłość do Mamy ;)

W tym roku chciałam sprawić, aby Dzień Matki stał się dla mojej Mamy naprawdę wyjątkowy. Już wcześnie rano zerwałam się z łóżka i pobiegłam do kwiaciarni po herbacianą różę (ulubione mojej Mamy ;)). Gdy wróciłam do domu, Mama jeszcze spała. Na stole w kuchni położyłam więc różę w wazoniku, pod spodem zostawiając kartkę: "czekam na polance". W duży kosz piknikowy zapakowałam talerzyki, kubeczki, wcześniej przygotowaną miętową lemoniadę i dzień wcześniej upieczone właśnie oto ciasto.
Ciasto składa się z ulubionych smaków mojej Mamy - delikatnego biszkoptu, jasnego kremu maślano-mlecznego z wiórkami kokosowymi i oczywiście truskawkowego musu.
Z takim ekwipunkiem udałam się na pobliską polankę, wcześniej wysyłając Mamie sms-a, żeby jak najszybciej wstała z łóżka ;). Rozłożyłam koc, wyjęłam wszystko z koszyka.... Chwilkę później Mama pojawiła się na horyzoncie. Nie wyobrażacie sobie nawet, jak wielkie było jej zaskoczenie - i radość, z powodu takiego prezentu ;). Przez następne dwie godziny jadłyśmy torcik, rozmawiałyśmy i wygrzewałyśmy się na słońcu.

Bo mój przepis na miłość to także miłość córki do Mamy ;)"
Tak więc, jeśli tylko polubiliście mój przepis i chcielibyście wesprzeć mnie, młodziutką kucharkę, która niestety nic nigdy jeszcze nie wygrała :<
Serdecznie zachęcam do głosowania!



P.S. Każdego dnia oddać można jeden głos. Za każdy oddany głos z góry jestem dozgonnie wdzięczna!

 

Pozdrawiam słodko! :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Witam w kolejnej części mojej kulinarnej podróży w egipskie rejony. Tym razem pisać będę o tym, co słodkie, słodkie i jeszcze raz słodkie, ale słodyczą nie prostą i europejską, nie białym cukrem, mąką i drożdżami. Bo słodycz w Egipcie zupełnie różne ma imię. Przybierająca postać cudownie aromatycznych, dojrzałych w słońcu owoców, wielu odmian orzechów, puddingów, kremów i słodkich syropów – taka, która dosłownie „zakleja” gardło. Powiem tylko jedno: to zdecydowanie było moje niebo.

Ale zacznę od rzeczy niezupełnie „do zjedzenia”, jednak wiążącej się ściśle z egipskimi kawiarniami, a mianowicie: sziszy. Szisza, inaczej fajka wodna, jest w Egipcie bardzo popularna. Smakowy tytoń co prawda pali się już nawet w Polsce, ale to właśnie z krajów arabskich wywodzi się jego tradycja. Najbardziej znana wersja to ta z samą melasą, ale smak można podkręcić wieloma innymi aromatami. Kawa z mlekiem albo mocna, świeżo parzona herbata plus kilka mocnych zaciągnięć się fajką wodną to doskonały sposób na popołudniowy relaks.

A skoro mowa o herbacie, nie sposób nie wspomnieć o pysznym, szkarłatnym, aromatycznym naparze z kwiatów hibiskusa – zwanym w Egipcie karkade. Ma on właściwości regeneracyjne, uodparniające, a jego kwaśno-słodki smak doskonale gasi pragnienie w upalne dni.

W ogóle na straganach i targowiskach dostać można wiele różnych odmian herbat. Ja kupiłam dwa rodzaje: zieloną z dodatkiem guawy i czarną z pomarańczą. Nieziemski zapach unosił się nawet w samej walizce, a po powrocie do domu i zaparzeniu tej pierwszej dosłownie zatopiłam się w jej cudownym aromacie, absolutnie nieporównywalnym nawet z najlepszymi „torebkowanymi” herbatami z Zachodu.

Jeśli chodzi o napoje, na każdym kroku dostać można było również świeżo wyciśnięte soki z owoców. Było ich tak wiele, że nie będę nawet wymieniała. Nie muszę chyba dodawać, że nie zawierały w sobie ani grama cukru ani sztucznych aromatów – a smakowały naprawdę naturalnie słodko i cudownie pachniały dojrzałymi owocami.

 

Lepko, słodko i gorąco, czyli rzecz o egipskich owocach

 

Jeśli o same owoce chodzi… To było ich oczywiście całe mnóstwo. I to owoców w prawdziwym tego słowa znaczeniu – słodkich, lepkich, obłędnie pachnących, miękkich – czasem wręcz rozpadających się w dłoniach. Mojej rodzinie, przyzwyczajonej do polskich, kwaśnych papierówek i twardych nektarynek czy brzoskwini nie przypadły one zbytnio do gustu. Mnie smakowały ogromnie. Bo takie moim zdaniem powinny być owoce – uwodzące tropikalnym aromatem i naturalnie słodkie.

Na górze: arbuzy i melony miodowe; na dole od lewej: mango indyjskie oraz tajskie


Na początek – melony, za którymi moja rodzina nie przepadała, mnie zaś przypadł do gustu ich delikatny, winny i aromatyczny smak. Lubię zarówno słodkie kantalupy, jak i łagodne miodowe. Ot, bardzo dobre zakończenie sycącego obiadu ;). Obok melonów muszą znaleźć się arbuzy – a te w gorącym Egipcie były wręcz wyśmienite. Ociekające sokiem, z mocno czerwonym i bardzo słodkim miąższem. Pyszne. Na bazarach zobaczyć można było również różnego rodzaju mangoindyjskie zielone, pomarańczowe tajskie, ich różne mieszanki – widać je dobrze na załączonych zdjęciach. Ponadto dużo granatów – jednak nie jadłam ich samodzielnie, przywiozłam zaś dwa owoce do Polski – ich ślicznych kuleczek użyję zapewne jako składnika jakiejś wytrawnej sałatki; a także winogrona, jasne i ciemne, małe i słodziutkie.

Gorące klimaty to oczywiście raj dla cytrusów. Warto wspomnieć o uroczych, podawanych nam do obiadu malutkich limonkach i przepysznych wręcz pomarańczach. Nie przypominały one zupełnie tych kwaśnych, twardych owoców, jakimi Polacy lubią raczyć się w okresie Bożego Narodzenia. Egipskie pomarańcze były mniejsze, bardzo aromatyczne, miękkie i naprawdę słodkie. Smakujące słońcem - takie, jak powinny być ;).

Targ i mnóstwo owoców


I na koniec moje trzy ukochane owoce. Po pierwsze – banany, ale że je ubóstwiam, to już dobrze wiecie. Dodam tylko, że w Egipcie jadłam głównie ich uroczą odmianę „mini” ;).

Kolejno: daktyle. O swojej miłości do nich również na pewno wspominałam, jednak zatrzymam się przy nich na trochę dłużej. Egipt jest na pierwszym miejscu wśród producentów daktyli na świecie. Odmian tych owoców jest naprawdę mnóstwo – nawet nie będę o nich wszystkich pisać, musiałabym najpierw przestudiować chyba jakieś naukowe noty. Tak w skrócie, daktyle można podzielić na trzy grupy: miękkie, półtwarde i twarde. Do najpopularniejszych i najpyszniejszych należą miękkie odmiany medjool i halawy – są miękkie, słodkie, ciemnobrunatne, mają charakterystyczną, gąbczastą strukturę i cudną, cieniutką, „papierową” skórkę. W Egipcie jadłam również daktyle czerwone i żółte. Żółte były mniej słodkie od tych tradycyjnych i bardziej twarde. Czerwone zaś nie smakowały mi w ogóle – twarde, o jasnym miąższu i bardzo cierpkim smaku – smakowały prawie tak samo, jak… pestki winogron.

Owoców część dalsza


I po trzecie – figi. Pierwszy raz jadłam świeże figi i… zakochałam się bez pamięci. Bardzo dojrzałe, miękkie, wręcz rozpadające się w rękach, przecudnie pachnące, bardzo słodkie, „zaklejające” i miąższyste… Same w sobie stanowiły cudowny deser.

*   *   *   *   *

No i oczywiście – może bakalii. Od suszonych owoców poczynając, poprzez wszelkiego rodzaju orzechy: przeboskie pistacje i nerkowce, orzechy włoskie, laskowe, migdałowe i piniole, a kończąc na wszędobylskim kokosie (naprawdę, dodawano go prawie do wszystkich ciast!) oraz bezsprzecznie kojarzącym się z krajami arabskimi sezamie.

Jeśli chodzi o sezam, składnik deserów stanowiła również wspominana przeze mnie w poprzednim poście tahinah, no i oczywiście: chałwa. Jak ja uwielbiam chałwę! Przepysznie sezamowa, tłusta, słodka (tą „zaklejającą” , cudowną słodyczą) i… koszmarnie kaloryczna. Ale poza tym – w Egipcie - tania jak barszcz. W każdym markecie lub sklepie spożywczym za stosunkowo niewielką cenę można było kupić wiele jej rodzajów. Dlatego też chałwę dodałam do wielu upominków z Egiptu dla rodziny i znajomych, sama zaś zaopatrzyłam się w taką z ogromną ilością pistacji ;).

 

Ciasta, ciasteczka, puddingi i desery. Czyli po prostu - niebiańskie wyżyny


I teraz wreszcie przechodzę do meritum, a mianowicie: ciast, ciasteczek, puddingów i deserów, o których samo myślenie przenosi mnie na niebiańskie wyżyny. Od razu jednak zaznaczam, że nie opiszę oczywiście szczegółowo wszystkich słodkich specjałach, jakich miałam przyjemność skosztować w Egipcie – bo było ich naprawdę mnóstwo. Omijam całkowicie te bardziej „europejskie” – kruche, z kremem itp. Wspomnę zaś trochę o ciastach nieco bardziej „egipskich”, a zdecydowanie najwięcej uwagi poświęcę tym typowo lokalnym smakołykom.

Po pierwsze – ciasta ucierane, głównie z powszechnie dostępnych bananów, pomarańczy albo, bardziej tradycyjnie, gorzkiej czekolady. Ponadto, naprawdę większość z nich zawierała w sobie wspomniane przeze mnie wcześniej kokosowe wiórkialbo i różnorakie orzechy – bo tych tam nie żałowano.

Następnie – wiele rodzajów pianek, galaretek i żelatynowych puddingów, np. pomarańczowych, mangowych, cytrynowych, kokosowych albo zwyczajnie czekoladowych – idealnych dla tych, którzy w upały nie mają za bardzo ochoty na jedzenie (czyli nie dla mnie :D).

No i wreszcie mogę zająć się typowo egipskimi, znakomitymi i, naprawdę, obłędnie słodkimi specjałami.

Po lewej: na górze umm ali, na dole mahalabija; po prawej: karkade

 

Roz bi laban to pudding składający się z ryżu, mleka, cukru, doprawiany kardamonem, cytryną i posypywany bakaliami – głównie pistacjami. Mahalabija natomiast jest puddingiem zagęszczanym mąką kukurydzianą i mielonym ryżem, również z dodatkiem bakalii.  Powiem szczerze, że nigdy jakoś specjalnie nie przepadałam za puddingami ryżowymi, nie brałam się też za ich przyrządzanie. Teraz zmieni się to na pewno – rozsmakowałam się w nich na dobre.

Basbusa


Nieco bardziej tradycyjnym, bo pieczonym, a bazującym na kaszy mannie deserem jest basbusa. Ponadto składa się ona z dużej ilości wiórków kokosowych, a upieczone już ciasto polewa się pysznym, bardzo słodkim syropem z cukru, cynamonu i/lub soku z cytryny.

Jeden, jedyny raz w hotelu podano nam jeszcze jeden specjał. Szukałam, szperałam, dopytywałam, ale nigdzie nie znalazłam, jak to cudo może się nazywać – ani z czego dokładnie było zrobione. A był to „deser”, bo nie wiem, jak inaczej go nazwać – składający się z samych mielonych orzechów – głównie włoskich, do tego niebiański wręcz, przeraźliwie słodki syrop – nie wiem, czy bazował na cukrze i przyprawach korzennych, czy może zawierał domieszkę miodu. Deser ten nie był zwarty, raczej jak legumina, ale nie zawierał ani kaszy, ani ryżu, ani mąki. Nie był pieczony, ot, po prostu mielone orzechy szczodrze nasączone syropem, z dodatkiem przypraw korzennych… Nie wiem dokładnie, co jeszcze w nim było, jadłam go tylko raz, wspomnienie się rozmywa. Wiem tyle, że był wręcz obłędnie pyszny. Może ktoś z Was spotkał się z czymś takim?!

Po lewej widać oryginalną kunafę, po prawej - małe ciasteczka z kataifi


Mogłabym spytać – czy może być jeszcze lepiej? Uwierzcie mi – MOŻE. Bo teraz zaprezentuję rarytas wręcz nieziemski – rzecz, do której nigdy wcześniej nie jadłam nic podobnego. A specjał ten nazywa się kunafa, inaczej kanafeh bądź też kadayfi… Ale od początku.

Mianem kunafy określa się deser sporządzony ze specjalnego ciasta kataifi. Jest to ciasto złożone z mąki i wody, coś jakby fillo pocięte na cieniusieńkie, długie niteczki za pomocą specjalnego koła  - niczym bardzo cienki, bardzo długi, chrupiący makaron. Następnie ciasto takie zapieka się – polane stopionym masłem i nadziewane różnymi słodkimi kremami i syropami. Zazwyczaj nadzienie składa się z kremowego serka, sporej ilości mleka, czasem ze słodką śmietanką, można dodać również bakalie. Po upieczeniu całość polewa się aromatycznym syropem cukrowym – zimną kunafę syropem gorącym bądź też odwrotnie. W wersji, którą ja miałam przyjemność próbować, do syropu dodany był również miód i przyprawy korzenne , a do nadzienia zmielone pistacje i orzechy włoskie… OMG *__*. Cechą charakterystyczną tego specjału jest fakt, że poszczególne jego warstwy (kataifi-krem-kataifi-syrop itp.) całkowicie się ze sobą łączą, nie ma wyczuwalnych między nimi granic – jest tylko jedna, wielka, przeogromnie słodka (i przeogromnie pyszna!) masa.

Ciasto kataifi wykorzystać można również na wiele innych sposobów, na przykład uformować z niego małe, okrągłe gniazdka – bo nawet wyglądem i konsystencją przypomina ono właśnie gniazda ptasie. Małe ciasteczka z kataifi, które jadłam w Egipcie, były nasączone samym, czystym syropem cukrowym. Ta pierwsza, bogatsza, nieziemsko aromatyczna wersja oryginalna kunafa – przypadła mi do gustu nieco bardziej (ze względu na obecność miodu, przypraw i orzechów), jednak gniazdeczka z cukrowym syropem również były przepyszne. Ich cechą wspólną jest cudowna, nieporównywalna z niczym innym struktura – deser jest ciągnący, lepki, je się go widelcem, jednak niteczki kataifi pozostają chrupiące i wyczuwalne pod zębami ;). Jako ciekawostkę jeszcze podam fakt, że ciasto kataifi, które przecież ma zupełnie neutralny smak, wykorzystać można również do przygotowania dań wytrawnych. Podsumowując – muszę je koniecznie zdobyć i wypróbować w domu na różne sposoby!

Egipski targ i produkcja kataifi przez prawdziwych Arabów

 

No i jeszcze przepyszne umm ali. Jest to jasne pieczywo pita, zamoczone w ciepłym mleku z cukrem i dużą ilością korzennych przypraw, głównie kardamonu, wanilii, gałki, a następnie zapiekane jak pudding. Można do niego dodać również różne bakalie: pistacje, migdały, rodzynki, lecz i bez nich smakuje wyśmienicie. Umm ali podawane było w porze obiadokolacji – bo to takie trochę danie, trochę deser. Cudownie delikatne, kremowe, półpłynne (o zgrozo – moja siostra nie chciała tego tknąć, nazywając danie „glutami” – cóż za brak wrażliwości!), słodkie i kojące nerwy oraz podniebienie.

A teraz muszę się do czegoś przyznać. Do rzeczy niezmiernie dziwnej i dość rozczarowującej, a mianowicie: w Egipcie ani razu nie spróbowałam baklawy. Tak, naprawdę. Nie wiem, czemu nigdy jej nie podano, bo choć może nie jest to deser typowo egipski, to przecież mocno kojarzy się z kuchnią arabską – bardzo szkoda, strasznie nastawiałam się, że właśnie tam spróbuję oryginalnej, prawdziwej baklawy. Oj, już czuję, jak strasznie by mi posmakowała – delikatnie chrupiące ciasto, stopione masło, pistacje, migdały, orzechy włoskie, no i ten obłędny, słodki syrop z dodatkiem pomarańczy… Ale w sumie – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – bo może powinnam potraktować to jako kulinarne wyzwanie, żeby baklawę przygotować w domu? ;). Tak, tak właśnie myślę. Dlatego też czekam na odpowiednią okazję i, obiecuję, ten cudowny specjał na pewno niebawem pojawi się na blogu.

No i na tym chyba czas zakończyć moje kulinarne wspomnienia z podróży do Egiptu – a wyszło tego dość sporo. Mam nadzieję, że znajdzie się chociaż ktoś, kto tę moją pisaninę przeczyta ;).

A ja tymczasem, z przysmakami i innymi wspomnieniami w sercu i głowie, oddaję się w pełni ostatnim dniom odpoczynku – też trochę kulinarnie, bo u Babci, z którą na pewno będę coś wspólnie gotować ;). Nie zapominając oczywiście o blogu – za to całkowicie nie myśląc o zbliżającym się roku szkolnym i maturalnej klasie… Nie, nie ma, nie było tego słowa. Teraz jeszcze – WAKACJE.

 

Żegnam się więc i pozdrawiam gorąco! N.

 
1 , 2