Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi

Wpisy z tagiem: ciasto parzone

sobota, 08 marca 2014

 

Niedawno przedstawiałam przepis z bardzo podobnymi częściami składowymi - była to najlepsza karpatka z kremem budyniowo-maślanym. Dzisiaj - podobny deser w nieco innej wersji ;).

Malutkie, urocze profiterolki - czyli mini ptysie z ciasta parzonego, po brzegi nadziane najlepszym kremem waniliowym budyniowo-maślanym, z odrobinę nieco tylko mniejszą ilością masła. Z wierzchu - polane ozdobnie mleczną czekoladą.

Często kupowałam takie małe słodkości w cukierni, wreszcie zaś postanowiłam zrobić domowe ciasteczka. Choć nie smakują idealnie jak kupne, jak dla mnie - są o niebo lepsze, ze względu na aksamitne nadzienie. Przedstawiam więc profiterolki w tej właśnie wersji - są przepyszne. Całość - to urocze ciasteczka na 1-2 gryzy ;). Polecam serdecznie!

 

Profiteroles z waniliowym kremem budyniowo-maślanym

Przepis na idealny krem budyniowo-maślany – podawałam przy okazji karpatki, zmniejszyłam tylko odrobinę ilość masła. Całość – pomysł własny (choć  powszechnie znany ;)).

Ciasto parzone:

  • 1 szklanka wody
  • 1/2 kostki (125 g) margaryny
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 4 jajka
  • szczypta soli

W garnku roztopić masło wraz z wodą. Następnie dodać mąkę i mieszać energicznie drewnianą pałką aż do połączenia składników – następnie kontynuować czynność przez 2 minuty na palniku. Zestawić z kuchenki, odstawić do przestudzenia. Potem dodać sól i kolejno jajka, miksując, aż do uzyskania gładkiego ciasta. Blachę natłuścić. Następnie łyżeczką lub tylką z okrągłą formą nakładać na blachę małe kulki ciasta (dosłownie 1-1,5 cm średnicy – w piekarniku i tak urosną). Piec w 200 stopniach ok. 20-25 minut. Wystudzić.

Krem budyniowo-maślany:

  • 3 szklanki tłustego mleka
  • 250 g masła, miękkiego
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2 cukry waniliowe
  • 4 czubate łyżki mąki pszennej
  • 4 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
  • 3 żółtka

2 szklanki mleka zagotować w garnku z cukrami. W międzyczasie w innym garnku umieścić resztę mleka, mąki i żółtka. Wszystko razem zmiksować do otrzymania gładkiej masy. Następnie dolewać stopniowo gorące mleko, wciąż miksując. Garnek przestawić na kuchenkę i podgrzewać, mieszając, aż krem mocno zgęstnieje. Należy uważać, aby nie zrobiły się w nim grudki – jeśli jednak tak się stanie, zmiksować dokładnie blenderem. Następnie przykryć folią, aby nie utworzył się kożuch, i dokładnie wystudzić (ważne!).

Masło utrzeć mikserem na puch. Następnie po łyżce dodawać chłodny budyń, wciąż ucierając.

Wystudzone profiterolki nadziewać za pomocą szprycy kremem – powinny być wypełnione nim po brzegi.

Ponadto:

  • 1 tabliczka mlecznej czekolady

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej. Następnie udekorować nią gotowe profiterolki.

 

Smacznego!!! :)



 

Ten wpis bierze udział w akcji:

czwartek, 20 lutego 2014

 

Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam karpatkę. Naprawdę, nie mam pojęcia. Pamiętam jedynie mgliście placki z ciasta parzonego piekące się w piekarniku Babci - ale nawet wtedy konsumpcji samego deseru nie mogę sobie przypomnieć. Cóż, nie dziwne, było to przecież lata temu.

Nie wiem zupełnie, skąd mi się to wzięło, ale ochoty na to pyszne, polskie, kremowe ciacho nabierałam już od jakiegoś czasu. Aż w końcu - nadarzyła się okazja. Kiedy pojechałam do rodzinnego domu, ku uciesze Mamy postanowiłam upiec coś smakowitego - niezbyt pracochłonnego i niewymyślnego - ot, właśnie taką klasykę ;). Obawiałam się trochę, bowiem karpatkę robiłam po raz pierwszy - jednak muszę przyznać nieskromnie, że wyszła mi naprawdę świetna! Pięknie wyrośnięte parzone ciasto i duuuuużo kremu budyniowo-maślanego. A sam krem jest po prostu obłędny. Pachnący wanilią, mocno kremowy, z wyczuwalną nutą prawdziwego masła i domowego budyniu. Dawno nie byłam tak zaskoczona - bowiem myślałam, że za kremami budyniowymi nie przepadam ;). Przekonywałam się do nich już w zeszłym roku przy okazji kilku ciast, jednak tym razem muszę powiedzieć, że przepadłam.

Nic w tej karpatce bym nie zmieniła. Jest po prostu idealna :). A krem - mogłabym powiedzieć "jeśli nie przepadacie za maślanymi kremami, dodajcie do niego mniej masła" - ale to byłaby profanacja ;). Ja kocham maślane kremy, uważam je za szlachetne i idealne. Dlatego też na moim blogu takich słów nie napiszę :D. Polecam serdecznie!

 

Karpatka

Przepis jest wypadkową wielu znalezionych w książkach i w Internecie.

Ciasto parzone (niewielka blaszka prostokątna):

  • 1 szklanka wody
  • 1/2 kostki (125 g) margaryny
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 5 jajek
  • szczypta soli
  • szczypta proszku do pieczenia

W garnku roztopić masło wraz z wodą. Następnie dodać mąkę i mieszać energicznie drewnianą pałką aż do połączenia składników – następnie kontynuować czynność przez 2 minuty na palniku. Zestawić z kuchenki, odstawić do przestudzenia. Potem dodać sól i proszek do pieczenia i dodawać kolejno jajka, miksując, aż do uzyskania gładkiego ciasta. Formę natłuścić. Rozsmarować w niej łyżką połowę ciasta parzonego. Piec ok. 40 minut w 180 stopniach, aż do zezłocenia się ciasta. Wystudzić. Ponownie postąpić z drugą połową ciasta.

Krem budyniowo-maślany:

  • 3 szklanki tłustego mleka
  • 300 g masła, miękkiego
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2 cukry waniliowe
  • 4 czubate łyżki mąki pszennej
  • 4 czubate łyżki mąki ziemniaczanej
  • 3 żółtka

2 szklanki mleka zagotować w garnku z cukrami. W międzyczasie w innym garnku umieścić resztę mleka, mąki i żółtka. Wszystko razem zmiksować do otrzymania gładkiej masy. Następnie dolewać stopniowo gorące mleko, wciąż miksując. Garnek przestawić na kuchenkę i podgrzewać, mieszając, aż krem mocno zgęstnieje. Należy uważać, aby nie zrobiły się w nim grudki – jeśli jednak tak się stanie, zmiksować dokładnie blenderem. Następnie przykryć folią, aby nie utworzył się kożuch, i dokładnie wystudzić (ważne!).

Masło utrzeć mikserem na puch. Następnie po łyżce dodawać chłodny budyń, wciąż ucierając. Gotowy krem wyłożyć na wystudzony blat ciasta, przykryć drugim blatem.

Ponadto:

  • cukier puder

Ciasto posypać cukrem pudrem przez sitko. Schować do lodówki na kilka godzin (ważne!) do stężenia kremu.

 

Smacznego! *__*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

piątek, 10 maja 2013

 

No to jestem bliżej końca niż początku... ;). Dzisiejsze rozszerzenie z polskiego wykończyło mnie psychicznie. Dobrze, że jutro sobota. Jeszcze tylko trzy egzaminy. A potem...? No właśnie.

************

Tymczasem zapraszam Was na przepyszne danie, które w planach miałam już od dawna, dopiero jednak w zeszłym tygodniu udało mi się je przyrządzić. Czebureki - czyli tradycyjne danie kuchni tatarskiej, pewnego rodzaju duże pierogi (z ciasta podobnego nieco do ptysiowego), nadziewane mielonym mięsem i smażone w głębokim tłuszczu. Ubóstwiam wręcz pierogi z mięsem, zwłaszcza te odsmażane ;). Wiedziałam więc, że danie bardzo mi zasmakuje. W swojej wersji do farszu dodałam podsmażoną cebulkę, śmietanę oraz nieco bułki tartej, a także dużo czarnego pieprzu. Czebureki podałam zaś z pysznym sosem śmietanowo-majonezowym. I choć jednak wolę pierogi z farszem z mięsa gotowanego, a później zmielonego, to i to danie smakowało mi wręcz ogromnie! Gorąco polecam!

 

Przepis jest wypadkową tego oraz tego, a także mojej własnej inwencji – podaję finalnie swoją wersję.


Składniki na ciasto (4 dość spore pierogi, ok. 2 porcje):

  • 160 ml wody
  • 1 łyżka oleju
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1,5 szklanki mąki (+ sporo do podsypywania)
  • 1 łyżeczka wódki (aby ciasto mniej chłonęło tłuszcz)

W rondlu zagotować wodę z olejem i solą. Gdy zacznie wrzeć, dodać 1/2 szklanki mąki i energicznie ucierać rózgą, aż masa zacznie odchodzić od ścianek naczynia. Przestudzić. Ciasto wyłożyć na blat mocno wysypany mąką. W środku zrobić dołek, wlać w niego wódkę, a następnie partiami dosypywać mąkę, wyrabiając ciasto. Finalnie należy uzyskać gładką kulę ciasta, łatwo odchodzącą od rąk i nie klejącą się. Odstawić masę na kilka minut, aby odpoczęła, a następnie schować do lodówki na ok. 30 minut.

Farsz:

  • 300 g mielonego mięsa wieprzowego (tłustego, np. z łopatki) lub baraniego
  • 1 duża cebula
  • 3 łyżki oleju
  • 2 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
  • 1 łyżka bułki tartej
  • sól
  • świeżo zmielony czarny pieprz

Na patelni rozgrzać 1 łyżkę oleju, zeszklić na nim posiekaną cebulę. Następnie dodać mięso, wymieszać i smażyć kilkanaście minut, do zezłocenia. Dodać resztę oleju, śmietanę, bułkę tartą, doprawić solą oraz dużą ilością czarnego pieprzu. Odstawić do przestudzenia.

Ponadto:

Gotowe ciasto podzielić na 4 równe części. Każdą z nich rozwałkowywać na podsypanym mąką blacie na cienkie koło, wielkości ok. talerzyka deserowego. Na połowie każdego koła umieszczać sporą porcję nadzienia, zostawiając wolne brzegi. Przykrywać drugą, wolną porcją koła i mocno zlepiać brzegi, aby się nie rozkleiły.

Na patelni rozgrzać sporą ilość oleju (ok. 3 cm warstwę). Smażyć na średnim ogniu czebureki, po dwa na raz, z obu stron – do zrumienienia.

Dip śmietanowo-majonezowy:

  • 4 łyżki majonezu
  • 1 łyżka gęstej, kwaśnej śmietany 18 %
  • 1 łyżeczka cukru
  • sól

W miseczce wymieszać majonez, śmietanę, doprawić cukrem i solą. Sos podawać do gorących czebureków.

 

Smacznego! *__*

 

wtorek, 08 maja 2012

 

Jak dobre są te leniwe dni, kiedy nie trzeba nigdzie się spieszyć. Kiedy po zabawie można spać do południa, a potem powoli spędzać sobie czas i wykonywać drobne obowiązki. Jak szkoda, że nie może tak być zawsze, i że nawet w tym względnym spokoju zawsze wkrada się jakiś ukryty niepokój.

Hiszpańskie churros zrobiłam jeszcze w zeszłym tygodniu, na przyjazd koleżanki – i smakowały nam bardzo. Bo jak mogłyby nie smakować – chrupiące, tłuste, obtoczone hojnie w cukrze i cynamonie – do tego jeszcze podane z ciepłym sosem czekoladowym. Niebo w gębie! Była to jedna z pozycji na mojej liście „do wypróbowania” – i zdecydowanie mnie nie zawiodły Złotej Księgi Czekolady wyd. Olesiejuk, ale że nie przepadam za „mącznymi” sosami i kremami, sos czekoladowy zrobiłam według własnego pomysłu. Aha – w Złotej Księdze napisano, że z przepisu wyjdzie 4-6 ciastek – to nie wiem naprawdę, musiałyby chyba mieć z metr długości. Albo robione były w formie pączkowej, ale to już nie są przecież typowe churros… Mnie w każdym razie wyszła cała miska. Polecam!

 

Składniki:

  • 250 ml wody
  • 150 g mąki
  • 1 łyżka oliwy
  • szczypta soli
  • 500 ml oleju do smażenia
  • 100 g cukru
  • 1 łyżka cynamonu

Wodę zagotować z oliwą i solą, a następnie wsypać mąkę. Zmniejszyć palnik i mieszać masę intensywnie, aż do uzyskania jednolitego ciasta. Zdjąć z ognia. W płaskim naczyniu wymieszać cukier z cynamonem. W rondlu rozgrzać olej. Za pomocą szprycy w kształcie gwiazdki wyciskać na gorący tłuszcz kawałki ciasta i smażyć na głębokim oleju, aż nabiorą złotego koloru. Wyjąć łyżką cedzakową, lekko odsączyć z nadmiaru tłuszczu i szybko obtoczyć w mieszance cukrowo-cynamonowej. Odłożyć na talerz. Postępować tak aż do skończenia ciasta.

Sos czekoladowy:

  • 100 g czekolady (według upodobań – ciekawym rozwiązaniem jest nadziewana, ja np. użyłam wedlowskiej truskawkowej – pasowała idealnie)
  • 1/3-1/2 szklanki mleka, według upodobań

Mleko zagotować w rondelku, dodać połamaną na kawałki czekoladę. Podgrzewać na niewielkim ogniu aż do roztopienia się czekolady, co jakiś czas mieszając. Zdjąć z palnika, przelać do miseczki. Ciasteczka churros podawać z jeszcze ciepłym sosem. Delicje!

 

Smacznego :))