Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi

Wpisy z tagiem: seler/pietruszka

piątek, 14 października 2016

 

Wreszcie, po raz pierwszy zrobiłam moją ulubioną zupę - rosół! I muszę powiedzieć, że wyszedł pyszny!

Każdy ma swój własny przepis na ulubiony rosół, ale ja jestem bardzo wybredna. Uwielbiam rosół mojej Mamy, bo jest on pełen smaku, z charakterystyczną nutą. I prawie nigdy w żadnej restauracji, na żadnej uroczystości ani u nikogo w gościach nie jadłam rosołu, który by mi smakował - to była po prostu lekko żółtawa woda z makaronem, posypana jakimiś ziołami.

Jako wyzwanie postawiłam sobie: zrobić pyszny rosół bez żadnych kostek, veget itp. Nie dlatego, że to złe i okropne - wiecie, że nie jestem z takich. Po prostu chciałam się przekonać, czy da się zrobić pyszny rosół tylko z naturalnych składników - i DA SIĘ. Jak ja to mówię, to naprawdę można mi uwierzyć ;).

 

A teraz kilka moich prywatnych rad na temat idealnego rosołu:

1. Kluczowym elementem jest, aby nie nalać za dużo wody. Wiele gosposi leje wodę do rosołu na oko, lejąc jej za dużo i wtedy właśnie wychodzi zupa bez smaku. Ja na 1 kg mięsa i 0,5 kg warzyw dałam zaledwie lekko ponad 2 litry wody i taka zupa wyszła pyszna i esencjonalna.

2. Mięso - przede wszystkim: musi być to mięso tłuste! Najlepiej z kościami, bo zawierają one również dużo smaku. Ja użyłam tym razem porcji rosołowych z kurczaka i tłustej wołowiny w proporcjach 2:1. Może kiedyś zrobię rosół tylko z drobiu. Tu taka mała rada dla początkujących: jeśli przeraża cię ilość tłuszczu w mięsie, które chcesz użyć do rosołu, to oznacza, że właśnie to mięso jest idealne ;).

3. Warzywa - musi ich być stosunkowo dużo, a nie jedna marchewka i pół pietruszki. Ja nie używam włoskiej kapusty i nie polecam, zmienia ona smak zupy. Dokładne proporcje zobaczycie w przepisie.

4. Przyprawy - klasycznie: pieprz, ziele angielskie, liść laurowy i - najważniejsze - dużo lubczyku. To właśnie lubczyk nadaje rosołowi tego charakterystycznego posmaku (nie wierzycie - tylko powąchajcie to zioło). No i podobno to całkiem dobry afrodyzjak, także dziewczyny (i chłopcy może też ;)) - sypnijcie lubczykiem.

5. Rosół trzeba gotować na minimalnym gazie, żeby tylko lekko pyrkał, ale to chyba oczywiste.

6. No i na koniec - podawajcie rosół tak, jak lubicie - ja na przykład lubię zupę z pływającą marchewką, pietruszką i kawałkami mięsa. Komentarze rosołowych "znawców", że rosół to musi być czysta zupa z odrobiną makaronu i plasterkami marchewki, uważam za śmieszne i żenujące. Niech każdy je, jak chce!

To tyle chyba. Zapraszam więc na przepis!!!

 

Rosół, najlepszy

Przepis jest wypadkową wielu, wielu, które oglądałam w internecie, a także rad mojej Mamy i własnej intuicji. Podaję dokładnie takie proporcje, jakich użyłam.

Składniki (na nie za wielką porcję, jakieś 4 spore talerze, jak ktoś chce gar dla kilkuosobowej rodziny, trzeba podwoić):

  • 660 g kurczaka, może być cały kurczak bez piersi czy też korpus, udka i skrzydełka; ja użyłam porcji rosołowych
  • 340 g wołowiny rosołowej, użyłam szpondra z kością
  • 2 litry dobrej wody
  • włoszczyzna: 1 kawałek pora, 1 kawałek selera, 3 średnio-duże marchewki, 2 nie za duże pietruszki
  • 1/2 dużej cebuli
  • przyprawy: 5 ziarenek czarnego pieprzu, 4 kulki ziela angielskiego, 2 małe listki laurowe, 1 łyżka lubczyku suszonego
  • sól
  • do podania: makaron nitki lub wstążki jajeczny, posiekana natka pietruszki

Kurczaka i wołowinę delikatnie opłukać pod zimną wodą, podzielić na mniejsze kawałki (jeśli np. wołowina jest w jednym kawałku lub mamy całego kurczaka). Włożyć do dużego garnka i zalać 2 litrami zimnej wody. Postawić na gazie i zagotować. Gdy całość się zagotuje, usunąć szumowiny. Zmniejszyć palnik, tak, aby rosół tylko delikatnie pyrkał i przykryć pokrywką – nie całkowicie, tak na 3/4 garnka. Gotować 1,5 godziny.

W międzyczasie przygotować warzywa. Pietruszki i marchewki oczyścić, obrać obieraczką. Jeśli marchewki są duże, przekroić na połówki wszerz. Kawałek selera obrać, pora oczyścić, jeśli trzeba to usunąć wierzchnią stwardniałą warstwę. Cebulę przekroić na pół i obie części opalić na patelni tak, aby zrobiły się czarne. Po 1,5 godziny gotowania, do rosołu dodać warzywa oraz cebulę i wszystkie przyprawy – nie dodawać soli. Ponownie zagotować, zmniejszyć palnik, przykryć niecałkowicie jak poprzednio – gotować kolejną godzinę. Następnie odkryć i posolić (nie za dużo), gotować kolejne 40 minut.

W międzyczasie posiekać natkę, ugotować makaron. Gotowy rosół jeszcze raz doprawić solą i pieprzem do smaku, jeśli potrzeba. Ja dodałam tylko nieco soli, był idealny.

Do talerzy włożyć makaron. Teraz możemy nalewać do talerzy porcje rosołu z warzywami albo najpierw odsączyć rosół dokładnie na drobnym sitku lub gazie, aby był krystalicznie czysty – jak lubimy. Warzywa zachować, podawać z talarkami marchewki (lub innymi warzywami i kawałkami mięsa również). Posypać natką (choć ja nie lubię i nie sypię).

 

Smacznego!!!

 

Gotujący się rosół w garnku

 

A tak podany rosół lubię ja ;)

piątek, 22 lipca 2016

 

Zdrowy obiad w moim ulubionym w ostatnich miesiącach stylu - kasza z różnymi pysznymi dodatkami. Tym razem jaglana, z mielonym mięsem, naciowym selerem, cukinią, serem żółtym i kurkumą. Super zdrowy i odchudzający seler naciowy, chude mięso, super zdrowa kurkuma, letnia polska cukinia. Zapraszam :)

 

Kasza jaglana z cukinią, selerem naciowym, mięsem mielonym i żółtym serem

Przepis autorski.

Składniki (4 porcje):

  • 200 g kaszy jaglanej
  • 2 nieduże cukinie
  • 1 seler naciowy
  • 3 łyżki oleju
  • 2 łyżeczki kurkumy, chili w proszku, oregano, sól, pieprz
  • 500 g mięsa mielonego (użyłam chudego z szynki)
  • 150 g żółtego sera, startego grubo

Kaszę ugotować w osolonej wodzie, odcedzić. Na patelni rozgrzać olej, wrzucić mięso i usmażyć, rozdrabniając. Dodać pokrojoną na półplasterki cukinię i umytego, pokrojonego selera. Wymieszać, przykryć i dusić 10-15 minut, do miękkości warzyw. Odkryć, odparować i lekko zrumienić.

Kaszę wymieszać z zawartością patelni. Wmieszać kurkumę i chili, doprawić pieprzem, oregano, solą. Wmieszać żółty ser, aby się stopił. Podawać ciepłe.

 

Smacznego!

 

piątek, 08 maja 2015

 

Teraz - jestem w domu. W domu rodzinnym. Siadam przed oknem lub na ławce pod poruszanymi wiatrem drzewami, wśród stalowych chmur i lekko kropiącego deszczu. Siadam, zamykam oczy i staram się poukładać sobie pewne rzeczy w głowie, mając nadzieję, że kiedykolwiek to, co wiem, stanie się tym, co czuję.

Parę dni temu, będąc jeszcze w Warszawie, miałam na obiad zamrożone kotlety otrzymane jeszcze od Babci. Zdecydowałam się wtedy na szczyt swoich możliwości kulinarnych i przyrządziłam sobie do nich warzywne puree z warzyw korzeniowych i ziemniaka, z masłem, rozmarynem i tymiankiem. Kremowe, smakowite. Dość słodkie, ze względu na marchew i pietruszkę, jednak po doprawieniu stanowiło pyszną odmianę dla tradycyjnych ziemniaków. Wiem, że teraz czas na wiosenne warzywa, na zielone szparagi i nowalijki, a nie zimowe korzenie, jednak nie mam zamiaru oszukiwać samej siebie, że w jakikolwiek sposób czuję wiosnę. Jeszcze nie teraz. Tymczasem zapraszam i polecam serdecznie...

 

Puree z warzyw korzeniowych i ziemniaków z tymiankiem i rozmarynem

Przepis autorski.

Składniki (1-2 porcje):

  • 1 ziemniak (waga po obraniu: ok. 130 g)
  • 1 marchew (waga po obraniu: ok. 80 g)
  • 1 pietruszka (waga po obraniu: ok. 80 g)
  • 1 mały kawałek selera (waga po obraniu: ok. 30 g)
  • 1 pełna łyżka masła
  • 3 łyżki śmietanki kremówki
  • sól, pieprz, tymianek, rozmaryn

Warzywa obrać, pokroić w kostkę, ugotować do miękkości, odcedzić i odparować. Dodać masło i ugnieść całość blenderem na gładkie puree. Dodać śmietankę i doprawić do smaku – uwaga: puree będzie dość słodkie, należy więc sporo je dosolić. Podawać ciepłe.

 

Smacznego :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

sobota, 07 marca 2015

To oczywiste, że blogerzy kupują sobie fanów. Ale czy naprawdę inni nie uważają tego za żałosne? Nagle blog, który ma zaledwie dwa miewnsiące, może i ładne zdjęcia, ale żadnych kreatywnych treści, ma 1500 like`ów na facebooku. Przecież to tak pożałowania godne, że szkoda słów. Ja nie kupuję sobie fanów. Jak na razie nawet nie reklamuję swojego fanpage`a, choć to akurat może się zmieni. I nie zamierzam zmieniać swoich zasad, postępując jak oszustka poszukująca taniej sławy. A może ten świat stracił już jakiekolwiek zasady dobrego smaku...?

Tymczasem prezentuję przepisy na dwa zdrowe, mocno warzywne dania. Pierwsze: pory zapiekane w boczku, z musztardą i sosem beszamelowym. Uwielbiam duszone lub pieczone, mięciutkie pory, a dodatki świetnie podkreśliły ich smak.

We wstępie do drugiej potrawy chciałabym powiedzieć nieco więcej. Są takie dania, a raczej dodatki do dań głównych, o których zawsze myślałam: "dlaczego to tylko dodatek, najchętniej zjadłabym cały wielki talerz bez niczego więcej". I nie chodzi tu o te pyszne, kaloryczne potrawy, które się uwielbia, ale raczej - proste dodatki warzywne. Dlatego to takie dziwne, szczególnie w moim przypadku. Przykładem takim jest kalafior z bułką tartą albo fasolka, czy też młoda kapusta duszona z masłem i koperkiem. Jedynym sposobem, żeby pozbyć się chętki na dane jedzenie jest dla mnie: zjeść go tyle, aż będzie mi się wylewać uszami i będę mieć dość na długi czas. Tak było w zeszłym roku z młodą kapustą, gdy zjadłam cały gar w ramach obiadu i starczyło mi to na cały sezon. Podobnie było z potrawą, którą przygotowałam ostatnio.

Otóż dodam jeszcze, że należę do wyjadaczy warzyw z rosołu. Gotowane w bulionie marchewki czy pietruszki smakują mi niezmiernie. Podobnie smakowały mi niedawno przygotowane pieczone pietruszki, które stanowiły jednak tylko dodatek do innego dania. Dlatego też dwa dni temu upiekłam sobie całą blachę marchewek i pietruszek, obtoczonych w miodzie, oliwie i tymianku i podałam je z dipem z sera feta. Nie dałam rady zjeść wszystkich, rzecz jasna, a to naprawdę zdarza się nieczęsto. No i mam dosyć warzyw korzeniowych na długi czas. Misja spełniona! A przy okazji, było bardzo smakowicie.

A więc wreszcie... zapraszam na przepisy :)

 

 

 

Pory zapiekane w boczku z musztardą i beszamelem

Składniki (2 porcje):

  • 2 pory
  • 1 łyżka musztardy
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki mąki
  • 1,5 szklanki mleka
  • 6 cienkich plastrów boczku

Pory umyć, usunąć zielone części, pokroić każdy na 3 kawałki. Podgotować je, aby były jeszcze twardawe. Następnie wyjąć z wody, osuszyć. Oprószyć solą i posmarować musztardą, każdy kawałek owinąć plastrem boczku, ułożyć w naczyniu do zapiekania.

Masło rozpuścić w rondelku, wsypać mąkę, zasmażyć. Następnie wlewać stopniowo mleko, mieszając trzepaczką, podgrzewając, do uzyskania gęstego, gładkiego sosu. Doprawić solą i pieprzem. Polać sosem pory. Piec w 200 stopniach do czasu, aż warzywa będą miękkie, a boczek się wytopi i zarumieni.

 

 

Marchewki i pietruszki pieczone z miodem i tymiankiem z dipem z fety

Przepis autorski.

Składniki:

  • 500 g marchewek
  • 400 g pietruszek
  • 2 łyżki oliwy
  • 3 łyżki miodu
  • sól, tymianek

Warzywa umyć, oskrobać, pokroić na ćwiartki. Umieścić w blaszce, oprószyć solą. W rondlu wymieszać miód i oliwę, dodać do warzyw i dokładnie je obtoczyć. Oprószyć tymiankiem. Piec w 220 stopniach ok. 40 minut, raz przewracając, aż warzywa zmiękną i lekko się skarmelizują.

Dip z sera fety:

  • 100 g sera feta
  • 1 łyżka oliwy
  • 100 g jogurtu
  • pieprz

Ser rozetrzeć widelcem, wymieszać z oliwą i jogurtem do uzyskania gładkiego, gęstego dipu. Przełożyć do miseczki, oprószyć pieprzem i polać oliwą. Podawać do warzyw.

 

Smacznego! :)

 

środa, 18 lutego 2015

 

Dawno nie było mnie na blogu. Miałam ferie i wyjechałam poza Warszawę, nie zabierając ze sobą komputera. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam tyle czasu, żeby być sama ze sobą. Żeby pomyśleć o różnych sprawach i chodząc uliczkami górskiego miasteczka, toczyć rozmowy w głowie z samą sobą. Ale wiadomo, to tylko początek.

Dziś musiałam wrócić na uczelnię, ale cieszę się z tego. Powoli wracam też do gotowania, chociaż od dłuższego czasu nie mam na to ochoty. Pierwszy raz (!) od początku bloga, a więc już prawie trzy i pół roku, nie mam na dysku żadnego zaległego przepisu. Dzisiejszy wpis jest ostatnim w kolejce daniem, przyrządzonym jeszcze przed wyjazdem.

Glazurowaną w miodzie pietruszkę z pieczonym czosnkiem miałam przygotować już dawno, jednak zawsze jakoś nie było okazji. I to był ogromny błąd. Bo wyszła po prostu OBŁĘDNA. Miękka, słodka, aromatyczna, a z głębokim w smaku, gęstym aioli z pieczonego czosnku smakowała wręcz genialnie. Do tego zrobiłam delikatne kotlety ryżowe z parmezanem, również smakowite. Ja usmażyłam je na bardzo niewielkiej ilości oleju (ze względu na majonezowy sos aioli, aby nie pakować w siebie kolejnej porcji kalorii :)), ale nie ukrywam, że o niebo lepsze kotlety będą usmażone w normalnej ilości tłuszczu i tak też polecam zrobić. Beztłuszczowe smażenie, tak popularne teraz na kulinarnych blogach, to w większości przypadków totalna pomyłka - beztłuszczowe przecież kotlety są w takim wypadku suche i bez wyrazu i niech nikt Wam nie wmówi, że jest inaczej :). Chyba, że jesteście na diecie lub wybraliście inny styl gotowania - wtedy to każdego własny wybór. Na moim blogu jednak zawsze i wszędzie liczyć się będzie przede wszystkim SMAK. A więc zapraszam serdecznie!

 

Pietruszka pieczona w miodzie z sosem aioli

Przepis stąd, podaję po niewielkich modyfikacjach.

Składniki (2 porcje):

  • 500 g małych lub średnich pietruszek
  • 30 g masła
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 główka czosnku
  • 3 łyżki płynnego miodu
  • sól, pieprz

Pietruszki umyć, lekko oskrobać, odciąć końcówki. Ułożyć na blaszce, posolić i popieprzyć. W rondelku rozpuścić masło z oliwą i miodem, dodać nieco soli, mieszanką dokładnie polać pietruszki i obtoczyć je w niej rękami. Główkę czosnku przekroić na pół wzdłuż (całą główkę – przekrawając na pół wszystkie ząbki) i włożyć do blaszki z pietruszkami. Całość wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piec ok. 45 minut, przewracając pietruszki w trakcie dwa razy, do czasu, aż będą miękkie i lekko się skarmelizują.

Sos aioli z pieczonego czosnku:

  • 1/2 szklanki majonezu
  • 3/4 główki upieczonego czosnku (powyżej)
  • kilka kropel soku z cytryny
  • sól

Majonez zmiksować blenderem z czosnkiem, wmieszać cytrynę i doprawić lekko solą. Sos podawać do pieczonych pietruszek.

 

 

Kotlety ryżowe z parmezanem

Przepis własny.

Składniki:

  • 200 g ryżu
  • 1 duże jajko
  • 30 g tartego parmezanu
  • sól, pieprz, ostra papryka
  • olej

Ryż ugotować w osolonej wodzie, aby był miękki. Odcedzić, odparować. Wymieszać dokładnie z rozkłóconym jajkiem i parmezanem, doprawić do smaku solą, pieprzem i ostrą papryką. Z masy formować lekko spłaszczone kotleciki i smażyć na oleju z obu stron do zrumienienia.

 

Smacznego! :)

 

środa, 07 maja 2014

 

Dziś przedstawiam pyszną sałatkę. Pyszną - w takim stylu, jak lubię - oczywiście z majonezem ;), z białkiem w postaci mięsa kurczaka, słodkimi akcentami i dobrze doprawioną.

Jest tu wędzona pierś z kurczaka, kukurydza, marynowany seler, ananas, majonez i prażone płatki migdałów. Prosta, a taka pyszna! Wędzony kurczak dodaje jej specyficznego smaku, nie do zastąpienia przez pieczonego czy gotowanego. Polecam gorąco!

 

Sałatka z wędzonym kurczakiem, selerem, ananasem, kukurydzą i migdałami

Luźna inspiracja: stąd, ja jednak pominęłam jajka, dodałam migdały i wykonałam wg własnych proporcji. Podaję po zmianach.

Składniki:

  • 500 g wędzonej piersi z kurczaka
  • 1 niecała duża puszka kukurydzy
  • 1,5 słoika marynowanego selera
  • 1 puszka ananasa
  • 4-5 łyżek majonezu
  • sól, pieprz, cukier
  • 3 łyżki płatków migdałowych

Kurczaka porwać na kawałki, umieścić w misce. Kukurydzę, selera i ananasa odsączyć na sicie, ananasa pokroić na kawałki i wszystko dodać do miski z kurczakiem. Dodać majonez, wymieszać. Doprawić do smaku.

Płatki uprażyć na suchej patelni. Większość wmieszać do sałatki. Przełożyć sałatkę do miski, w której będziemy ją podawać, wyrównać, oprószyć resztą płatków. Schować do lodówki do przegryzienia się smaków.



Smacznego! *_*

 

sobota, 20 lipca 2013

 

Bardzo lubię eksperymenty w kuchni. Lubię łączyć różne pozornie niepasujące do siebie produkty, smakować i odkrywać nowe połączenia. Tak, zazwyczaj przepis na jakieś danie rodzi mi się w głowie. Z drugiej strony, jest na świecie mnóstwo potraw, prostych, banalnych, ale również pysznych - wszyscy dobrze znają schabowe w panierce, łączą wołowinę z grzybami i jałowcem, marchewkę z groszkiem i jabłka z cynamonem.

Ale są też takie dania, które uważa się już za powszechnie przyjęte lub coraz szybciej się adaptują, a bazują przecież na naprawdę niecodziennych połączeniach. Przykładowo: sałatka jarzynowa - no wystarczy rozebrać ją na czynniki pierwsze, kto w ogóle wpadł na połączenie gotowanych warzyw z litrami majonezu? Albo - kurczak z ananasem czy też kaczka z jabłkiem - to też są przecież dość niecodzienne zestawy. Truskawki z balsamicznym octem, jagnięcina z miętą, solone masło i karmel. Potrawy, których składniki na pierwszy rzut oka prezentują się co najmniej dziwnie, a smakują totalnie, zaskakująco wybornie.

Tak właśnie było u mnie z tą sałatką. To znaczy: wiedziałam od początku, że będzie mi smakować, bo ja przecież takie niesztampowe połączenia uwielbiam od zawsze. Ale nie spodziewałam się, że przypadnie mi do gustu aż do tego stopnia. Bo naprawdę: sałatka jest po prostu genialna. Zrumieniony kurczak, w mojej wersji w ulubionej, słodko-słonej marynacie. Chrupiący, odświeżający seler naciowy - moje nowe odkrycie. Orzeźwiające jabłko i słodkie, mięsiste rodzynki. Podprażone, aromatyczne, chrupkie orzechy włoskie - i dużo majonezu. Naprawdę, jest się czym zachwycać. Treściwa, elegancka. Pyszna. Gorąco polecam!

 

Inspiracja: przepis znaleziony tutaj, podaję według własnych proporcji.

 

Sałatka Waldorf z kurczakiem

Składniki (3-4 porcje):

  • 1 pierś kurczaka (ok. 250 g)
  • 3 łyżki oleju
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżeczka miodu
  • po 1/2 łyżeczki curry i słodkiej papryki
  • 4 łodygi selera naciowego
  • 1 spore jabłko
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 1/3 szklanki orzechów włoskich
  • 5 pełnych łyżek majonezu
  • sól, pieprz

Kurczaka umyć, osuszyć, oczyścić i pokroić w kostkę. Oprószyć solą. W misce wymieszać olej, sos sojowy, miód, curry i paprykę, włożyć do marynaty kurczaka. Następnie mięso razem z całą zalewą przełożyć na patelnię i smażyć do zezłocenia. Wystudzić.

Selera umyć, odciąć końce, opcjonalnie obrać z włókien. Pokroić na kawałki i oprószyć solą. Rodzynki zalać wrzątkiem, odcedzić i dobrze wysuszyć. Orzechy włoskie pokroić i podprażyć na suchej patelni. Jabłko umyć, obrać, pozbawić gniazda nasiennego i pokroić w kostkę, a następnie polać sokiem z cytryny.

Do miski włożyć kurczaka, dodać selera, rodzynki, orzechy, jabłko. Wymieszać. Dodać majonez, wymieszać. Doprawić do smaku pieprzem (ew. solą, lecz wg mnie była już wystarczająco słona) i włożyć do lodówki, aby sałatka się przegryzła.



Smacznego! *__*

 

niedziela, 23 czerwca 2013

 

To niesłychanie, że mija  już czwarty Dzień Ojca bez Ciebie. Nawet nie chodzi o banał, że lata te przeminęły jak jeden dzień. Ale o to, że ja ich w większości po prostu nie pamiętam. Chodzę po omacku w ciągu mijających obok dni, a w moim umyśle z niesłabnącą siłą wciąż rozgrywa się bitwa o zachowanie pamięci – o to, żeby te najstraszniejsze wspomnienia odeszły wreszcie w nicość, zwalniając miejsce dla tych najpiękniejszych, których jest przecież dużo, dużo więcej. Ale to nie jest takie proste.

Wczoraj były moje dziewiętnaste urodziny,. Wszyscy zawsze mówili: „urodziłaś się zaledwie niecałą godzinę przed Dniem Ojca, jak najpiękniejszy prezent dla swojego Taty”. Ale wiem, że prezent w postaci osoby o moich personaliach nie jest wystarczający.

Od dawna wiem, że jestem do Ciebie podobna, jak niektórzy często mówili „wykapany Tatuś”. Podobne mieliśmy charaktery, po Tobie chyba odziedziczyłam pasję i dryg do psychologii. I w pewnym stopniu też – miłość do jedzenia. Nie tylko w sensie biologicznym, oczywiście. Jedzenia – jako sztuki łączenia smaków, celebracji chwil spędzonych wspólnie przy stole.

Pamiętam, jak zawsze w restauracjach zamawiałeś egzotycznie dla dziecka wówczas brzmiące potrawy: zupę z raków, jagnięcinę, wołowinę w ekstrawaganckich sosach. Jak zachwycałeś się wykwintnymi potrawami Mamy – która zawsze lubiła wymyślać różne rzeczy dla Ciebie. Pamiętam, jak dziwiłeś się i zachwycałeś faktem, że Twoja kilkuletnia córka (tak, to ja…) od pulpecików i pomidorówki o stokroć woli śmierdzące, pleśniowe sery, hiszpańską chorizo, szpinak i carpaccio. Pamiętam każde wspólne wakacje, zawsze w ciekawych miejscach, połączone ze zwiedzaniem wyznaczonych przez Ciebie tras, poznawaniem lokalnej kultury i wspólnym spędzaniem czasu. To dlatego do dziś uwielbiam intensywne zwiedzanie, podczas gdy większość znajomych woli znacznie leżenie na plaży albo nieustające, wakacyjne imprezy.

Dzieciństwo to było dla mnie czekanie na Ciebie. Aż wrócić ze zjazdu, ze zgrupowania swojego stowarzyszenia, z pracy – której tak byłeś oddany. Ale wtedy, w soboty, siadaliśmy wieczorem wspólnie w pokoju, słuchaliśmy dobrej muzyki i rozmawialiśmy. Pamiętam, jak będąc dziewczynką wąchałam często kupowane przez Ciebie, dobre wino, a ty pytałeś, jakie wyczuwam w nim nuty smakowe.

Nigdy nie spróbowałeś żadnej zrobionej przeze mnie potrawy. Nigdy nic dla Ciebie nie mogłam ugotować. Ale to tylko dlatego – że kiedy jeszcze BYŁEŚ, nie odkryłam w ogóle swojej kulinarnej pasji. Kiedyś, lata temu, gdy zostałyśmy same w domu z siostrą, wpadłam na szalony pomysł przygotowania na Twój i Mamy przyjazd pieczonych placuszków z książki kucharskiej Kubusia Puchatka. Wyszły totalnie niezjadliwe, przesolone do granic możliwości. Ale Ty mimo tego byłeś nimi zachwycony, bo zrobiło je Twoje dziecko.

Już sobie wyobrażam, jak zachwycałbyś się daniami, które przygotowuje teraz. Jak byłbyś ze mnie dumny. Ale wiem, że przecież nigdy nie spróbujesz żadnej przygotowanej przeze mnie potrawy. Że nigdy nie upiekę Ci urodzinowego tortu. Zamiast tego idę powoli słoneczną, leśną dróżką, postawić na cmentarzu wazon pełen świeżych, wiosennych, jasnych kwiatów.

A wiem, że to danie smakowałoby Ci bardzo. Połączenie delikatnego mięsa z polędwiczki wieprzowej, zwiniętego w zgrabne roladki wypełnione namoczonymi w mleku wiórkami kokosowymi i świeżymi czereśniami, i kremowego, śmietankowo-czereśniowego sosu z octem balsamicznym. Młode ziemniaki, orzechowo-majonezowa surówka z selera. Wiem, że byłbyś ze mnie dumny. A zwłaszcza z tego, że danie ów wymyśliłam przecież sama. Rzecz, na którą większość ludzi nie zwraca uwagi, zachwycając się tylko powielającymi się, kiedyś – oryginalnymi, a teraz oklepanymi do cna przepisami. Może w jakiś magiczny sposób poczujesz smak mojej potrawy, przyjmując ją jako iluzoryczny, niematerialny prezent na Dzień Ojca. Wszystkiego najlepszego, Tato.

 

Przepis autorski.

 

Składniki (3 porcje)

Roladki z polędwiczek wieprzowych z czereśniami i kokosem w kremowym sosie balsamiczno-czereśniowym:

  • 1 polędwiczka wieprzowa (ok. 400 g)
  • 40 g wiórków kokosowych
  • 1/4 szklanki mleka
  • 5 łyżek wody
  • 2 łyżki oleju
  • 300 g czereśni
  • sól, pieprz
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 1 łyżka cukru
  • 1/3 szklanki śmietanki kremówki 30 % lub mleka kokosowego
  • 1 płaska łyżeczka skrobi, rozpuszczona w 1/4 szklance wody

Wiórki namoczyć w 1/4 szklanki mleka, zostawić do napęcznienia. Czereśnie umyć, usunąć pestki. 1/3 pokroić w kawałki.

Polędwiczki umyć, osuszyć i oczyścić z błonek. Następnie pokroić w poprzek na kawałki ok. 3 cm (wyszło mi 12 kawałków) i rozbić je tłuczkiem na cienkie, podłużne pasy. Natrzeć solą i pieprzem. Następnie na każdym kawałku rozsmarowywać masę kokosową i z jednej strony układać po kilka kawałków czereśni (tych pokrojonych). Zwijać małe roladki i spinać je wykałaczką.

Na patelni rozgrzewać olej i partiami obsmażać roladki z kilku stron, po 3 minuty z każdej strony. Następnie zdjąć je z patelni. Jeśli roladki będą jeszcze surowe w środku, przełożyć je do naczynia żaroodpornego i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni, najlepiej z termoobiegiem, i piec jeszcze kilka minut.

W międzyczasie przygotować sos. Do rondla wrzucić resztę czereśni, dodać cukier oraz wodę. Gotować na niewielkim ogniu ok. 10 minut, aż owoce zmiękną. Dodać ocet balsamiczny i śmietankę lub mleczko kokosowe, wymieszać i gotować chwilę do zgęstnienia. Doprawić lekko solą. Dodać skrobię rozprowadzoną w wodzie i gotować chwilę, aż sos będzie gęsty. Roladki podawać pokrojone z czereśniowo-śmietankowym sosem.

 

Surówka z selera z orzechami włoskimi:

  • ok. 350 g selera, waga po obraniu
  • 2 płaskie łyżki majonezu
  • sól, pieprz, cukier
  • garść orzechów włoskich, grubo posiekanych

Umytego i obranego selera zetrzeć w paski na tarce o dużych oczkach. Następnie umieścić w misce, wymieszać z majonezem, doprawić do smaku pieprzem, cukrem i lekko solą. Wmieszać orzechy. Wstawić do lodówki na 30 minut do przegryzienia.

 

P.S. Wciąż gorąco zachęcam do oglądania przepisu na mój Tort Urodzinowy - Bakaliowy Klejnot Orientu. Mmmm, niebo w gębie! KLIK

 

Smacznego!!! *_*



 

Ten wpis bierze udział w akcji:

wtorek, 30 kwietnia 2013

 

Generalnie dotarłam już dawno do tego momentu, że w kuchni od odtwarzania znalezionych w książkach czy też w Internecie przepisów znacznie wolę autorskie wymyślanie potraw. Oczywiście, np. przy okazji ciast - gdzie odmierzanie składników i "chemia" są istotne - stosuję się do konkretnych wytycznych, ale dodatki, sposób podania itp. są już "moje". Czasem pomysł rodzi mi się w głowie sam z siebie, czasem jakieś zdjęcie czy przepis mnie zainspiruje - jednak finalnie zazwyczaj przyrządzam potrawę według własnej fantazji.

Ale są takie potrawy, które przyrządzać trzeba według dokładnych, klasycznych przepisów. Dania kultowe, znane wszystkim - esencjonalne dla danej kuchni, regionu, tradycji. I czasem właśnie chcę sama, w domu - odtworzyć taki smak: smak sławnego ciasta, sosu, mięsa, makaronu. Jedną z takich potraw jest z pewnością klasyczny sos boloński - ragu alla Bolognese. Sos idealny w każdym calu - uwielbiam go bardzo, bardzo ;). Czasem pojawia się w postaci szybkiego (względnie przynajmniej ;)) dodatku do makaronu, jednak czasem pozwolić sobie trzeba na trochę rozpusty.

A rozpusty tej imię: al forno, czyli: z pieca. Mowa oczywiście o kultowych makaronowych zapiekankach z wykorzystaniem bolońskiego sosu. Robiłam już cannelloni alla Bolognese, było naprawdę pyszne (przepis, klik). Tym razem jednak przyrządziłam coś jeszcze bardziej niebiańskiego, a mianowicie: lasagne alla Bolognese. Przepyszny, pomidorowo-mięsny sos, płaty makaronu lasagne, tarty ser, parmezan oraz duże ilości kremowego beszamelu. Nic więcej dodawać nie muszę: oprócz tego, że to zdecydowanie jedno z moich najulubieńszych dań. Polecam gorąco!

 

Przepis na sos boloński stąd, podawałam go przy okazji cannelloni (tutaj, klik). Od siebie dodałam cukier - dla mnie esencjonalny przy wszelkich pomidorowych sosach ;). Przepis na beszamel oraz całą resztę – własne.

 

Składniki (3-4 porcje)

Sos boloński (ragu alla Bolognese):

  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 marchewka
  • 150 g pancetty lub boczku (np. krojonego w paski, lekko wędzonego)
  • 500 g mielonego mięsa wołowego
  • 1 szklanka białego wina
  • 140 g koncentratu pomidorowego
  • 1 szklanka gorącego bulionu wołowego
  • 400 g pomidorów z puszki
  • sól i pieprz
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/2 łyżeczki suszonej bazylii

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Cebulę posiekać, zeszklić na oliwie. Następnie dodać zmiażdżony czosnek oraz pokrojone w drobną kosteczkę seler naciowy oraz marchewkę. Obsmażyć, następnie przesunąć warzywa na bok i w wolne miejsce włożyć pokrojony w kosteczkę boczek. Zrumienić, co jakiś czas mieszając, na koniec wymieszać zawartość patelni. Przesunąć wszystko na bok garnka i dodać mielone mięso. Dokładnie je obsmażyć, tak, aby stało się brązowe, wymieszać z warzywami i boczkiem. Smażyć do zezłocenia mięsa.

Następnie wlać wino i gotować na średnim ogniu przez 3 minuty, dodać koncentrat pomidorowy uprzednio rozprowadzony w 3 łyżkach gorącego bulionu, dokładnie wymieszać. Wlać resztę gorącego bulionu, zagotować, dodać zmiksowane pomidory z puszki. Doprawić solą, cukrem, pieprzem i bazylią. Przykryć i gotować na małym ogniu ok. 2 godziny. Od czasu do czasu zamieszać.

Uwaga (przyp. N.) - sos do przekładania lasagne nie może być tak gęsty jak zwyczajny sos do makaronu - musi doprowadzić do zmięknięcia pasty oraz przetrwać pieczenie. Dlatego też, jeśli wyjdzie bardzo gęsty, należy trochę rozcieńczyć go gorącą wodą.

Sos beszamelowy:

  • 60 g masła
  • 60 g mąki pszennej
  • 600 ml mleka (pełnotłustego)
  • 3/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • sól, pieprz

W rondelku stopić masło, dodać mąkę i krótko zasmażyć. Następnie wlewać partiami mleko, wciąż mieszając i gotując na niewielkim ogniu do zgęstnienia sosu - należy przy tym uważać, aby nie zrobiły się grudki. Doprawić solą, pieprzem, cukrem i gałką muszkatołową.

Ponadto:

  • płaty makaronu lasagne (wykorzystałam 9, jednak należy dostosować do własnej formy i preferencji)
  • 120 g startego sera żółtego, o łagodnym smaku, np. Goudy
  • 3 łyżki startego parmezanu
  • bazylia lub oregano, do posypania
  • oliwa z oliwek

Prostokątne naczynie żaroodporne natłuścić oliwą. W garnku zagotować osoloną wodę i partiami podgotowywać w niej makaron przez ok. 3 minuty, a następnie odcedzać i rozkładać na blacie – tak, aby się nie posklejał. W naczyniu rozprowadzić cieniutką warstwę pomidorowego sosu (wodnistej części), na to położyć warstwę makaronu. Posmarować niezbyt grubą warstwą beszamelu, na to wyłożyć 1/3 sosu pomidorowo-mięsnego i posypać startym serem żółtym. Następnie wyłożyć kolejne płaty lasagne, posmarować beszamelem, sosem pomidorowo-mięsnym, posypać serem. Wyłożyć kolejne płaty, posmarować cienką warstwą beszamelu. Na to wyłożyć resztę sosu pomidorowo-mięsnego. Pozostały ser żółty wymieszać z pozostałym beszamelem i pokryć mieszanką lasagne. Posypać tartym parmezanem i ziołami. Uwaga: przyrządzając lasagne należy pamiętać o tym, aby każdy kawałeczek makaronu był dobrze pokryty sosem, w przeciwnym wypadku nie zmięknie należycie. Piec ok. 35 minut w 200 stopniach, do zmięknięcia makaronu.



Smacznego!!! *__*

 

poniedziałek, 18 lutego 2013

 

Może dzisiaj bez zbędnych wstępów. Bo co właściwie mam ciągle pisać - przecież nie to, co ciśnie mi się na usta. Są granice. Nie znoszę. Po prostu.

***************

Już dawno, dawno marzyłam o przyrządzeniu prawdziwego, tradycyjnego sosu bolońskiego - ragu alla Bolognese. Oczywiście, na pewno muszę jeszcze wykonać go w tej najpowszechniejszej wersji - w towarzystwie spaghetti (i to nie raz! :)), ale tym razem zrobiłam cannelloni z sosem bolońskim - zapiekane z beszamelem. Przepyszne.

Z reguły spaghetti po bolońsku, jeśli w ogóle ktoś wie, o co chodzi, uznawane jest po prostu za makaron z sosem pomidorowym i mielonym mięsem. Właściwie z grubsza tak to właśnie wygląda. Ale - diabeł tkwi w szczegółach, więc tym razem postarałam się o szczegółową recepturę.

Skorzystałam z przepisu umieszczonego na Kwestii Smaku, gdzie podawany jest jako oryginalny, włoski. Oliwa, pomidory z puszki, cebula, pancetta, mielone mięso wołowe, bulion, białe wino. Do tego marchewka i naciowy seler. Choć w tradycyjnym przepisie nie używa się czosnku, Asia uznaje jednak jego dodatek - ja również tak zrobiłam. Lekko przyprawiony bazylią (w przeciwieństwie do mocno bazyliowego ragu alla Napoletana). I to jest właśnie prawdziwy, boloński sos.

Jako, że użyłam go do nadziania makaronu cannelloni, potrawę przyrządzaną w ten sposób podałam, tradycyjnie, zapieczoną z sosem beszamelowym z dodatkiem parmezanu. Było przepyszne. Uwielbiam wręcz takie dania. Niestety, mało fotogeniczne - jak chyba większość przepisów z mielonym mięsem - ale przecież liczy się głównie smak. Gorąco polecam!

 

Przepis na oryginalny sos boloński pochodzi z Kwestii Smaku (klik), skąd też podaję, z moimi drobnymi modyfikacjami. Autorka jednak, przyrządzając cannelloni, używa moim zdaniem zdecydowanie za mało beszamelu - przyrządziłam go więc według własnego uznania.

 

Składniki na 4 porcje

Sos boloński (ragu alla Bolognese):

  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 cebula
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 marchewka
  • 150 g pancetty lub boczku (np. krojonego w paski, lekko wędzonego)
  • 500 g mielonego mięsa wołowego
  • 1 szklanka białego wina
  • 140 g koncentratu pomidorowego
  • 1 szklanka gorącego bulionu wołowego
  • 400 g pomidorów z puszki
  • sól i pieprz
  • 1/2 łyżeczki suszonej bazylii

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Cebulę posiekać, zeszklić na oliwie. Następnie dodać zmiażdżony czosnek oraz pokrojone w drobną kosteczkę seler naciowy oraz marchewkę. Obsmażyć, następnie przesunąć warzywa na bok i w wolne miejsce włożyć pokrojony w kosteczkę boczek. Zrumienić, co jakiś czas mieszając, na koniec wymieszać zawartość patelni. Przesunąć wszystko na bok garnka i dodać mielone mięso. Dokładnie je obsmażyć, tak, aby stało się brązowe, wymieszać z warzywami i boczkiem. Smażyć do zezłocenia mięsa.

Następnie wlać wino i gotować na średnim ogniu przez 3 minuty, dodać koncentrat pomidorowy uprzednio rozprowadzony w 3 łyżkach gorącego bulionu, dokładnie wymieszać. Wlać resztę gorącego bulionu, zagotować, dodać zmiksowane pomidory z puszki. Doprawić solą, pieprzem i bazylią. Przykryć i gotować na małym ogniu ok. 2 godziny. Od czasu do czasu zamieszać.

Uwaga (przyp. N.) - sos do nadziewania cannelloni nie może być tak gęsty jak zwyczajny sos do makaronu - musi doprowadzić do zmięknięcia pasty oraz przetrwać pieczenie. Dlatego też, jeśli wyjdzie bardzo gęsty, należy trochę rozcieńczyć go gorącą wodą.

Sos beszamelowy:

  • 50 g masła
  • 4 łyżki mąki pszennej
  • 2 szklanki mleka
  • spora szczypta gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
  • 4 łyżki tartego parmezanu

W rondelku stopić masło, dodać mąkę i krótko zasmażyć. Następnie wlewać partiami mleko, wciąż mieszając i gotując na niewielkim ogniu do zgęstnienia sosu - należy przy tym uważać, aby nie zrobiły się grudki. Doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Ponadto:

  • 16 rurek makaronu cannelloni
  • sól
  • masło do natłuszczenia formy

W garnku zagotować osoloną wodę, podgotowywać rurki przez ok. 2 minuty, wykładać na talerz - należy bardzo uważać, aby się nie posklejały.

Formę żaroodporną wysmarować masłem, na dnie umieścić odrobinę rzadkiej części sosu. Następnie kolejno nadziewać rurki cannelloni (mój sposób - stawiać rurkę na dłoni pionowo, tak aby farsz nie mógł wylecieć, a drugą ręką, małą łyżeczką, nadziewać makaron - N.). Następnie układać je w formie. Jeśli rurka będzie ułożona na innej rurce, oddzielać je niewielką warstwą sosu. Na koniec wylać na nadziane rurki resztę sosu - każdy fragment makaronu musi być nim otoczony, aby odpowiednio zmiękł. Całość polać równomiernie sosem beszamelowym. Piec ok. 30 minut w 180 stopniach.

 

Smacznego! *_*

 

 
1 , 2