Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Odszukaj.com - przepisy kulinarne Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi

Wpisy z tagiem: mleko skondensowane

piątek, 02 grudnia 2016

 

Te ciasteczka nie wyglądają i nie smakują identycznie jak sklepowe Jeżyki, nie taki zresztą był cel. To jakby luźna inspiracja popularnymi ciasteczkami - bo jest ciągnąca czekolada, przypominająca nieco czekoladowy karmel, są chrupiące herbatniki jako ekwiwalent kruchego ciastka na spodzie oraz - zatopione w masie bakalie: nerkowce, migdały czy żurawiny. Błyskawiczne do zrobienia, smakowite i nie takie niezdrowe :) Polecam!

 

Ciasteczka jak Jeżyki

Przepis stąd, dodałam dodatki wg własnego uznania.

Składniki (2 talerze ciastek):

  • 150 g mleczka skondensowanego słodzonego
  • 100 g mlecznej czekolady
  • 50 g masła
  • 150 g bakalii (użyłam mieszanki żurawin, migdałów i nerkowców)
  • 100 g herbatników, pokruszonych na kawałeczki

Mleczko, masło i czekoladę roztopić w garnku na małym ogniu (nie przypalić!). Dodać pokrojone bakalie i herbatniki. Wymieszać dokładnie. Z masy formować kopczyki na blasze wyłożonej folią spożywczą. Wstawić na kilka godzin do lodówki do stężenia. Oddzielić od folii.

 

Smacznego!

 

środa, 27 kwietnia 2016

 

Kiedyś próbowałam już przygotować domową piankę a`la Mleczko Ptasie, Alpejskie Mleczko itp. Wyszła mi wtedy bardzo smaczna, ale całkowicie koślawa i wyglądająca okropnie ;). Ostatnio postanowiłam przygotować ją innym sposobem, zadbać o lepszy wygląd i zdjęcia i... oto jest! Delikatna, kremowa pianka waniliowa, pokryta warstwą gorzkiej czekolady. Sprężysta, rozpływająca się w ustach. Nie smakuje identycznie jak kupna, jest lżejsza. Ponieważ moim ideałem jest mocno kremowe Alpejskie Mleczko, będę jeszcze próbować w przyszłości przygotować piankę podobną do niego. Dziś jednak zostawiam Was z tym przepisem i polecam serdecznie!

P.S. Poprzedni, starszy przepis na piankę znika z menu bloga, można znaleźć go poprzez wyszukiwarkę.

 

Rajski Puszek waniliowy (jak Mleczko Ptasie), delikatny

Przepis stąd (klik), podaję po niewielkich zmianach.

Składniki:

  • 5 białek
  • 100 g masła
  • 140 g mleczka skondensowanego słodzonego
  • 180 g cukru
  • 20 g żelatyny
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 400 g gorzkiej czekolady + 1 łyżka masła

Mleczko i masło stopić w garnku, przestudzić, dodać wanilię. Żelatynę zalać 100 ml wody, odstawić do napęcznienia.

Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec dodając cukier, łyżka po łyżce, ubijając, do uzyskania gęstej, lśniącej masy.

Napęczniałą żelatynę podgrzać w kąpieli wodnej do rozpuszczenia, a następnie cienkim strumyczkiem dodawać do białek, wciąż miksując (nie można robić tego za szybko, bo masa się zbryli). Na koniec wmiksować masę mleczno-maślaną.

Masę wylać do dużej blaszki wyłożonej folią przezroczystą. Wstawić do lodówki na kilka godzin do stężenia. Następnie pokroić w kostki.

Czekoladę stopić w kąpieli wodnej z masłem, przestudzić. Gdy będzie letnia, ale nadal płynna, smarować nią ścianki kosteczek pianki – uwaga: za ciepła rozpuści pianki. Odstawić do lodówki do stężenia.

 

Smacznego!

 

poniedziałek, 14 września 2015

 

Jak słyszę ludzi mówiących, że domowa chałwa jest lepsza od sklepowej/domowe lody są lepsze niż te z dobrej cukierni wykonane profesjonalną maszyną itp., to zawsze zastanawiam się, czy oni tak tylko sobie wmawiają, czy naprawdę nie czują tej kolosalnej różnicy w smaku. Są rzeczy, które w domowych warunkach nigdy nie wyjdą tak dobre jak te kupne. Przykładem idealnym jest tu właśnie chałwa - domowa wykonana z tahiny i syropu cukrowego nigdy nie będzie tak dobra jak ta złożona z cienkich niteczek, przyrządzona przez prawdziwego chałwiarza. Tak jest i koniec. Komuś może smakować mniej, drugiemu bardziej, ale jaka powinna być Prawdziwa Chałwa, wiadomo. Śmieszy mnie ten powszechny na niektórych blogach pogląd, że wszystko, co domowe, jest zawsze lepsze niż kupne. No bo po prostu nie jest.

Ta mała dygresja nieco tylko wiąże się z dzisiejszą propozycją. Chciałabym bowiem zaprezentować Wam przepyszne lody chałwowe z pastą tahini. Nie, nie są lepsze niż te z dobrej cukierni, w domu nie mam ani profesjonalnego sprzętu, ani odpowiednio chłodzącej zamrażarki ;). Ale są domowe i jak na domowe - naprawdę pyszne. Gładkie, kremowe, tłuste... I mocno chałwowe. A chałwę to ja uwielbiam! Polecam :)

 

Lody chałwowe z tahini

Przepis z Moich Wypieków, zamieniłam jednak miód na cukier, dałam też nieco więcej tahini. Podaję po niewielkich zmianach.

Składniki:

  • 300 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 150 g tahini
  • 300 ml śmietanki kremówki 30 lub 36
  • 1,5 szklanki mleka
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 5 łyżek cukru (lub do smaku)

Wszystkie składniki umieścić w garnuszku i podgrzewać, mieszając, do uzyskania gładkiej masy. Następnie wystudzić i schłodzić w lodówce przez kilkanaście godzin.

Następnego dnia ukręcić lody w maszynie lub wykonać je bez maszyny – zmiksować mikserem do spienienia, a następnie wstawić do zamrażarki. Przez pierwsze 4 godziny co pół godziny miksować dokładnie blenderem, aby pozbyć się kryształków lodu. Lody gotowe będą po kilkunastu godzinach. Przed konsumpcją pół godziny wcześniej przełożyć do lodówki, by zmiękły.

 

Smacznego!!!

 

niedziela, 16 sierpnia 2015

 

Dziś na szybko prezentuję sposób na błyskawiczny i lekki deser bez pieczenia, na wciąż trwające upały jak znalazł. Tęczowa pianka z galaretek i ubitego mleczka skondensowanego, w ślicznych pastelowych kolorach. Jako, że wyjątkowo źle już znoszę panujące temperatury, pożegnam się tylko i serdecznie polecam :)

 

Tęczowa pianka

Przepis stąd.

Składniki (tortownica 23 cm):

  • 400 g (1 puszka) mleka skondensowanego niesłodzonego
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 3 galaretki w różnych kolorach (u mnie: niebieska, czerwona, żółta)

Mleko bardzo mocno schłodzić. Każdą galaretkę rozpuścić w szklance wody. Gdy zaczną lekko tężeć, ubić mleko wraz z cukrem na wysokich obrotach do otrzymania gęstej piany (3 minuty).

Pianę podzielić na 3 części. Każdą zmiksować z jedną z galaretek. Tortownicę wyłożyć folią aluminiową. Na środek formy kolejno wlewać po 3 łyżki każdego koloru pianki. Rozlewające się masy utworzą śliczną tęczową zeberkę. Postępować tak do skończenia mas. Schłodzić kilka godzin w lodówce do stężenia.

 

Smacznego!

 

wtorek, 02 września 2014

 

Teraz, gdy wreszcie mam wolne... Nie mam ochoty na nic. Siedzę. Przynajmniej trochę gotuję. Nie myślę. Nic.

A dziś zapraszam Was na znaną i lubianą tartę - Key Lime Pie. Najlepszy, maślany spód z ciasteczek zbożowych - mojego autorstwa, do tego pysznie słodko-kwaśna masa z limonek i mleka skondensowanego słodzonego, która smakuje jak bardzo delikatny sernik. Ja uwielbiam takie cytrusowe desery, więc smakowało mi bardzo. Polecam gorąco:).

 

Key Lime Pie

Przepis stąd, ja jednak zmieniłam spód – wykonany z tych proporcji nie starczyłby na formę i przede wszystkim byłby zbyt sypki i suchy. Taki wyszedł idealny. Podaję po zmianach.

Spód ciasteczkowy (forma ok. 26 cm):

  • 200 g ciasteczek digestive lub innych zbożowych o lekko słonym smaku
  • 100 g masła

Masło roztopić. Ciasteczka pokruszyć w malakserze lub blenderze, wymieszać z masłem. Tartownicę natłuścić i wyłożyć masą ciasteczkową, zarówno spód, jak i boki. Podpiec w 160 stopniach ok. 8 minut.

Wypełnienie:

  • 400 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 1/2 szklanki soku wyciśniętego z limonek (3-5 owoców, zależnie od wielkości)
  • 1 łyżka startej skórki z limonki + 2 łyżki
  • 4 żółtka

Żółtka ubić mikserem n a puch, następnie dodać mleko, sok i skórkę, zmiksować do uzyskania puszystej masy. Wyłożyć ją równomiernie na podpieczony spód. Piec w 170 stopniach ok. 15 minut. Upieczona tarta będzie lekko ścięta z wierzchu masy. Wyjąć, wystudzić. Schłodzić w lodówce przez całą noc.

Opcjonalnie:

  • bita śmietana, cukier puder

Tartę można udekorować śmietaną ubitą z niewielką ilością cukru pudru. Posypać resztą startej skórki z limonki. Przechowywać w lodówce.

Smacznego! :)

 

niedziela, 04 sierpnia 2013

 

Jak każde dziecko, a teraz również jak większość dorosłych (tak, tak, choć mało kto się do tego przyznaje!) uwielbiam Nutellę. Kremowa, czekoladowa słodka. Oczywiście, raczej nie na chlebie. Ale również - oczywista oczywistość - koniecznie... z masłem! Chyba pisałam już o tym kiedyś.

Wiedziałam, że prędzej czy później zrobię własną wersję tego smakołyku. Nie mogłam tylko zdecydować się na żaden konkretny przepis. Jako pierwszy więc wypróbowałam ten najbardziej popularny, pochodzący z Moich Wypieków. I trochę się rozczarowałam. Krem nie jest zły, ale nutelli to on nie przypomina, ma też dość nietypową konsystencję. Ale chyba żeby się przekonać, musicie spróbować sami :)

I zapraszam do oglądania! :)

 

Golden syrup

Przepis stąd, podaję po niewielkich modyfikacjach.

Składniki (mały słoiczek):

  • 40 g + 200 g cukru
  • 120 ml wrzącej wody
  • 1 łyżeczka soku z cytryny

Na patelni umieścić 40 g cukru i zrobić bursztynowy karmel, następnie szybkim ruchem wlać go do rondla z wrzącą wodą, postawionego na gazie. Podgrzewać, nie mieszając (!), aż kryształki karmelu znów się rozpuszczą. Dodać resztę cukru, sok z cytryny, zamieszać i gotować ok. 45 minut, aż całość zgęstnieje i będzie mieć konsystencję lejącego miodu – uwaga, po ostygnięciu syrop znacznie jeszcze zgęstnieje. Przestudzić, przelać do słoiczka.

 

Domowa Nutella, ciągnąca i mocno czekoladowa

Przepis z MW (klik), podaję po niewielkich zmianach.

Składniki (1 słoik):

  • 50 g orzechów laskowych
  • 60 g gorzkiej czekolady
  • 150 g mleczka skondensowanego słodzonego (np. w tubce)
  • 2 łyżki golden syropu lub ew. miodu

Orzechy uprażyć na suchej patelni, a następnie usunąć skórki, pocierając nimi między szmatką. Zmielić robotem na pył, a następnie blenderem miksować przez ok. 10 minut, aż powstanie z nich gładka, tłusta pasta. W kąpieli wodnej roztopić mleczko skondensowane z czekoladą i golden syropem. Mieszankę dodać do pasty orzechowej i wszystko razem zmiksować blenderem na gładką masę. Przełożyć do słoiczka. Przechowywać w lodówce.

Smacznego!!! *_*

 

czwartek, 30 maja 2013

 

 

We’re half-awake in a fake empire.

***********

Mówiłam już nieraz, że uwielbiam kokosa. I to w każdej jego wersji: zarówno w postaci delikatnego, kremowego i jasnego Raffaello, jak i soczystego, czekoladowego, słodkiego Bounty. Nie będę więc już kolejny raz się powtarzać.

Domowe Bounty zrobić miałam już dawno temu. Lecz ostatnio zdarzyła się po temu odpowiednia okazja - przyrządziłam je bowiem dla mojej Mamy z okazji Dnia Matki, gdyż uwielbia ona te batoniki równie mocno, jak ja. Mama jednak woli Bounty w ciemnej czekoladzie, podczas gdy ja preferuję klasycznie - w mlecznej. Domowe Bounty obtoczyć możemy w takiej, jaką lubimy najbardziej (teoretycznie - nawet w białej, choć tego nie polecam). Widziałam wiele receptur na te słodkości w różnych źródłach, lecz finalnie zdecydowałam się na tę, która odpowiadała mi najbardziej. I to był dobry wybór! Batoniki z przepisu naprawdę smakują jak oryginalne Bounty! Soczyste, słodkie, przepyszne... Może trochę mniej słodkie niż oryginały i z lekko wyczuwalnym posmakiem skondensowanego mleka... Ale naprawdę przepyszne! To bardzo dobry przepis. Polecam gorąco! :)

 

Przepis pochodzi z bloga Strawberries from Poland (klik), podaję po lekkiej zmianie proporcji.

 

Składniki:

  • 150 g mleczka skondensowanego słodzonego
  • 150 g wiórków kokosowych
  • 75 g bardzo miękkiego masła
  • 1 łyżeczka cukru pudru, płaska
  • 150-200 g czekolady, gorzkiej lub mlecznej (lub pół na pół)

W misce umieścić mleczko skondensowane, cukier puder, wiórki i masło, całość wymieszać bardzo dokładnie mikserem na jednolitą, gęstą masę. Wyłożyć ją do wyściełanej folią aluminiową, niewielkiej foremki, wyrównać. Wstawić do stężenia do zamrażarki na 1 godzinę lub na kilka godzin do lodówki.

Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej, lekko przestudzić. Zastygnięte batoniki kroić ostrym nożem na kwadraty lub prostokąty i obtaczać w ulubionej czekoladzie. Odstawić do stężenia do lodówki. Najlepiej przechowywać w lodówce.



Smacznego! *_*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

wtorek, 23 kwietnia 2013

 

Rzadko robię serniki. Po części dlatego, że jakoś szczególnie za nimi nie przepadam. Mam co prawda kilka ulubionych, jednak, o ironio, lubię je głównie za te cechy, które są raczej dla typowego sernika niespotykane: paschę oczywiście - za kremowość i dużą ilość masła, sernik królewski - za kakaowe ciasto półkruche, Złotą Rosę - za lekką piankę ze złocistymi kropelkami oraz półkruche, jasne ciasto. Do tego - sernik na zimno na bazie mleka w proszku bądź mascarpone... I mamy zestaw najmniej sernikowych serników, jak to możliwe :>.

Jednak czasem przyrządzę tradycyjny sernik. Nowojorski - lekki, kremowy, smakował mi bardzo. Podobnie te z orzechami - za boskie orzechy. Tym razem postawiłam na dodatki. Do sernika wrzuciłam posiekane wafelki z kremem czekoladowym i czekoladą - PryncyPałki ;). Jeśli chodzi o masę serową - chciałam wypróbować coś nowego: masę na mleku skondensowanym słodzonym. Sernik wyszedł wilgotny, lecz zwarty i dobrze się krojący - co mnie przyjemnie zadziwiło, bowiem surowa masa była całkowicie płynna. Do tego wykonałam kakaową polewę z mleka skondensowanego. Na spód natomiast użyłam pokruszonych ciasteczek maślanych z czekoladą. I wyszło naprawdę ciekawie! Dla fanów serników - propozycja przepyszna! Polecam :).

 

Przepis na masę serową na mleku skondensowanym: z Moich Wypieków, dodałam jednak od siebie cukru pudru i pominęłam akcenty cytrynowe; pomysł z dodaniem do sernika wafelków czekoladowych - stąd. Polewa, spód i cała koncepcja ciasta: autorskie.

 

Składniki (duża blacha)

Spód ciasteczkowy:

  • 400 g ciasteczek kruchych z czekoladą (lub herbatników w czekoladzie)
  • 150 g masła, stopionego

Herbatniki dokładnie zmielić w blenderze lub malakserze, a następnie wymieszać z roztopionym masłem. Masę powciskać dokładnie w natłuszczoną formę, aby uformować równy spód.

Masa serowa:

  • 1,5 kg sera na serniki (z wiaderka lub 3-krotnie zmielonego twarogu)
  • 6 jajek
  • 800 g mleka skondensowanego słodzonego (nie gotowanego!)
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 czubate łyżki cukru pudru
  • 250 g wafelków z kremem czekoladowym w czekoladzie, np. PryncyPałków

W misie miksera umieścić wszystkie składniki prócz wafelków, zmiksować (lub utrzeć ręcznie), aż wszystko dobrze się połączy. Wafelki pokroić na kawałki i wmieszać delikatnie, lecz dokładnie do masy.

Masę serową wylać na ciasteczkowy spód. Piec w temperaturze ok. 160ºC (bez termoobiegu) przez ok. 60 minut - w kąpieli wodnej - aby to zrobić, należy pod blachę z sernikiem postawić naczynie z wrzącą wodą. Wystudzić w lekko uchylonym piekarniku. Wyjąć, włożyć do lodówki na kilka godzin lub całą noc.

Ponadto:

  • 200 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 2 łyżki kakao
  • 150 g pokrojonych wafelków z kremem czekoladowym, np. PryncyPałków

Mleko skondensowane wymieszać z kakao, polewą pokryć dekoracyjnie schłodzony sernik. Udekorować pokrojonymi wafelkami.

 

Smacznego!!! :)

 

sobota, 30 marca 2013

 

Dzisiaj – bez zbędnych wstępów, bo czas goni jak szalony, a tyle jeszcze do zrobienia… Zresztą, nikt nie ma też raczej czasu czytać blogowych wpisów ;).

Publikuję więc jeden z dwóch tegorocznych mazurków – mój autorski wymysł… mazurek orzechowy ze śliwkami w rumie i czekoladową truflą. Obmyśliłam sobie w głowie koncepcję mazurka, tak, aby połączyć wszelkie pyszne smaki… Mamy tu więc: maślany spód z dodatkiem mielonych orzechów włoskich, pyszną, słodką masę z suszonych śliwek w dużej ilości rumu oraz czekoladową truflę – z gorzkiej czekolady, słodkiego skondensowanego mleczka oraz śmietanki kremówki. Całość ozdobiona orzechami i suszonymi śliwkami. Słodko, wykwintnie – po prostu przepysznie. Wprost uwielbiam takie bogactwo smaków. Gorąco, gorąco polecam!

EDIT: Jestem właśnie po degustacji mazurka i muszę powiedzieć, że wyszedł... po prostu WYBORNY. Niebo w gębie! Z pewnością nie raz jeszcze przygotuję ten specjał! Polecam BARDZO!

 

Przepis na czekoladową truflę stąd (klik) – od siebie dodałam jeszcze cukier puder a mleko zamieniłam na śmietankę. Przepis na kruchy spód, masę i całą koncepcję mazurka – autorskie.

 

Kruchy spód orzechowy (mały mazurek):

  • 160 g mąki pszennej
  • 20 g mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • 150 g masła
  • 70 g cukru
  • 120 g orzechów włoskich, zmielonych na mączkę

W misce umieścić wszystkie składniki ciasta. Siekać je nożem, a następnie krótko formować palcami „kruszonkę”, do połączenia się składników, po czym uformować gładką kulę ciasta. Rozwałkować je na prostokąt wielkości formy i wylepić natłuszczoną i wysypaną bułką formę. Można dodatkowo z pozostałych skrawków ciasta uformować dekoracyjne kuleczki lub wałki po bokach ciasta. Ciasto ponakłuwać widelcem. Piec ok. 25-30 minut w 180 stopniach, do lekkiego zezłocenia. Wystudzić.

Masa ze śliwek suszonych w rumie:

  • 300 g suszonych śliwek
  • 160 ml rumu
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 1 szklanka wody + 4 łyżki

Śliwki posiekać, umieścić w rondelku i zalać 5 łyżkami rumu wymieszanymi z 2 łyżkami wody. Odstawić na kilka godzin lub najlepiej na noc. Następnie dodać wodę, wymieszać i zagotować. Całość gotować na niewielkim ogniu, od czasu do czasu mieszając, przez kilkanaście minut – aż śliwki się rozpadną, a masa zgęstnieje. Wmieszać pozostały rum, cukier puder, chwilkę jeszcze podgrzewać. Zostawić do wystudzenia.

Trufla czekoladowa:

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 300 g mleczka skondensowanego słodzonego
  • 60 g śmietanki kremówki 30 lub 36 %

W rondelku umieścić mleko skondensowane, cukier puder i śmietankę, wymieszać i zagotować. Następnie wyłączyć palnik i dodać połamaną na kawałki czekoladę. Całość mieszać, aż czekolada się rozpuści i wytworzy się gładki krem.

Ponadto:

  • suszone śliwki i połówki orzechów włoskich do dekoracji

Na wystudzony spód wyłożyć równomiernie masę śliwkowo-rumową. Przykryć ją warstwą czekoladowej trufli, delikatnie i dokładnie wyrównać. Ozdobić orzechami włoskimi i suszonymi śliwkami. Mazurek odstawić w suche i chłodne miejsce do stężenia polewy.



Smacznego!!! *_*

 

 

Ten wpis bierze udział w akcjach:

 

*****************

Ponadto, chciałabym życzyć wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych, okraszonych pełnią miłości, ciepła i wspólnymi rozmowami przy pysznie zastawionym stole... A także smacznego jajka, bogatego zajączka i mokrego dyngusa! :)

 

Nashelly :*

piątek, 29 marca 2013

 

Domowy ser na paschę już przygotowany, bakalie namoczone w alkoholu. Schab Mamy gotuje się w aromatycznej marynacie... Oj, jeszcze tyle do zrobienia ;). Mazurki, babka, pascha, mięso, chutney, terrina, sałatki... No, zamiast pisać, powinnam raczej zabrać się do pracy.

Ale jeszcze szybko chciałam zaprezentować Wam mój niedawny wypiek - tartaletki, które, choć przygotowałam ot, tak, bez okazji, sprawdzić się mogą również świetnie jako wielkanocny mazurek lub mini mazurki. Prawdę mówiąc, nie wiem, co mi wtedy strzeliło do głowy, że nabrałam ochoty na taki deser - generalnie bowiem, o czym już pisałam, nie przepadam jakoś specjalnie za czekoladą, szczególnie za tą gorzką - w wypiekach. Mocno czekoladowe, wytrawne desery z pewnością nie należą do moich faworytów. Nie lubię też w ogóle czarnej kawy - piję tylko latte lub białą, pół na pół z mlekiem. W każdym bądź razie, w głębokich czeluściach mego mózgu zrodził się pewnego dnia pomysł na takie tartaletki.

Mocno czekoladowe, wytrawne, kruche ciasto z pokruszonymi płatkami migdałów (nie mieliłam ich, dzięki czemu ciekawie chrupały podczas jedzenia), a do tego pieczony, truflowy mus - z gorzką czekoladą, mlekiem skondensowanym i sporą ilością czarnej kawy. Bardzo intensywny, kremowy, ciężki. Wielbiciele czarnej kawy, czekolady i brownie będą zachwyceni. Do tego na wierzch dodałam parę rozetek z bitej śmietany - aby zrównoważyć intensywny smak. Kwintesencja kawowości i czekoladowości. Polecam!

 

Przepis autorski.

 

Spody kakaowo-migdałowe (ok. 8 tartaletek, zależnie od wielkości foremek):

  • 80 g cukru pudru
  • 100 g masła
  • 20 g płatków migdałowych, pokruszonych
  • 50 g kakao
  • 120 g mąki
  • ok. 2 łyżki zimnej wody

W misce umieścić mąkę, kakao, migdały, cukier puder i posiekane na kawałeczki masło. Całość szybko wyrobić, najpierw formując palcami „kruszonkę”, a później zagniatając gładką kulę ciasta. W razie potrzeby można dolać trochę wody. Ciasto rozwałkować na dość cienki placek. Wylepiać nim po kolei wyłożone papierem do pieczenia formy do tartaletek. Następnie podziurkować je widelcem i obciążyć np. fasolkami. Piec w 180 stopniach z obciążeniem przez ok. 8 minut, a następnie 8 bez obciążenia. Wyjąć z piekarnika.

Krem kawowo-czekoladowy:

  • 150 g mleka skondensowanego słodzonego
  • 150 ml śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 50 g kawy sypanej
  • 6 czubatych łyżek cukru pudru
  • 1 jajko, ubite widelcem

W rondlu umieścić kawę i śmietankę, zaparzyć, a następnie przelać przez sitko do innego garnuszka (aby pozbyć się fusów). Dodać mleko skondensowane i połamaną na kawałki czekoladę. Całość podgrzewać na niewielkim ogniu, mieszając, aż czekolada się rozpuści, a wszystkie składniki dobrze się połączą. Następnie dodać cukier puder, wymieszać. Gdy całość lekko przestygnie, dodać jajko i dokładnie wymieszać. Krem nakładać po równo do podpieczonych spodów tartaletek i piec jeszcze ok. 20 minut (od 15 do 30, w zależności od wielkości foremek), aż do lekkiego stężenia nadzienia. Wystudzić. Gdy wystygną, włożyć do lodówki do schłodzenia.

Ponadto:

  • 300 ml śmietanki kremówki 30 lub 36 %
  • 3 łyżki cukru pudru
  • opcjonalnie: zagęstnik do śmietany

Schłodzoną śmietankę ubić na sztywno, pod koniec dodając cukier puder i ewentualnie zagęstnik. Ubitą śmietanką napełniać dekoracyjne tutki do ciasta i dekorować schłodzone (ważne!) tartaletki.

 

Smacznego! :)

 

 

Ten wpis bierze udział w akcji:

 
1 , 2